statystyki

Menu pod specjalnym nadzorem: Inspektorzy kulinarni ruszają w podróż po Polsce

autor: Marta Kawczyńska07.07.2018, 20:00; Aktualizacja: 07.07.2018, 20:08
restauracja

Inspektorzy poddawani są blind testom: Próbowaliśmy jedzenie z zasłoniętymi oczami i musieliśmy zgadywać, co podano nam na talerzuźródło: ShutterStock

Od pięciu lat jeżdżą po Polsce i sprawdzają, czym karmią nas restauratorzy. Okazuje się, że polska gastronomia nie musi się już prawie niczego wstydzić. Mamy szefów kuchni na światowym poziomie. Jedyne, co wciąż kuleje, to obsługa

K iedyś znajomy powiedział mi, że jeśli chcę się dowiedzieć, jakie jest moje hobby, to powinnam zwrócić uwagę, na co wydaję najwięcej pieniędzy. To było jedzenie. Byłam i wciąż jestem w stanie wyjechać na drugi koniec świata, żeby spróbować nowego dania albo zobaczyć, jak wygląda restauracja, o której wszyscy mówią – mówi Anna.

Anna to imię wymyślone na potrzeby tego tekstu. Nie poznam jej prawdziwych danych, nie dowiem się, czym zajmuje się na co dzień. Wiem tylko, że wykonuje wolny zawód. Na spotkanie rzecz jasna również nie mam co liczyć. Rozmawiamy przez telefon i to ona zadzwoniła do mnie z zastrzeżonego numeru.

Wyższa półka i lokalne bistro

Anna jest jednym z tajnych inspektorów przewodnika kulinarnego Gault&Millau. Żółta książeczka od 50 lat wyznacza trendy na francuskim rynku kulinarnym i podobnie jak przewodnik Michelina jest jedną z najbardziej renomowanych i wpływowych publikacji tego typu na świecie. Powstała w 1962 r. we Francji z inicjatywy dwóch uznanych krytyków kulinarnych – Henriego Gaulta i Christiana Millau. Do 2015 r. „Żółty przewodnik” oceniał restauracje m.in. we Francji, Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Holandii, na Węgrzech oraz w Australii. Polska jest dziesiątym krajem na świecie, w którym jest wydawany. System oceniania opiera się na punktach i symbolach czap kucharskich. Pod uwagę brane są różne aspekty – smak, wygląd dań, wystrój lokalu, a także obsługa kelnerska. Inspektorzy przyznają od 1 do 20 pkt. Miejsca, które uzyskały co najmniej 10 pkt, są opisywane w przewodniku. Najlepszym na podstawie punktacji przyznawane są czapki kucharskie (od jednej do pięciu) – 11–12 pkt – 1 czapka, 13–14 pkt – 2 czapki, 15–16 pkt – 3 czapki, 17–18 pkt – 4 czapki, 19–20 pkt – 5 czapek.

Dwudziestu polskich inspektorów przemierza kraj wzdłuż i wszerz. Każdy z nich w sezonie, czyli od wiosny do jesieni, musi odwiedzić i spróbować dań w ponad 50 restauracjach. Sprawdzają nie tylko lokale z wyższej półki, lecz także lokalne bistra, karczmy, a nawet gospodarstwa agroturystyczne. Zanim jednak trafią do tego elitarnego grona, muszą przejść ostrą i dosyć nietypową selekcję.

– Wychowywałam się w domu, w którym nawet w ciężkich czasach PRL-u pojawiały się frykasy z różnych stron świata. Nie wiem, jakim cudem mama je zdobywała. Mogłam więc jako dziecko spróbować dań kuchni francuskiej, azjatyckiej czy włoskiej. Gdy dorosłam, obracałam się w kręgu ludzi, którzy lubili dobrze zjeść, porozmawiać o jedzeniu i chętnie podróżowali. Mimo to nie znałam wielu smaków i potraw, dopóki nie zaczęłam jeździć po świecie – mówi Anna.

Rozmowa kwalifikacyjna przy kolacji

Anna do dziś pamięta swoją wpadkę na rozmowie kwalifikacyjnej, która wyglądała jak towarzyskie spotkanie przy dobrej kolacji, ale była sprawdzianem jej kulinarnej wiedzy. – Podano mi pięć różnego kształtu kieliszków z winem. O trunku w każdym z nich miałam coś powiedzieć. Długo rozwodziłam się o smaku i zapachu. Potem okazało się, że w każdym kieliszku było to samo wino. Na szczęście wszystkie inne testy przeszłam pozytywnie, a ta wpadka nie zaważyła jak widać na ostatecznej decyzji, bo inspektorem jestem już czwarty rok – śmieje się. Dodaje, że wszyscy poddawani są blind testom. – Próbowaliśmy jedzenie z zasłoniętymi oczami i musieliśmy zgadywać, co podano nam na talerzu – wyjaśnia.

Inspektorzy co roku przechodzą także szkolenia m.in. z wiedzy na temat jakości produktów. – Chodzi o to, żebyśmy potrafili rozpoznać, czy dany produkt jest świeży czy mrożony; czy mięso lub ryba nie były zbyt długo smażone. Uczymy się, jak rozbiera się półtuszę wieprzową lub wołową – wyjaśnia.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie