Chłopiec trafił najpierw do mieszkających w Leningradzie polskich krewnych, potem do domu dziecka przy NKWD, gdzie przechowywano potomstwo uwięzionych wrogów ludu. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej nieznający języka rosyjskiego czterolatek został wraz z innymi dziećmi ewakuowany za Ural, pod Omsk, do kolejnej „placówki opiekuńczej” prowadzonej przez bezpiekę. W roku 1945, gdy Wielka Wojna Ojczyźniana dobiegła końca, Eduard postanowił uciec z zakładu i wrócić do domu. Wędrówka przez Rosję zajęła mu następne sześć lat. Pamiętnik tej tułaczki Koczergin, później uznany scenograf, spisał dopiero po siedemdziesiątce.
„Ochrzczeni krzyżami (krieszczionnyje kriestami) – dawne określenie więźniów z rosyjskich zakładów karnych (tradycyjnie budowanych na planie krzyża), będące też atrybutem tak zwanych autorytetów kryminalnych, do których w czasach stalinowskich dokooptowywano więźniów politycznych. Pojęcie szerokie, niejednoznaczne...” – tłumaczy w krótkim wstępie autor. Oczywiście stwierdzenie, że Rosja epoki Stalina była jednym wielkim więzieniem, jest dość banalne – nie oddaje też głębi całej sprawy. Tytuł, jaki Koczergin nadał swoim wspomnieniom, wskazuje na coś więcej – na to mianowicie, że system totalitarnej kontroli, odziedziczony jeszcze, gwoli precyzji, po czasach caratu, a przez bolszewików sumiennie udoskonalany, miał swoją drugą, nieoficjalną twarz: niewolniczą, więzienną, łagrową kulturę z jej osobliwym podejściem do miłosierdzia, honoru i wartości ludzkiego życia. To dzięki istnieniu tego podziemnego świata, w którym wprawdzie gloryfikowano okrutną przemoc, nieuczciwość i przestępczy arystokratyzm, ale z drugiej strony uważano za normalne pewne sprawy, które powszechnie uważa się za nienormalne – jak to choćby, że mali chłopcy włóczą się samopas po dzikim, spustoszonym świecie – a zatem to dzięki temu podziemiu mały Eduard mógł przejść przez sowieckie ucho igielne: odnaleźć matkę po wielu latach.