statystyki

Putin w centrum telewizyjnego show, czyli jak się projektuje rosyjskiego polityka

autor: Piotr Kofta04.05.2018, 07:07; Aktualizacja: 04.05.2018, 08:31
Uwłaszczeni oligarchowie zaczęli rozglądać się za silnym człowiekiem, który obroni Rosję. I znaleźli go – pisze Arkadij Ostrowski

Uwłaszczeni oligarchowie zaczęli rozglądać się za silnym człowiekiem, który obroni Rosję. I znaleźli go – pisze Arkadij Ostrowskiźródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: ALEXEI NIKOLSKY SPUTNIK KREMLIN POOL

Dla Rosjan Putin okazał się narodowym klejem doskonałym, bo niweluje sprzeczności, odwołując się do lęku, nostalgii i manii wielkości

Jak się projektuje rosyjskiego polityka? W 1999 r. w powieści „Generation »P«” (wyd. pol. W.A.B. 2002, przeł. Ewa Rojewska-Olejarczuk) Wiktor Pielewin włożył w usta jednego z bohaterów, pracownika agencji reklamowej, następującą kwestię: „Każdy polityk ze swej natury jest po prostu przekazem telewizyjnym. Ale powiedzmy, że posadzimy przed kamerą żywego człowieka. To i tak przemówienia będzie mu pisać ekipa speachwriterów, marynarki dobierać – grupa stylistów, a podejmować decyzje – Komitet Międzybankowy. A jak nagle szlag go trafi i kopnie w kalendarz – to co, cały ten pic zaczynać od nowa?”.

Właściwą reakcją na te wątpliwości jest stworzenie polityka wirtualnego. „Najpierw potrzebny jest model wyjściowy. Figura woskowa albo człowiek. Zdejmuje się z niego ciało obłoczne. Wiesz, co to jest ciało obłoczne? – Coś w stylu ciała astralnego? – Nie. Jakieś palanty namąciły ci w głowie. Ciało obłoczne to hologram. Po prostu obłok punktów. Zdejmuje się je albo sondą, albo laserowym skanerem. Potem te punkty się łączy, nakładając na nie cyfrową siatkę, i łata się szczeliny. Stosuje się kilka zabiegów naraz – stitching, clean-up i tak dalej”.

„Generation »P«” (owo skrótowe „P” rozwijano przeważnie jako „Pepsi”, ale zdaje się, że autorowi chodziło raczej o „Pizdiec”) jest historią o Rosji jako postmodernistycznej fantazji powstającej w telewizyjnych studiach za pieniądze oligarchów. Kto tę Rosję produkuje? To rzeczywiście sprawa pokoleniowa. Producentami nowej Rosji była generacja, która wchodziła w dorosłość, gdy ZSRR, ścisnąwszy się w małą kulkę, wtoczył się pod szafę i znikł. „Związek Radziecki, który zaczęto modernizować i ulepszać mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Tatarski [główny bohater powieści – red.] postanowił zmienić zawód, ulepszył się do tego stopnia, że przestał istnieć (jeśli państwo jest w stanie popaść w nirwanę, był to akurat taki przypadek)” – czytamy u Pielewina. To doświadczenie trudno z czymkolwiek porównać, bo imperia zwykle upadają z hukiem, ale jego dalekosiężnym skutkiem jest, by tak rzec, ogólne poczucie słabego oparcia w rzeczywistości.

Przenosimy się o ponad dekadę w przód: w Rosji Putina oligarchowie nie są już właścicielami państwa, to państwo jest właścicielem oligarchów. Ma też w zasadzie wszystkie istotne media. I zarządza nimi w nowatorski sposób. „W kraju obejmującym dziewięć stref czasowych, (...) w którym można znaleźć i niemal średniowieczne wioski, gdzie mieszkańcy własnymi rękoma czerpią wodę z drewnianych studni, i skupione wokół jednej fabryki miasteczka, i mieniące się błękitnym szkłem i stalą wieżowce nowej Moskwy – w takim kraju telewizja jest jedyną siłą, która jest w stanie połączyć wszystko w całość i nad tym zapanować. To telewizja odgrywa rolę najważniejszego mechanizmu w machinie nowego typu autorytaryzmu – dużo subtelniejszego niż jego odmiany dwudziestowieczne” – pisze Peter Pomerantsev w „Jądrze dziwności” (2014, wyd. pol. Czarne 2015, przeł. Iga Noszczyk), eseju o współczesnej Rosji widzianej oczyma producenta telewizyjnego, Rosjanina wychowanego na Zachodzie. „Pierwszą rzeczą, jaką zrobił prezydent, gdy w 2000 r. doszedł do władzy, było przejęcie kontroli nad telewizją. To poprzez telewizję Kreml decydował, którym politykom »pozwoli się« grać rolę marionetkowej opozycji, jak powinna wyglądać historia kraju, czego ten kraj powinien się bać i czego być świadomy. Nowy Kreml nie chciał powtórzyć błędu, który popełnił dawny Związek Radziecki: nie mógł pozwolić, by telewizja była nudna. (...) W centrum tego show znajduje się sam prezydent – postać stworzona z niczego, szara glina uformowana przez siłę telewizji; postać, która przekształca się i zmienia szybko jak artysta performer i raz gra rolę żołnierza, innym razem kochanka lub myśliwego z gołą klatą, albo biznesmena, szpiega, cara czy supermana. – Wiadomości to kadzidło, którym błogosławimy działania Putina. To ono czyni go prezydentem – lubią mawiać producenci telewizyjni i spece od polityki”.


Pozostało jeszcze 59% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • StAAbrA(2018-05-05 13:00) Zgłoś naruszenie 10

    Ciekawe , czy oni w swoim FSB i innych GRU wykonali operację typu "marzec 68" ? - bo raczej obawiam się , że przypuszczam , iż powątpiewam ... A w takim razie , autentycznie , szkoda mi jest pana Putina ... Oczywiście pod warunkiem , że jest Rosjaninem ...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie