statystyki

Śląski hip-hop: Blokersi, kaptury i autentyczność

autor: Konrad Wojciechowski23.08.2019, 08:00; Aktualizacja: 23.08.2019, 10:33
Fokus: – Cieszy mnie, że hip-hop w końcu doczekał się uznania. Dzięki temu, że trafił do muzeum, przestał być traktowany jako młodzieżowy wybryk czy eksces. Już pełnoprawnie został potraktowany jako element naszej kultury.

Fokus: – Cieszy mnie, że hip-hop w końcu doczekał się uznania. Dzięki temu, że trafił do muzeum, przestał być traktowany jako młodzieżowy wybryk czy eksces. Już pełnoprawnie został potraktowany jako element naszej kultury.źródło: ShutterStock

Palili marihuanę i malowali sprayem miasto, aby pokazać, że należy do nich. Tak kwitł śląski hip-hop, stając się fenomenem na ogólnopolską skalę

okładka Magazyn 23 sierpnia 2019

okładka Magazyn 23 sierpnia 2019

źródło: Agencja Gazeta

Z a częło się od tego, że mieli zajawkę na robienie beatów. Czasami dochodziło między nimi do beefów i jeden drugiego dissował w czasie freestyle’owej bitwy. Wyglądali osobliwie – nosili baggy, luźne spodnie z obniżonym krokiem, tańczyli breakdance i malowali graffiti na pociągach. I zostawiali tagi, by było wiadomo, kto odpowiada za wholecar (zamalowany wagon) albo wholetrain (zamalowany pociąg). Ścieżką dźwiękową ich młodości była muzyka Kalibru 44 i Paktofoniki, które przeszły do historii polskiego rapu.

Wystawa „Śląski hip-hop 1993‒2003” – do oglądania do końca września – ma pomóc poznać ten czas. Dlatego przestrzeń Muzeum Śląskiego zamieniła się w podwórko, na którym – jak powiedzą nieprzychylni subkulturze hiphopowej – przesiadywali ongiś blokersi. Pośrodku sali wystawienniczej trzepak, tuż obok ławka, a dalej odrapany kiosk, gdzie fani rapu, jazdy na deskorolce i pisania sprayem po ścianach kupowali m.in. miesięczniki „Ślizg” czy „Machina”. Za siatką zaparkowano przedpotopowy model volkswagena – dziś już rzadko spotykany na naszych drogach. Jest też blaszany pawilon z fotelami, stolikiem i telewizorem, bo przecież „młodzież z marginesu” musiała mieć na osiedlu swój azyl, aby nie narażać się na potępieńcze spojrzenia przyzwoitych mieszkańców. Odtworzono garażowe studio nagrań, gdzie przyszłe gwiazdy okraszały swoje pierwsze częstochowskie rymy karkołomnymi beatami. A naokoło muzealnego podwórka ciągnie się biały mur upstrzony bazgrołami, spod których wyrasta efektowne graffiti.

Na wystawę trafiło sporo artefaktów z epoki. Popularne wśród fanów wlepki z nazwami ulubionych kapel, odręcznie przygotowane ulotki koncertowe, zdjęcia śląskich blokowisk czy komputerowe dyskietki oraz kasety magnetofonowe z muzyką Public Enemy, Ice Cube’a, Beastie Boys czy Cypress Hill, bo tych wykonawców słuchało się na kwadracie, czyli w domu. – Zbiórka eksponatów razem z przygotowaniem wystawy zajęła nam dwa lata – opowiada Alicja Knast, dyrektorka Muzeum Śląskiego. – Hip-hop idealnie nadaje się do przestrzeni wystawienniczych, bo jest nie tylko muzyką, ale też wykształcił własną kulturę, choć bardzo bałam się umuzealniania tego nurtu, który jest antytezą instytucji. To był ostatni moment, aby zrobić tę wystawę, bo część materiałów, które do nas trafiły, liczy sobie prawie 30 lat i niemal rozpadała się w rękach. Zależało nam na wiernym odwzorowaniu tamtej rzeczywistości, choć jeden z widzów odniósł się krytycznie do naszych starań, wytykając, że pośród eksponatów znalazły się też nieoryginalne obiekty. To pokazuje, jak ważna w opowiadaniu o hip-hopie jest autentyczność. Ersatze mają krótki termin przydatności – dodaje.

W relacjonowaniu historii czas ma kluczowe znaczenie, bo opowieść trzeba ująć w ramy, usystematyzować. A jednej cezury, zadowalającej wszystkich, nie ma. Andrzej Buda w książce „Historia kultury hip-hopu w Polsce 1977–2013” znajduje praźródła tej subkultury w 1977 r., na rok przed przyjściem na świat czołówki śląskich raperów – Rahima, Magika czy Abradaba, którzy muzyczny egzamin dojrzałości zdawali w połowie lat 90. To dekada ciągle niedostatecznie zbadana i opisana przez kronikarzy popkultury, jakby wszystko, co godne uwagi w polskiej muzyce, skończyło się z nastaniem kapitalizmu i wolnego rynku, a przecież rap eksplodował dopiero po 1989 r. Dlatego śląska wystawa bierze pod lupę tylko wycinek hip hopowego fenomenu, przyjmując za jego początek narodziny zespołu Kaliber 44, a za koniec – ostatni koncert Paktofoniki w katowickim Spodku.

– Marzyliśmy o takim występie. Choć kiedy zaczynaliśmy grać, było to dla nas nie do pomyślenia – przyznaje Sebastian Salbert, znany jako Rahim, były członek grupy Paktofonika, dziś w Pokahontaz. – Ale udało się. Wystąpiliśmy przed pełną salą i poniekąd ten ostatni koncert stał się symbolicznym osiągnięciem zamierzonego celu, zwieńczeniem działalności zespołu.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (2)

  • EmmaNowa(2019-08-23 11:00) Zgłoś naruszenie 01

    Witаj, czу jesteś zainteresowany prawdziwymi spotkaniami seksualnymi w swoim mieście? Więc wyprоbuj tę stronę - 𝘸𝘸𝘸.lady4.fun Nаzywam się Еmma23, czеkam nа Ciеbie, a do tego moje іntymne zdjęcia :)

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie