Kawa na ławę. To jest naprawdę świetna i warta przeczytania książka. Godna lektury przynajmniej pod dwoma względami.
Po pierwsze, dlatego że świetnie się ją czyta, a autor – filozof i publicysta Dariusz Karłowicz – stylistą jest znakomitym. Czytanie go jest trochę jak wizyta w prawdziwym barokowym kościele. Nie tam żadnym wiejsko-polskim bieda baroku. Tylko tym baroku, co ma wiernego (i niewiernego też) od razu rzucić na kolana. Jak nie z szacunku wobec Pana Boga, to z onieśmielenia ilością zdobień i przepychem. Fraza Karłowicza jest bowiem przebogata, a słownik, z którego korzysta, o dobre trzy czwarte grubszy od tego, którym się posługują zwykli śmiertelnicy.
Ale jeszcze ważniejszy jest punkt drugi, dla którego Karłowicza czytać warto. „Polska jako Jason Bourne” to nie tylko zbiór felietonów publikowanych przez autora w latach 2015 – 2017 (głównie na łamach tygodnika „Sieci”). To przede wszystkim nie tak znowu częsta okazja do zapoznania się ze stanem ducha i wizją świata intelektualisty sympatyzującego z PiS-owską „dobrą zmianą”. Mam wrażenie, że autorowi chyba udało się tu ubrać w słowa i wyrazić szerszy trend. Krótko mówiąc: jeśli chcecie zrozumieć polską prawicę dwa lata po jej podwójnym historycznym zwycięstwie, to czytajcie Karłowicza.