Zmierzch bogów gitary. Czy czeka nas śmierć rocka?

autor: Mariusz Janik10.06.2018, 13:30; Aktualizacja: 10.06.2018, 14:54
Gibson był przeceniony, ale nie wyciągajmy z tego błędnych wniosków. Nie wnioskujmy, że gitara umiera. Gitary są obecne w historii od czasów starożytnej Mezopotamii.

Gibson był przeceniony, ale nie wyciągajmy z tego błędnych wniosków. Nie wnioskujmy, że gitara umiera. Gitary są obecne w historii od czasów starożytnej Mezopotamii.źródło: ShutterStock

Rock jeszcze nie umarł, ale nie czuje się najlepiej. Żeby to zrozumieć, wystarczy przyjrzeć się problemom, z jakimi zmagają się producenci gitar elektrycznych.

G d y kilka tygodni temu rozeszła się wieść o bankructwie producenta słynnych gitar, firmy Gibson Brands, zabrzmiała ona jak epitafium dla rockowego światka. „To już koniec rock , , rolla” – łkają media. Prawda może być nieco mniej pesymistyczna: to upada przemysł muzyczny w postaci, jaką znaliśmy dotychczas.

„To nie jest doskonała gitara. Ale ewoluowała w coś, co zmieniło muzykę” – tak znany gitarzysta blues-rockowy Joe Bonamassa opisuje jeden z instrumentów ze swojej potężnej kolekcji gitar, model Gibson Les Paul Custom z pierwszego rocznika, w którym zaczęto produkować tę wersję, czyli z 1953 r.

Cóż, rzeczywiście – może blues, rock i metal poradziłyby sobie bez gitar Gibsona, tak jak motocykliści jeździliby na innych jednośladach, gdyby nie było Harleya-Davidsona. Ale akurat te gitary stały się prawdziwym fetyszem muzyków na całym świecie. Począwszy od Chucka Berry’ego, który był jednym z pierwszych wiernych fanów marki; przez akompaniującego sobie na akustycznym jumbo J-200 Elvisa Presleya; model Lucille, który stał się wizytówką B.B. Kinga; wspomniane Gibsony Les Paule, z którymi do historii rocka przeszedł Jimmy Page z Led Zeppelin oraz Slash; aż po modele SG, którym wierni są Angus Young z AC/DC i Tony Iommi z Black Sabbath. Gibson to historia rocka.

Jak wygrać z konkurencją

Na początku maja Gibson ogłosił bankructwo. Co prawda nie pierwsze i w związku z tym być może nie ostatnie. A jednak dla firmy produkującej gitary od 1894 r. ta wpadka jest bolesną nauczką, że czasy, kiedy dzieci kwiaty chwytały za gitary, definitywnie dobiegły końca. Najlepsze lata przedsiębiorstwo przeżyło na przełomie lat 60. i 70. Gibson robił instrumenty proste jak konstrukcja cepa, legendarnie ciężkie i o grubych gryfach – do tego stopnia, że niektórzy porównywali je do kijów baseballowych. Przekrzywiona główka do dziś jest uważana za fatalne rozwiązanie: przypadkowy upadek instrumentu może się łatwo skończyć jej odłamaniem (ale kiedy firma chciała zmienić ten element, fani marki wszczęli taki raban, że plany zarzucono). Jedyną ekstrawagancją było użycie egzotycznego drewna – mahoniu – dla dociążenia korpusu, hebanu czy palisandru w podstrunnicach. Tej masie i surowcom, jak niezmiennie utrzymują wielbiciele marki, Gibson zawdzięczał naturalne, potężne brzmienie, co najlepiej słychać, gdy dźwięk jest przesterowany.


Pozostało jeszcze 86% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie