Jak informuje wydawca na czwartej stronie okładki, dzieło McClouda jest punktem referencyjnym dla badaczy i miłośników komiksu. Może zatem pojawić się obawa, czy jest to pozycja przystępna dla, bez urazy, niedzielnego czytelnika. Jak najbardziej. Prościej – i ciekawiej! – o komiksach opowiadać chyba się nie da.

McCloud, prezentując teoretyczny fundament, na którym stoi dzisiejsza kultura komiksowa, podejmuje brawurową próbę opisania tego, co nie zostało dostatecznie opisane. Brawurową, bowiem zamiast klecić kolejny akademicki esej, wybiera formę najodpowiedniejszą: o komiksie opowiada przy pomocy komiksu. Rysunek staje się tym samym nie tyleż środkiem służącym egzemplifikacji, ile integralnym elementem dzieła pozwalającym na dynamiczną analizę medium. Gawędziarski styl McClouda sprzyja przy tym niezobowiązującej lekturze, a narracyjnej lekkości towarzyszy błyskotliwość autora, który upycha na dwustu paru stronach maksimum treści. „Zrozumieć komiks” jest bowiem nie tyle próbą sformalizowania pewnego zasobu pojęć, jakimi powinno się posługiwać przy fachowej rozmowie o medium, ale subiektywnym – a co za tym idzie oryginalnym – na nie spojrzeniem.

McCloud już na samym początku podkreśla, że komiks został dawno obudowany zestawem stereotypowych pojęć, które nie pozwalały na zaakceptowanie go jako dziedziny godnej uwagi akademika. Przymiotnik „komiksowy” odbiera się zazwyczaj pejoratywnie – z reguły służy on określeniu rzeczy nadmiernie uproszczonych i schematycznych. Laik faktycznie może spojrzeć na medium przez pryzmat popularnych amerykańskich serii o superbohaterach (które przeważnie i tak zna jedynie ze słyszenia bądź z filmowych adaptacji). McCloud udowadnia za to, że nawet rzemieślnicze opowieści są starannie opracowanymi dziełami sztuki narracyjnej. Bo choć komiks wydaje się medium szalonym – i jest nim w istocie – to również podporządkowuje się pewnym konwencjom, zostawiając jednocześnie wiele miejsca na autorską inwencję. McCloud stroni zazwyczaj od budowania analogii pomiędzy komiksem a innymi mediami (chyba że jest to absolutnie koniecznie dla zobrazowania jakiejś myśli) i choć kuszące byłoby objaśnienie na przykład niezwykle trafnego terminu „dookreślenia” – który, w dużym skrócie, opisuje sposób operowania interwałem pomiędzy kadrami – na zasadzie porównania do cięcia montażowego, autor stara się posługiwać osobną terminologią.

McCloud pisze intuicyjnie, jakby zastanawiał się na głos nad tym, co chodzi mu po głowie. Przy tym przez cały czas ma baczenie na odbiorcę, dlatego stara się nawet najprostsze, oczywiste rzeczy podeprzeć przykładem. Innymi słowy, nie pozwala sobie na skrót myślowy i niedopowiedzenie, dzięki czemu „Zrozumieć komiks” jest dziełem konkretnym, uporządkowanym i przemyślanym, dalekim od luźnych rozmyślań. McCloud podzielił książkę na klarowne rozdziały podporządkowane teoretycznym zagadnieniu – choćby użyciu koloru czy określeniu ram czasowych wydarzeń ujętych kadrem – a każdy kolejny zdaje się naturalnym rozwinięciem poprzedniego, aż do pojawiających się na końcowych stronach kwestii ogólnych objaśniających funkcjonowanie samego medium. „Zrozumieć komiks”, choć jest pozycją zdecydowanie ambitną, nie wyczerpuje tematu, z czego zresztą McCloud, szczególnie zważywszy na jego niewyczerpany zapał fascynata, zdawał sobie sprawę. Dlatego tytuł ten doczekał się siedem lat później, w znaczącym roku 2000, kontynuacji zatytułowanej „Reinventing Comics”, w której autor rozprawiał o przyszłości medium, oraz wydane już przed niemal dekadą „Making Comics”. Oby i te pozycje do nas zawitały.