Do Sądu Rejonowego w Radomsku: Ja, niżej podpisany Willy Goldberg, oświadczam, że jestem jedynym spadkobiercą rodziny Goldbergów, której wszyscy członkowie zginęli w czasie II wojny światowej. Do dnia dzisiejszego nie toczyło się po żadnej z tych osób postępowanie spadkowe. Moim zamiarem jest uregulowanie stanu prawnego po moich przodkach i na dzień dzisiejszy ustalam majątek, który był kiedyś w ich posiadaniu. Zwracam się o wydanie odpisów poszczególnych dokumentów, znajdujących się z aktach Ksiąg Hipotecznych Nr…”. I dalej wyliczanka na pięciu stronach: numery ksiąg, decyzje, pełnomocnictwa, postanowienia, akty urodzenia i zgonu, opłaty stemplowe, decyzje urzędu skarbowego, tytuły wykonawcze, nakazy egzekucyjne. Wszystko, co pomoże w ustaleniu prawa do dziedziczenia.
Willy Goldberg odtworzył drzewo genealogiczne swojej rodziny od 1760 r., przez kilka lat kompletował dokumenty: księgi hipoteczne i wieczyste, mapy geodezyjne, metryki, akty urodzin i zgonu, weksle, postanowienia sądów. Wyszło mu kilkadziesiąt nieruchomości w Radomsku i okolicach: Reymonta, pl. 3 Maja, Kościuszki, Piłsudskiego, Krakowska (wszędzie podajemy obecne nazwy). Szuka też w Łodzi i Częstochowie, bo i tam rozjechali się przed wojną Goldbergowie.
Wszyscy, poza jego ojcem, zginęli w Holokauście.
Reklama
– Ja się nie boję, że tu będzie gorąco, absolutnie. Ja mam prawa – mówi.

***

Reklama
Magazyn DGP z 7 czerwca 2019 r. / Dziennik Gazeta Prawna
Nie szukał na oślep. W grudniu 2017 r. wystąpił do radomszczańskiego sądu o wgląd do akt. Otrzymał zgodę, przyjechał, całe dwa dni przeglądał dokumentację. Spisał listę ksiąg i napisał podanie o ich udostępnienie. Potem dostał z sądu paczkę.
W sumie ma 414 kopii ksiąg. Najważniejsze są te przedwojenne. Teraz je wertuje i sprawdza. Złożył już pierwszy wniosek do sądu, w sprawie kamienicy przy Reymonta. Tu toczy się sprawa o zasiedzenie, teraz sędzia ją odroczył, bo pojawił się Goldberg z roszczeniem. A Goldberg przygotowuje właśnie już drugi wniosek, dotyczący nieruchomości przy Piłsudskiego.
Prawowity spadkobierca? Hochsztapler?
Przekopaliśmy się przez archiwalia, odtworzyliśmy historię części pożydowskich nieruchomości w Radomsku. Porównaliśmy dokumentację Goldberga z tą znajdującą się w Archiwum Państwowym w Piotrkowie Trybunalskim. Ustaliliśmy, w jaki sposób mienie pożydowskie trafiało w zarząd miejski. Jeśli jakieś roszczenia Willy’ego Goldberga są zasadne, to właśnie do tego majątku.
To będzie opowieść o dokumentach. Powinna być o ludziach, ale po nich właśnie tyle zostało: pamięć i dokumenty. O jedno i drugie dba Willy Goldberg.

***

Radomsko. Miasto średniej wielkości, powiatowe. W Łódzkiem, lecz bliżej mu do Częstochowy i na Śląsk. 750 lat historii, kilka wzlotów i bolesny upadek – po 1989 r., gdy z ośrodka przemysłowego z ambicjami zostały mu tylko te ostatnie. Podnosi się, ale z wielkim mozołem. Szczyci się historią: Konspiracyjnym Wojskiem Polskim, żołnierzami wyklętymi, dowódcą KWP „Warszycem”. Stąd jest. Bracia Różewicze także. I Żydzi. Choć tych to już nie ma. A przecież do wojny nieraz stanowili w Radomsku więcej niż połowę ludności.
