Któż z nas jest świadom tego, że w listopadzie 1979 r. w Monachium Siemens, PepsiCo i doradczy gigant McKinsey podpisały umowę – jej efektem stało się wprowadzenie w największych firmach nowego sposobu motywowania oraz monitorowania pracowników, który stał się zaczynem tego, co znamy dziś jako korpopraca? Kto wie, że w 2006 r. w siedzibie Citigroup na Manhattanie główny strateg rynku akcji Tobias Levkovich przeprowadził dla kluczowych partnerów tego banku prezentację dotyczącą globalnych nierówności i doradził, jak zacząć na tych nierównościach zarabiać? To te wydarzenia miały – zdaniem autora – kolosalne znaczenie dla dalszego rozwoju świata. Dużo większe niż rytualne spotkania różnych Trumpów, Macronów i Putinów.

Peretti w dziesięciu klarownych rozdziałach opisuje dziesięć zdarzeń, które wyznaczyły ramy funkcjonowania współczesnego świata. Ramy, do których ci rzekomo potężni demokratyczni (lub niedemokratyczni) przywódcy muszą się dostosować i wśród nich nawigować. Jego opowieść zaczyna się w latach 30., gdy zebrani nad Jeziorem Genewskim producenci sprzętu oświetleniowego radzą, jak sprawić, by ludzie kupowali ich produkty częściej. Po przeczytaniu tego rozdziału nie będą się już państwo tak mocno dziwić temu, dlaczego z każdym rokiem produkty AGD psują się coraz szybciej. Potem skok w lata 80. Producenci leków kombinują, jak sprawić, by ludzie kupowali ich więcej. Efekt? W ciągu następnych lat postępuje medykalizacja kolejnych dziedzin życia. Ku uciesze farmaceutycznych koncernów oczywiście. Potem mamy jeszcze rozwikłaną zagadkę powstawania rajów podatkowych, wyjaśnioną ekspansję rynków finansowych, globalizację i wreszcie całkiem współczesną robotyzację. Kulisy tych wszystkich procesów znaleźć można na kartach tej niepokojącej i momentami kompletnie niepoprawnej książki.

Pewnie niektórzy z państwa zapytają, czy to nie populizm albo teorie spiskowe. Już wyjaśniam – oczywiście, że tak. Jasne, że Peretti tropi spiski, od których włos jeży się na głowie. I właśnie o to chodzi. Pewnie, że łatwiej byłoby o większości z tych spraw nie wiedzieć i żyć w błogim przekonaniu, że jedynym naszym problemem są nie takie jak trzeba wyniki wyborów parlamentarnych w Polsce, Ameryce czy gdziekolwiek indziej na świecie. Na szczęście książki takie, jak „Zakulisowe umowy…” nas z tego błogostanu wyrywają. Dla naszego dobra. Żebyśmy wiedzieli, jakie prawdziwe siły rządzą światem. Może dzięki temu nie będą mogły nami tak łatwo manipulować.