Polska Opera Królewska nie wraca do źródeł, ale do nich nawiązuje i z nich czerpie. Te źródła to są podstawy, triada wartości kultury europejskiej. Prawda, dobro i piękno - powiedział PAP dyrektor Polskiej Opery Królewskiej Ryszard Peryt. Przypominamy fragmenty wywiadu z artystą, który opublikowaliśmy w sierpniu 2018 r. Ryszard Peryt zmarł we wtorek. Miał 71 lat.

PAP: Polska Opera Królewska powstała, aby pomóc muzykom zwolnionym z Warszawskiej Opery Kameralnej w 2017 r. Można ją uznać za kontynuację dzieła założyciela WOK Stefana Sutkowskiego?

Ryszard Peryt: Polska Opera Królewska powstała jako łódź ratunkowa dla osób wyrzuconych z Warszawskiej Opery Kameralnej, to był warunek podjęcia się przeze mnie na rok funkcji dyrektora. Premier Piotr Gliński zapytał, czy mam pomysł na to, co zrobić z tymi ludźmi. Zaproponowałem, żeby stworzyć nową instytucję. Pomysł ten zrodził się bardzo dawno - w 1977 r., podczas inauguracji teatru muzycznego w Słupsku, gdzie debiutowaliśmy z Grzegorzem Nowakiem. On jako dyrygent, a ja jako reżyser. Po premierze powiedziałem: +Słuchajcie, Mozart, to jest chleb, który ja będę jadł przez całe życie. Zróbmy w Warszawie w Łazienkach Królewskich Polską Operę Królewską, będziemy zapraszać ludzi ze świata i zrobimy luksusowy festiwal+. Niespodziewanie u zmierzchu życia wróciła ta idea i możliwość spełnienia mojego marzenia. Jest to kontynuacja dzieła WOK, bo są w tym nowym miejscu ludzie tam się ukształtowani, również pod moim wpływem jako reżysera od 20 lat stale z nimi pracującego. (...) Natomiast patrząc pod kątem tradycji Polska Opera Królewska powstała w nawiązaniu do historycznych korzeni opery w Polsce. Władysław IV powołał pierwszą operę na świecie, która miała stały zespół, stały repertuar i stały budynek. Działała ona w Warszawie do jego śmierci. (...)

Reklama

PAP: W jaki sposób Polska Opera Królewska wpisuje się w misję powrotu do źródeł gatunku?

R.P.: To nie jest powrót do źródeł, tylko czerpanie ze źródeł. Mój nieżyjący przyjaciel Cyprian Kamil Norwid mawiał, że chcąc napić się wody z karafki, wystarczy ująć ją za szyjkę i do ust przyłożyć, ale żeby się napić ze źródła, trzeba uklęknąć. To genialna uwaga - obserwacja praktyczna i metafizyczna zarazem. Nie ma nic złego w geście klęknięcia, jest to oznaka szacunku. Woda butelkowana, którą kupujemy, pochodzi z oligoceńskich źródeł, tymczasem prawdziwe źródła leżą odłogiem. Przykładem Teatr Królewski w Łazienkach. Tylko sporadycznie odbywały się tu koncerty i przedstawienia.

Reklama

W Europie coraz częściej zamyka się kościoły. Robi się z nich dyskoteki i hotele, bo nie ma wiernych, usycha wiara. Pytanie, czy je zburzyć i wybudować na ich miejscu hotele, czy zapytać samych siebie: co ja robię i co jest mi potrzebne do życia? Przenosząc to pytanie na grunt opery: Mozart czy nowoczesna wersja Mozarta, która nie ma już z nim nic wspólnego? To jest pytanie zasadnicze. Powtórzę więc: Polska Opera Królewska nie wraca do źródeł, ale do nich nawiązuje i z nich czerpie. Te źródła to są podstawy, triada wartości kultury europejskiej. Prawda, dobro i piękno.

Ta triada określa, czy jesteśmy jeszcze u siebie w domu, czy już poza tym terytorium i to dotyczy również opery. Opera po łacinie znaczy dzieło, ale także służba. Ważne, czy i komu służę poprzez moje dzieło. Ku komu skierowana jest moja praca. Czy to jest świat pusty, a człowiek w nim wszystko umieszcza, czy świat napełniony rzeczywistością skierowaną ku swemu Stwórcy. Czy to jest świat jest bez Boga czy świat Nim naznaczony. Nie chodzi tu o konfesyjne, wyznaniowe porządkowanie rzeczywistości, ale właśnie o powrót do domu.

PAP: Opera jako forma medytacji?

R.P.: Opera jest teatrem medytacyjnym, ale medytacja to nie jest siedzenie w bezruchu i wpatrywanie się w jeden punkt, w coś co ładnie wygląda. Medytacja to zachwyt nad światem takim, jaki jest. Liście na drzewach są zielone, ale każdy jest inny. Jeden wschód słońca jest niepodobny do drugiego, a człowiek się uśmiecha, gdy go widzi, natomiast nie uśmiecha się, kiedy widzi katastrofę. Reaguje w sposób naturalny na to, co jest harmonią i prawdą, której nie da się wyrazić słowami. Przepełnia go poczucie, że tak w tym lubię trwać, a w innych sytuacjach jest mi niewygodnie. Podobnie jest z muzyką. Już starożytni pisali, że jest muzyka, która leczy i taka, która jest trucizną. Jest harmonia klasyczna i to, co nastąpiło po rozbiciu harmonii poprzez muzykę dodekafoniczną (technika kompozytorska zakładająca m.in. odrzucenie tonalności - PAP). Dla mnie to nie jest muzyką, ale są tacy, co to lubią. My jesteśmy po stronie prawdy, dobra i piękna.

Nie chodzi o to, żeby klękać, bić głową w podłogę albo klepać paciorki, ale żeby medytować tajemnicę piękna i dobra, które przez naszą nieuwagę, nieostrożność i gonitwę zaniedbujemy. Ono nie przestaje istnieć - co roku jest wiosna, lato, jesień, zima. To jest cud, życie jest cudem. Opera Królewska też jest cudem, za co dziękuję Opatrzności, moim przyjaciołom i współpracownikom.