Na początku tego roku „Gazeta Radomszczańska” odkryła i opisała geodezyjne mapy Kahla, przez lata przechowywane w starostwie. Zamówił je magistrat w 1933 r. u warszawskiego mierniczego przysięgłego Janusza Kahla. Narysował całe Radomsko: dom po domu, studnia po studni, wejścia i schody. Każda nieruchomość ma nazwisko właściciela. Budynki przy głównych ulicach – Reymonta, Żeromskiego, Joselewicza, Przedborskiej, pl. 3 Maja, Krakowskiej, Warszyca, Piłsudskiego, Wyszyńskiego, Fabianiego – w ok. 70 proc. są w rękach żydowskich.
A dziś nieżydowskich.

***

Willy Goldberg przychodzi z walizeczką pełną papierów, pokazuje i wyjaśnia. – Ta historia nie zaczyna się ani rok temu, ani po wojnie czy przed, ale w XVIII w. – mówi. – Najpierw był Moszek Goldberg, aż do niego dotarłem. Moszek urodził się w Radomsku w roku 1760, zmarł ok. 1806 r. Miał trzech synów. Jednym z nich był Gabriel Goldberg. On miał z kolei pięć córek i trzech synów. Potem był Salomon Goldberg, potem Jakub Berek Goldberg, potem Eliasz Goldberg, w końcu mój dziadek Szymon Wolf Goldberg i ojciec Jakub Berek Goldberg – opowiada Willy. Eliasz zmarł w 1942 r. w getcie w Radomsku, Szymon Wolf w tym samym roku w Treblince, Jakub Berek przeżył Auschwitz, a po wojnie wyjechał z Polski. – Ja, jego syn, urodziłem się we Francji. To moi przodkowie – dodaje Willy.
Mówi tylko po francusku. Jest już na emeryturze, towarzyszy mu Ela Rutkowska, która tłumaczy. Sama mówi po polsku z mocnym francuskim akcentem. Wcześniej śpiewała w operze, on miał firmę zajmującą się instalacją alarmów. Od niedawna mieszkają w Świdnicy. Przeprowadzili się, bo tak jest bliżej do archiwów. Kursują między Francją a Polską, ale więcej czasu spędzają u nas.
Próbowaliśmy się z nimi skontaktować już wiosną ubiegłego roku. Wtedy po raz pierwszy w Radomsku pojawiła się plotka, że żydowscy spadkobiercy chcą zwrotu nieruchomości. To był gorący okres, tuż po nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która zaogniła stosunki Polski z Izraelem – nowe prawo wprowadzało kary za przypisywanie narodowi polskiemu odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie, zaś według Izraela przepis ten godził w wolność badań naukowych. To wtedy prezydent Radomska Jarosław Ferenc nie zgodził się, by burmistrz partnerskiego izraelskiego miasta Kirjat Bialik wygłosił przemówienie, w którym oskarżał Polaków o udział w mordowaniu Żydów. Sprawa była głośna, relacjonowano ją w mediach ogólnopolskich.
Informację o spadkobiercach usłyszeliśmy z kilku ust. Zdobyliśmy adres e-mailowy i napisaliśmy do Eli Rutkowskiej, lecz nie dostaliśmy odpowiedzi. Najpierw uznaliśmy wieść za plotkę, ale wróciliśmy do poszukiwań. To podczas zbierania tych materiałów udało się odkryć mapy Kahla. Były niedostępne, bo zbyt kontrowersyjne. Wiadomo, jaki jest stereotyp: przyjdą Żydzi po kamienice. Ale też trzeba zadać pytanie – a jak te kamienice trafiły w polskie ręce?
Willy Goldberg przyszedł po swoje i się tego nie wstydzi. Nie jest uprzywilejowany, występuje tak jak każdy obywatel, który jest w stanie udowodnić prawo własności.
Ela Rutkowska odezwała się w marcu.

***

Według Wirtualnego Sztetla, portalu prowadzonego przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, w Radomsku na przestrzeni wieków żyło 4028 osób o nazwisku Goldberg. Drzewo genealogiczne Willy’ego Goldberga – dziadków, pradziadków, prapradziadków i ich dzieci – liczy od 1760 r. 90 osób. Do tego dochodzi dalsza rodzina. Ci też nie przeżyli Holokaustu i ci też mieli majątki.
W 1939 r. w Radomsku mieszkało 27 tys. osób, z tego Żydzi stanowili ok. 10 tys.
Niemcy utworzyli getto pod koniec 1939 r., jako drugie w Polsce. Zamknięto w nim Żydów z miasta i okolicznych miejscowości, a ich nieruchomości zostały z mocy nazistowskiego prawa skonfiskowane. W 1942 r. w getcie przebywało ok. 14 tys. osób. W październiku rozpoczęto jego likwidację, pierwszy transport trafił do Treblinki 10 października, ostatni 6 stycznia.
Aby ustalić los powojennych żydowskich nieruchomości i ich stan prawny, trzeba sięgnąć do ówczesnego prawa. Pierwszym dokumentem, który się do nich odnosił, był Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z 22 lipca 1945 r. Zapisano w nim, że „Żydom po bestialsku tępionym przez okupanta zapewniona zostanie odbudowa ich egzystencji oraz prawne i faktyczne równouprawnienie”.
Najważniejszym aktem regulującym tę kwestię był „Dekret o majątkach opuszczonych i porzuconych” z 2 marca 1945 r. Określał osoby, którym mogą składać wnioski o przywrócenie posiadania (odzyskanie nieruchomości) i termin, w którym mają to zrobić – najpierw do końca 1947 r., potem okres ten przedłużono o rok. Przy czym, jak zapisano w art. 33, „prawomocne orzeczenie w przedmiocie przywrócenia posiadania nie przesądza prawa własności”. Nieruchomość będzie własnością dopiero po 10 latach, na zasadzie zasiedzenia. Dekret pozwalał na nabycie opuszczonego majątku przez dzierżawcę po upływie terminu zasiedzenia, o ile nie zgłosi się prawowity właściciel. Termin zasiedzenia nieruchomości przez Skarb Państwa wynosił 10 lat, liczony od końca 1945 r., dla pozostałych – 10 lat, jeśli nieruchomość została zasiedlona w dobrej wierze, i 20 lat, jeśli w złej.
Dekret unieważniał wszystkie umowy zawarte po 1 września 1939 r. w celu ratowania majątku, bez znaczenia, czy były to umowy prawdziwe czy fikcyjne, dobrowolne czy zawarte pod przymusem. Powołano Główny Urząd Likwidacyjny, który miał biura rejonowe. Zajął się on gospodarowaniem nieruchomościami opuszczonymi, ich zarządzaniem, zwrotem, dzierżawą, z tym że w praktyce przekazywał te uprawnienia samorządom.
Jesienią 1946 r. władze wydały dekret o postępowaniu spadkowym, który określał, kogo można uznać za zmarłego i w jakim trybie. Każdy spadkobierca musiał wnosić o sporządzenie aktu zgonu właściciela nieruchomości lub uznanie za zmarłego w sądzie.
W opracowanym przez Grzegorza Mieczyńskiego katalogu „Firmy radomszczańskie w dwudziestoleciu międzywojennym” znajduje się 28 przedsiębiorstw należących do Goldbergów. W większości sklepy i punkty usługowe – sprzedaż cukierków i owoców, naczyń kuchennych, warzyw, wapna, chustek, galanterii, artykułów kolonialnych. Przy części adresy: Reymonta, Żeromskiego, Kościuszki, Przedborska, Krakowska, pl. 3 Maja, Piłsudskiego.
Ile tych firm prowadzono we własnych lokalach, nie wynajmowanych? Próbujemy sprawdzić w wykazach hipotecznych (poprzednik ksiąg wieczystych), prowadzonych do końca 1946 r. To dokumenty archiwalne, przechowywane w części w archiwach państwowych, w części wciąż w sądach rejonowych. Jeszcze w ubiegłym roku występujemy do Sądu Rejonowego w Radomsku o wgląd w wykazy hipoteczne dotyczące centrum miasta. Sąd odmawia; twierdzi, że podlegają pod ustawę o księgach wieczystych i dostęp do nich mają tylko osoby uprawnione: właściciele, notariusze, spadkobiercy. To o tyle dziwne, że to dokumenty historyczne, ustawowo dostępne dla wszystkich. W dodatku kilka ksiąg hipotecznych z Radomska z tamtego okresu złożonych jest w Archiwum Państwowym w Piotrkowie Trybunalskim i tam są dostępne bez ograniczeń.
Szukamy inaczej. Na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości sprawdzamy najstarsze księgi wieczyste w Radomsku, o numerach od 1 do 300. Są jawne, wystarczy znać numer i liczbę kontrolną (tę ostatnią obliczamy w kalkulatorze dostępnym w internecie). Większość najstarszych dotyczy nieruchomości położonych w centrum Radomska. Ta o nr 1 – jednej z kamienic przy ul. Reymonta. Pierwsze księgi zostały założone w 1947 r. Znajdujemy tylko dwie, w których pojawiają się żydowskie imiona i nazwiska. Jak to możliwe, skoro przed wojną do tej mniejszości należało 70 proc. nieruchomości?
Szukamy w Archiwum Państwowym w Piotrkowie. W zestawie dokumentów Prezydium Powiatowej Rady Narodowej i Urzędu Powiatowego w Radomsku z lat 1947–1958 znajdujemy teczki opisane jako „Sprawy majątków opuszczonych i poniemieckich”.
Ela Rutkowska: – Niech pan sprawdzi. Jak byliśmy w sądzie w Radomsku, to powiedzieli nam, że teraz ścieki wypłyną. Nie będzie ładnie pachniało.

***

Wybieramy 10 teczek, dotyczą nieruchomości z ulicy Reymonta. W sumie jest ich kilkadziesiąt. Każda dotyczy innego numeru. W środku decyzje, podania, zestawienia kosztów, rachunki, potwierdzenia wpłat. Jak na chwilę po wojennym kataklizmie – porządek wręcz nieprawdopodobny.
Teczka nr 50. Na wierzchu decyzja Okręgowego Urzędu Likwidacyjnego w Łodzi z 8 kwietnia 1948 r.: „Do obywatelki M.P. Okręgowy Urząd Likwidacyjny w Łodzi po rozpoznaniu wniosku Obywatelki z dnia 10.II.1947 o wydaniu majątku opuszczonego, na mocy artykułu 7 dekretu z 8 marca 1948 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich (…) postanowił M.P. wprowadzić w posiadanie jednej czwartej niewydzielonej części nieruchomości położonej w m. Radomsku przy ul. Reymonta (…), a składającej się z placu i znajdującymi się na nim budynkami”.
Czy to oznacza, że nieruchomość została zwrócona? Formalnie – przekazano M.P. jedynie „zarząd i użytkowanie tego terenu” (tak mówi art. 21 dekretu z 2 marca). Do własności potrzebne będzie postępowanie sądowe lub zasiedzenie.
Kolejny dokument: rozliczenie pobranych opłat i nakładów. Rozbity na miesiące wykaz pieniędzy pobranych z komornego i kosztów, z adnotacją, czy spadkobierczyni coś się z tych pieniędzy należy: „Nieruchomość administrowana była przez O.U.L w miesiącach od IV-45 do IX-46 włącznie. Przychód brutto wynosi sumę 13.000 zł, z czego jedna czwarta do 3.250. Rozchód brutto wynosi 11.244,37, z czego jedna czwarta to 2.811,09”.
Następne dokumenty: o zwrocie połowy nieruchomości kolejnym dwóm spadkobiercom, zestawienie pobranych czynszów od kwietnia 1945 r., pokwitowania z usługi (wywóz śmieci, naprawę dachu). W kolejnych teczkach podobnie.
Z dokumentów wynika, że pożydowskie nieruchomości zostały po wojnie przekazane właścicielom bądź ich spadkobiercom. Większość nazwisk pokrywa się tymi z przedwojennych map Kahla. To by oznaczało, że stan prawny mógł zostać uregulowany, a roszczenia Willy’ego Goldberga są bezpodstawne.
Jednak w jednej z teczek coś nie pasuje. Znajdujemy pismo Okręgowego Urzędu Likwidacyjnego o „wniosku obywatela M.W. w sprawie wydzierżawienia nieruchomości przy ul. Reymonta”. Sprawdzamy na mapach Kahla: przed wojną należała do żydowskiej rodziny.
W piśmie OUL napomina Zarząd Miejski m. Radomska, by sprawę przyspieszył. Zarząd odpowiada, że „sprawa przedmiotowa nie jest załatwiona wyłącznie z winy M., ponieważ ww. dotąd nie zgłosił się do zawarcia umowy dzierżawnej w Wydziale Nieruchomości. Ponadto Zarząd Miejski powiadamia, że repatriant M., zamieszkuje w Łodzi, nie jest zameldowany na terenie miasta Radomska”.
Więc jednak nie wszystkie nieruchomości zostały przekazane właścicielom bądź spadkobiercom. Nikt z tej żydowskiej rodziny nie przeżył Holokaustu? Na pewno nikt się nie zgłosił. Z dokumentów wynika, że decyzję w sprawie dzierżawy podejmował samorząd. To on dysponował kamienicą.
Wyjątek? Znajdujemy kolejne podobne pożydowskie nieruchomości: bez spadkobierców, zarządzane przez samorząd. Potem przejęte przez osoby prywatne.
Z dokumentów wynika, że majątki były atrakcyjne.
Sprawdzamy dokumentację jednej z nieruchomości należących do Goldbergów. Teczkę zatytułowaną „Gosp. pożydowskie po Goldberg Joszek i Moszek, położone w wsi C., w gminie M.” znaleźliśmy w Archiwum Państwowym w Piotrkowie. Pierwsze podanie z 6 września 1945 r. od J., zaadresowane do powiatowego komisarza ziemskiego w Radomsku: „Zwracam się z uprzejmą prośba do Komisarza Ziemskiego o udzielenie mi zezwolenia na dalsze użytkowanie ziemi pożydowskiej po Goldbergu Josku i Golbergu Moszku, byłych mieszkańcach wsi C., o ogólnej powierzchni 1,92 ha, oraz domu. Zaznaczam się ziemię posiadaną utrzymuję w dobrej kulturze i wszelkie powinności jakie są nakładane spłacam sumiennie”.
Z dokumentów wynika, że J. zgodę dostaje i gospodarstwo dzierżawi. Ale kolejne pokazują, że nie tylko on był nim zainteresowany. 11 listopada 1945 r. do tego samego komisarza pisze Gromada Wsi C. Prosi o „przydzielenie wyżej wymienionej Gromadzie ziemi ornej w ilości około 2 hektary oraz budynku znajdującego się na terenie Gromady C. Kiedyś ta ziemia oraz jako też budynek były własnością żyda Goldberga zamieszkałego w C. W przypadku przydziału ziemi i budynku, Gromada obsadziłaby na tej ziemi i w wymienionym budynku stróża nocnego”.
Za J. wstawia się wójt. Pisze: „J. (…), pochodzenia włościańskiego, ziemi własnej nie posiada, natomiast ma w użytkowaniu ziemię pożydowską (…) oraz użytkuje dom z drzewa kryty gontem o 3 mieszkaniach. Wymieniony jest dobrym Polakiem i dobrym rolnikiem i na razie nie zachodzą żadne przeszkody na dalsze użytkowanie ziemi”.
Z kolejnych dokumentów wynika, że J. utrzymał gospodarstwo. W pismach prosi o przedłużenie dzierżawy na kolejne lata. Podpisuje umowy, w teczce są zestawienia opłat wnoszonych w latach 1951–1958.
Pod koniec lat 50. pojawia się kolejny chętny na gospodarstwo. W 1957 r. mieszkańcy wsi C. piszą do prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej podanie (raczej donos) o „wstrzymanie budowy obywatelowi J. na placu pożydowskim w C. Prośbę motywujemy co następuje: ob. J. nie jest właścicielem ziemi pożydowskiej, a jest tylko dzierżawcą i nie ma prawa budować się na wspomnianym placu. Wiemy dokładnie, że ob. J zamiaruje się budować na placu pożydowskim, gdyż gromadzi materiały budowlane na tymże placu. (…) Wyżej wspomniany plac otoczony jest z dwóch stron gruntami parafii, z trzeciej gruntami PGR. Ob. J. wyrządza szkody tak parafii jak i PGR. Nadmieniamy, że plac pożydowski znajduje się tuż przy kościele, a ob. J. trudni się nielegalną sprzedażą wódki i z tego powodu rozplenia się chuligaństwo a nawet dochodzi do zabójstw”. I 45 podpisów.
Rozpoczyna się przepychanka. Gromadzka Rada Narodowa 30 maja 1959 r. podejmuje decyzję o „przekazaniu na rzecz tutejszej Rady Narodowej działki ziemi pożydowskiej (…) wraz z budynkiem i placem, która obecnie dzierżawi ob. J. (…). Mieszkańcy wsi C. od dawna ubiegali się o nabycie wspomnianego obiektu na potrzeby wsi i na zebraniu odbytym w 1957 r. odpowiednią uchwałę podpisało ponad 60 proc. mieszkańców”. Ingeruje Powiatowa Rada Narodowa, stając w obronie J., bo według niej rolnik „posiada uprawnienia do uwłaszczenia go przedmiotowymi gruntami”.
W 1960 r. w sprawę włącza się Ochotnicza Straż Pożarna, która też występuje o przekazanie jej nieruchomości. Ale Komeda Powiatowa Straży Pożarnej odmawia poparcia. Dlaczego? Odpowiedź znajdujemy w notatce, podpisanej przez S.T., Instruktora KP PZPR: „Należy przypuszczać, że o wspomnianą działkę starania czyni ksiądz z C., który własnoręcznie podpisał pismo wystosowane rzekomo przez OSP. Wspomniana działka przylega z trzech stron do gruntów księdza. Należałoby więc nie zwlekać z załatwieniem sprawy i przydzielić wspomnianą działkę od J.”.
14 grudnia 1960 r. do sądu w Radomsku wpływa pismo z Prezydium Powiatowej Rady Narodowej o założenie księgi wieczystej i dokonanie „wpisu o prawie własności na rzecz ob. J.”. W dokumencie napisano, że „nieruchomość powyższa jest poza tym wolna od wszelkich ograniczeń własności i obciążeń”.
I tak 15 lat po wojnie pożydowska nieruchomość trafia w prywatne ręce, wpisana prawem własności do księgi wieczystej.

***

Gdy pytamy Willy’ego Goldberga, ile nieruchomości chce odzyskać, odpowiada: – Wszystkie, do których mam prawo.
I wyciąga teczkę dotycząca jego rodzinnej nieruchomości, kamienicy przy ul. Stodolnej. Ta sprawa go najbardziej denerwuje. Najpierw pokazuje zdjęcie. Na nim młody mężczyzna o smutnych oczach, w koszuli i marynarce. Fotografię zrobiono po powrocie z Auschwitz. Do dokumentów, by udowodnić, że mężczyzna żyje. Bo według świadków nie żył. To ojciec Willy’ego Goldberga.
Matka Jakuba Berka, Gitla, zgodnie z zapisami w księgach hipotecznych, była właścicielką jednej czwartej kamienicy przy ul. Stodolnej. Willy pokazuje stosowny wniosek w księdze hipotecznej. Zapisano w niej, że w 1932 r. Wolf Lajb i Jentla podarowali córkom Gitli Goldberg oraz Chai i jej mężowi Chaimowi Józefowi po jednej czwartej nieruchomości.
Kamienica stoi do dzisiaj. Niepozorna. Przed wojną na dole były sklepy, na górze mieszkania. Podczas wojny została skonfiskowana przez Niemców. Większość rodziny zginęła w getcie bądź Treblince w 1942 r. Willy Goldberg wspomina: – Ojciec trafił do Auschwitz. Przeżył. Gdy wrócił do Radomska, ważył 35 kilogramów. Poszedł na Stodolną, ale tam usłyszał od Chaima Józefa: to już nie jest twój dom.
Bo w maju 1945 r. Chaim rozpoczął postępowanie spadkowe. Bez wiedzy Jakuba Berka. Na dowód Willy Goldberg pokazuje wypisy w księdze hipotecznej. „Wniosek Nr 34, podług dziennika Nr 54. Dnia piątego czerwca roku tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego przed sędzią grodzkim Bolesławem Trószyńskim, Kierownikiem Oddziału Hipotecznego w Radomsku, do kancelarii tegoż oddziału, mieszczącego się w tymże mieście Radomsku przy ul. Limanowskiego, pod Nr 35, stawił się osobiście mi znany Chaim Józef S., syn Wolfa-Lajba, zamieszkujący w mieście Częstochowie przy ul. Wilsona pod nr 32, i (...) oświadczył: zostało otwarte postępowanie spadkowe po Wolfie-Lajbie i Jentli, małżonkach S., rodzicach moich oraz po Gitli Goldberg, Chai, siostrach moich, oraz po Józefie vel Josku Chaimie, mężu Chai, jako po współwłaścicielu nieruchomości objętej tą księgą hipoteczną, i do spadku tego zgłaszam siebie oraz siostry moje: Cyrlę, urodzoną 1918 r. i Rachelę vel Ruchlę, urodzoną w 1904, dzieci Wolfa Lajba i Jentli małżonków S. oraz Jakóba Berka Goldberg, syna Szymona Wolfa i Gilti, ur 1919 r.”.
Tu jeszcze Jakub Berek jest. Za chwilę Chaim złoży w sądzie wniosek o uznanie go za zmarłego. Sąd wydaje taką decyzję, mimo że Jakub Berek mieszka w Częstochowie i Chaim o tym wie. Zostaje więc z niczym. Wyprowadza się, najpierw do Berlina, potem do Francji. – Ale przyjeżdża do Radomska, próbuje coś w tej sprawie zrobić. Nigdy się z tym nie pogodził – Willy Goldberg pokazuje wpisy w paszporcie ojca. Na początku lat 50. Chaim Józef także wyjeżdża z Polski. Kamienicą przy Stodolnej zarządza gmina.
W połowie lat dwutysięcznych zgłaszają się po nią spadkobiercy Chaima, mieszkający w USA. Sąd przeprowadza postępowanie spadkowe. W 2007 r. sąd w Radomsku orzeka stwierdzenie nabycia spadku przez żonę Chaima i jego dzieci. Każde dostaje po jednej trzeciej udziałów. Nieruchomość zostaje im zwrócona. Gdy żona Chaima umiera, w 2010 r. przeprowadzone zostaje kolejne postępowanie, wtedy spadkobiercami zostają po połowie dzieci. Szybko kamienicę odsprzedają.
W tym miejscu Willy triumfalnie wyciąga dokument i pokazuje mi zaświadczenie z urzędu skarbowego z 31 grudnia 1946 r. – Znalazłem je w księdze, było przyklejone do innej karty. Cały czas tam było – mówi. W nim napisano: „Urząd Skarbowy w Radomsku niniejszym zaświadcza, że do wymiaru podatku skarbowego po Gitli Goldberg, zmarłej 31 X 1942 r., zadeklarowano majątek składający się z 1) niepodzielnej 1/6 nieruchomości w Radomsku przy ul. Limanowskiego (…) o wartości 60 000 zł, 7/24 części nieruchomości w Radomsku przy ul. Stodolnej (…) o wartości 175 000 zł, z mocy prawa majątek przeszedł w całości na syna Jakóba-Berka Goldberga, z tego tytułu podatek w kwocie 3876 zł został wpłacony do kasy Urzędu”.
– No to jak nieruchomość mogła zostać w 2003 r. zwrócona komuś innemu, jak tu jest dowód, kto ma do niej prawo? Że mój ojciec żył i jeszcze zapłacił podatek! Potrafi pan to wyjaśnić? – pyta Willy Goldberg. Nie potrafię. Odnajdujemy spadkobierców Chaima na Facebooku, piszemy do nich. Pytamy, czy wiedzieli o roszczeniach Willy’ego Goldberga i czy znają dokument z 1946 r. Nie odpowiadają.
Jakub Berek Goldberg do końca życia próbuje odzyskać kamienicę przy Stodolnej. W 1997 r. pisze do urzędu miasta. Otrzymuje odpowiedź: „W powyższej sprawie należy zwrócić się do prywatnej kancelarii adwokackiej w celu zlecenia prowadzenia spraw”.
Umiera w 2007 r. we Francji.

***

Willy Goldberg zapowiada, że nie odpuści. – Mam hipoteki na nieruchomości przy Piłsudskiego, Kościuszki, pl. 3 Maja, Reymonta. Jestem ostatnim z rodziny. Wystąpiłem o wszystkie księgi, w których pojawia się nazwisko Goldberg, i szukam, która osoba jest bliższa, która jest dalsza. Ustalę, to wystąpię o ten majątek. Kuzynem ojca był Grosman, z jego rodziny też nikt nie przeżył. Też miał w Radomsku nieruchomości. Mordka Goldberg miał fabrykę „Kryształ” i inne nieruchomości. To wszystko jest do odzyskania.
Sprawdzam Grosmana i Mordkę Goldberga na mapach Kahla i w archiwum. Są, ich majątki także.
Willy Goldberg szuka nie tylko w Radomsku. Z Częstochowy dostał akty urodzenia 45 Goldbergów, z sądu w Łodzi zestawienie ksiąg wieczystych, w których to nazwisko występuje, zawiera 34 pozycje, przy każdej numer księgi. Bierze się do sprawdzania.
Goldbergowi wystarcza obecne prawo. Włączył się w postępowanie o zasiedzenie jednej z kamienic przy ul. Reymonta. Według papierów, należała do jego przodków. Przygotowuje wniosek w sprawie kolejnej nieruchomości. – To dopiero początek – zapowiada.
O tym, czy ma do nich prawa, zdecydują sądy.
Ale jest jeszcze jedno ważne pytanie: ile pożydowskich nieruchomości z Radomska w ogóle przeszło po wojnie pod zarząd miasta lub Skarb Państwa, a ile zostało zwróconych? To kluczowe, bo pokaże skalę problemu.
Jeszcze raz jedziemy do Archiwum Państwowego w Piotrkowie Trybunalskim. Tam w końcu znajdujemy odpowiedź. Jest w teczkach opisanych jako „Sprawy majątków opuszczonych i poniemieckich – wykazy i ewidencje. Lata 1947–1949” oraz „Sprawy majątków opuszczonych i poniemieckich (wykazy majątków)”. To pełne zestawienia. Te najstarsze, z pierwszych powojennych miesięcy, pisane jeszcze ręcznie, z tabelkami robionymi ołówkiem i linijką. Kolejne na maszynie, ostatnie już na gotowych formularzach.
W ewidencji nieruchomości opuszczonych i poniemieckich według stanu na dzień 31 grudnia 1948 r. jest 91 pozycji. Wraz z opisami: adresy, charakter nieruchomości (dom, plac, budka, kamienica, pole), właściciel na dzień 31 sierpnia 1939 r.
W kolejnym zestawieniu majątków opuszczonych przekazanych pod zarząd miasta – 189 pozycji. Są dwie nieruchomości Goldbergów i jedna Grosmana.
W drzewie genealogicznym Willy’ego Goldberga sprawdzam jeszcze nazwiska córek pradziadków i prapradziadków, które wyszły za mąż. Grosberg, Hendel, Frydman, Silbersztajn, Guterman, Tuszyńska, Studniarek.
Sprawdzam w wykazach. Część jest.
W wykazie majątków opuszczonych zwróconych właścicielom bądź spadkobiercom tylko 37 pozycji.
Korzystałem z wykazów i dokumentów Archiwum Państwowego w Piotrkowie Trybunalskim (zwłaszcza „Prezydium Powiatowej Rady Narodowej i Urząd Powiatowy lata 1947–1958 i 1950–1975, „Rejonowy Urząd Likwidacyjny 1947–1949), wykazów hipotecznych, ksiąg wieczystych, metryk, aktów urodzenia i zgonu zebranych przez Willy’ego Goldberga, książek „Klucze i Kasa. O mieniu żydowskim pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych 1939–1950” pod redakcją Jana Grabowskiego i Dariusza Libionki, „Złote serca czy złote żniwa. Studia nad wojennymi losami Polaków i Żydów” Marka J. Chodakiewicza, „Firmy radomszczańskie w dwudziestoleciu międzywojennym. Katalog” Grzegorza Mieczyńskiego, akt spraw sądowych dotyczących zwrotu nieruchomości w Radomsku. ©℗
Autor jest dziennikarzem i wydawcą „Gazety Radomszczańskiej”