"Mobutu". Dziś takich dyktatorów już nie ma

autor: Mariusz Janik29.06.2019, 10:00; Aktualizacja: 29.06.2019, 15:28
Mobutu Sese Seko

Mobutu Sese Sekoźródło: ShutterStock

To jedyna dostępna po polsku książka o jednym z najpotężniejszych polityków czarnego lądu, a jeżeli przebrniemy przez kronikarskie dłużyzny, natrafimy na opowieści jak z mrocznych, brutalnych baśni braci Grimm.

M obutu Sese Seko Kuku Ngbendu wa za Banga rządził państwem wielkości jednej piątej Europy przez ponad trzydzieści lat. Stał się absurdalnym archetypem afrykańskiego satrapy, a jednocześnie czasy jego panowania były bodaj najspokojniejszym okresem w dziejach Konga.

„Bywa, że podczas swoich przejażdżek Mobutu zatrzymuje się w jakiejś wiosce. Wydaje rozkaz otworzenia kartonów z zairami (ówczesną walutą – red.) i (…) rozrzuca pieniądze ludności, głośno się zaśmiewając. (…) Niektórzy wieśniacy, sprytniejsi od innych, przemieszczają się z wioski do wioski, by kilkakrotnie skorzystać z tej prezydenckiej manny”. W innej wersji kartony mocowano na dachu auta – przy odpowiedniej prędkości wiatr sam porywał banknoty i rozsiewał po okolicy.

Pieniędzy nigdy Mobutu nie brakowało – w końcu Kongo, przemianowane przez niego na Zair, to kolos położony na surowcach naturalnych, które mogłyby stać się fundamentem potęgi tego kraju, a stały się jego przekleństwem. W epoce rządów „wszechpotężnego wojownika, który z powodu swej niezłomnej woli walki idzie od zwycięstwa do zwycięstwa, ogniem znacząc swoją drogę” – bo to mniej więcej dosłowne znaczenie rozbudowanego nazwiska (bardziej kolokwialne to „kogut, który wskakuje na wszystko, co się rusza”) – wydobycie bogactw ruszyło pełną parą, nie gorzej niż w czasach, gdy kraj ten był prywatną własnością belgijskiego króla Leopolda.

Z książki Jean-Pierre , a Langelliera możemy się dowiedzieć, co się z tymi pieniędzmi działo. Począwszy od sprowadzania samolotami świeżych potraw z Europy na wystawne przyjęcia, przez budowanie wielohektarowych pałaców w sercu dżungli, luksusowy jacht naśladujący parowce pływające po amerykańskich rzekach sto lat wcześniej, niezbyt udany program rakietowy, aż po sowite prezenty dla kochanek, krewnych i zaufanych dyktatora – korytarzami władzy płynęły miliony dolarów. Gdy zabrakło gotówki, wystarczał telefon do szefa banku centralnego, który osobiście podrzucał kilkadziesiąt tysięcy, czasem i kilkaset, jeżeli w grę wchodził wyjazd za granicę (wiadomo, zakupy).


Pozostało jeszcze 48% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie