Nie możemy zapominać, że nowe państwa pojawiały się też na obszarach bez lokalnych tradycji insurekcyjnych – mówi PAP prof. Krzysztof Kawalec z Uniwersytetu Wrocławskiego. Na 100-lecie niepodległości Dzieje.pl skierowały trzy jednakowe pytania do historyków i filologów badających historię i kulturę XIX i XX w. oraz do szefów instytucji dziedzictwa narodowego.

PAP: Dzięki jakiej tradycji intelektualno-kulturowej udało się nam przetrwać 123 lata niewoli i ostatecznie w roku 1918 odzyskać niepodległość?

Prof. Krzysztof Kawalec: Tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Czas niewoli trwał zbyt długo i zbyt wiele się zdarzyło. To jest co najmniej pięć pokoleń, kataklizm wojen napoleońskich, próby powstań (zabór rosyjski), przekształcenia gospodarcze (uwłaszczenie chłopów, industrializacja), rusyfikacja i germanizacja, rozwój ruchów narodowych z punktu widzenia dawnej RP separatystycznych. Nie można zapominać, że jakkolwiek Polska odrodzona uważała się za kontynuatorkę państwa, które upadło w końcu XVIII stulecia, obejmowała mniejszy obszar i była państwem zdominowanym przez naród polski, rozumiany jako wspólnota etniczna. Można więc się spierać, czy było to „odzyskanie niepodległości”, czy powstało państwo pod wieloma względami nowe.

Czynnikiem decydującym była sprzyjająca sytuacja międzynarodowa i wyjątkowa dojrzałość elit, które potrafiły skorzystać z szansy. Tym, do czego się odwoływały, była oczywiście tradycja dawnej Polski, ale przede wszystkim poczucie odrębności: etnicznej i językowej, a na terenie dawnego zaboru także religijnej. Istotne było również utrzymanie się – wśród ludności polskiej – poczucia wspólnoty, mimo kordonów zaborowych i mimo różnych doświadczeń historycznych. Był to fenomen.

Reklama

PAP: W jaki sposób doświadczenia walki o niepodległość przydały się Polakom podczas późniejszych zrywów wolnościowych do roku 1989?

Prof. Krzysztof Kawalec: Trudno to zważyć, ale skłonny jestem sądzić, że było to mniej istotne, niż nam się wydaje. W jakiejś mierze pamięć o powstaniach mogła pełnić rolę integrującego, ponadzaborowego mitu, chociaż były one przede wszystkim doświadczeniem zaboru rosyjskiego. Ale pamięć ta była równocześnie rozpamiętywaniem porażek, co mogło także zniechęcać. Biorąc pod uwagę sytuację międzynarodową, żadne z powstań nie miało szans. Bilans strat to zaś nie tylko straty ludzkie, lecz i kulturowe, cofnięcie się polskości w wyniku konfiskat i odwracania się od niej jej pobratymców na Wschodzie.

Mając w pamięci nasz cud niepodległości, nie możemy tracić z pola widzenia, że nowe państwa pojawiły się także na obszarach bez lokalnych tradycji insurekcyjnych (Finlandia, Łotwa, Czechosłowacja). Natomiast narody kaukaskie mimo bogatych tradycji powstańczych (bogatszych niż polskie) nie otrzymały od losu szansy.

PAP: Czy można mówić o tzw. cechach narodowych wyróżniających Polaków na tle europejskim – biorąc pod uwagę przede wszystkim stulecia XIX i XX?

Prof. Krzysztof Kawalec: Mówić można, ale też mając na uwadze zmienność mentalności, różnice regionalne, ryzyko zbyt łatwych uogólnień. Pytanie także, co znaczy „tło europejskie”, czy chodzi o różnice zaznaczające się w skali regionalnej, czy szersze, uwzględniając także Zachód Europy. W skali lokalnej czynnikiem wyróżniającym było przywiązanie do tradycji wolnościowej: nie tylko irredentystycznej XIX wieku, lecz i wcześniejszej, będącej spuścizną I Rzeczypospolitej. Ale na tle Zachodu nie byłyby one czymś niezwykłym. Tym, co Polskę różniło od Zachodu, był poziom zamożności – co z kolei odpowiadało standardom Europy Środkowo-Wschodniej (z wyłączeniem enklawy czeskiej). Ubóstwo ma swoje konsekwencje w dziedzinie obyczaju, poziomu napięć społecznych oraz politycznych. W oczach Zachodu byliśmy zatem krajem położonym na Wschodzie, w opinii naszych wschodnich sąsiadów, a także własnej – częścią Zachodu. Czy zatem byliśmy rodzajem pogranicza?

Jeśli chodzi o tendencje zaznaczające się w życiu umysłowym, a także politycznym, to stosunki w Polsce odpowiadały szerszym tendencjom, z poprawką na słabsze niż na Zachodzie zaznaczanie się tendencji liberalnych. Był to skutek zapóźnienia gospodarczego oraz silnego zaznaczania się napięć na tle narodowym. Poza tym wykształcił się podobny jak we Francji czy w Niemczech wachlarz nurtów politycznych, od konserwatywnej prawicy po kilka nurtów marksistowskich na lewicy. Partii było mnóstwo, skłóconych z sobą – czy wszakże poziom wzajemnej wewnętrznej agresji przekraczał normy wyznaczane przez praktykę w krajach przodujących, można powątpiewać.