W tym krótkim czasie kino przeszło niewyobrażalną zmianę. Filmy Andrzeja Wajdy, Tadeusza Konwickiego, Kazimierza Kutza, Stanisława Różewicza i Wojciecha Jerzego Hasa szły wbrew popularnym nurtom i oczekiwaniom publiczności, były również doceniane na międzynarodowych festiwalach (Srebrna Palma dla „Kanału” Wajdy na festiwalu w Cannes, ex aequo z „Siódmą pieczęcią” Ingmara Bergmana!). Po październikowej odwilży młode pokolenie filmowców mogło wreszcie zrzucić socrealistyczne jarzmo i zmierzyć się z tematami, które w polskim kinie wcześniej nie miały racji bytu. Nagle okazało się, że na ekranie jest miejsce zarówno dla bohaterów, jak i dla tchórzy. Że odreagowując wojenne traumy, można jednocześnie kwestionować polskie mity (i przy okazji tworzyć nowe, czego najlepszym przykładem jest „Lotna” Wajdy i scena szarży ułanów na niemieckie czołgi). Że kino nie musi schlebiać masowym gustom, ale może uczyć myślenia, podważać autorytety, kwestionować reguły, wręcz budzić dyskomfort. Dzieła, które powstały pod szyldem Polskiej Szkoły Filmowej wywoływały protesty komunistycznych władz, lecz także Kościoła, a bardzo często i widzów, przyzwyczajonych do jasno rozpisanych ról i czarno-białego widzenia świata.

Ludzie Niepodległości

Ludzie Niepodległości

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

A przecież Polska Szkoła Filmowa to nie tylko wielcy reżyserzy. To także scenariusze Jerzego Stefana Stawińskiego, wybitne kreacje Bogusława Kobieli, Zbigniewa Cybulskiego, Tadeusza Janczara, działalność Zespołu Filmowego „Kadr”. Fantastyczny, jeden z najpiękniejszych okresów historii polskiego kina.

Zobacz, kto jeszcze znalazł się na naszej liście: