statystyki

Krok u Mazurka: Z czego utrzymuje się artysta? Ten mieszka z mamą, ta obsługuje śluby [WYWIAD]

autor: Mazurek Robert02.06.2017, 07:07; Aktualizacja: 02.06.2017, 07:34
Sebastian Krok - studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, zdobył Grand Prix na Pierwszym Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Pięknych i Designu FIS AD 2015 w Turynie. Fot. Dariusz Golik

Sebastian Krok - studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, zdobył Grand Prix na Pierwszym Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Pięknych i Designu FIS AD 2015 w Turynie. Fot. Dariusz Golikźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Darek Golik

Chciałbym zobaczyć tych, którzy dorobili się u nas na inwestowaniu w sztukę. A te wielkie kariery polskich artystów... Są uznawani na świecie, lecz to się nie przekłada na wielkie pieniądze, wystarczy spojrzeć na ceny aukcyjne - mówi w wywiadzie dla DGP Sebastian Krok.

Z czego żyją malarze?

Z pracy, czasem fizycznej. Jeden mój kolega, zanim zaczął sprzedawać swoje prace, to przez siedem lat pracował w markecie budowlanym.

A inni?

Z mojego roku na ASP to z uprawiania sztuki, oprócz mnie, próbuje utrzymać się jeszcze jedna dziewczyna. Najwięcej osób żyje z prac studenckich.

Studenckich?

Są barmanami, pracują w kawiarniach. Niektórzy je zakładają, ale większość po prostu w nich obsługuje.

Rok czy dwa można jeszcze po skończeniu nauki pożyć jak studenci, tak za pieniądze rodziców, ale potem to nie jest zabawne.

I gwarantuję panu, że nikomu nie jest do śmiechu.

Jesteście młodzi, pan kończył akademię trzy lata temu.

Starsi nie mają lepiej, oczywiście jakoś ratują się ci, którzy uczą na akademiach sztuk pięknych. Reszta szuka etatów, każdej pracy, agencje reklamowe, jakieś grafiki, produkcja filmów – ci, którzy się tam załapią, przynajmniej daleko nie odchodzą od sztuki. Inni szukają zajęcia w domach kultury, szkołach, instytucjach. To bardzo drażliwy i dla wielu naprawdę wstydliwy temat.

Wstydliwy? Dlaczego, uczciwa praca...

Tak, ale każdy chciałby żyć ze sztuki, przecież po to studiowaliśmy.

Ludzi nie można zmusić do tego, by kupowali obrazy.

Mogę powtarzać banały, że rynek sztuki jest u nas bardzo płytki, bo polska klasa średnia sztukę kupuje w Ikei, a swoje potrzeby kulturalne spełnia podczas Nocy Muzeów i w czasie Warsaw Gallery Weekend. To im wystarcza. I mówię to bez kpiny i bez pretensji do nikogo.

Znam paru artystów, którzy coś sprzedają.

W Polsce obrazy sprzedają się głównie w Warszawie oraz trochę w Krakowie – i to niemal wszystko. A dodam jeszcze, że w Warszawie jest niespełna 30 galerii, a w takim Berlinie trzysta. I ceny są nieporównywalne.

Jak pan daje sobie radę?

Coś sprzedaję, mam kolejne wystawy, teraz w Warszawie w galerii m2. Poza tym zostałem na ASP, jestem asystentem prof. Leona Tarasewicza. Zaczynałem od jednej czwartej etatu, teraz mam pół, a jak zrobię doktorat...

A propos, jak się robi doktorat z malarstwa? „Ja mam doktorat z malarstwa”, „A ja habilitację z rzeźby” – przecież to Monty Python.

(śmiech) System tego wymaga, choćby wszyscy mówili, że to absurdalne. Trzeba napisać pracę – przedstawienie problemu, uzasadnienie teoretyczne swoich prac – i pokazać wystawę. Mam nadzieję, że w moim wypadku będzie to kwestia roku, dwóch lat. Wtedy może dostanę cały etat.


Pozostało jeszcze 84% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie