Spotkanie prowadził prof. Ryszard Koziołek, który na wstępie zapytał autorkę, czy patrząc na licznie zgromadzonych w Hali Stulecia czytelników czuje się „dobrem narodowym”. „Jestem poruszona i myślę, że nigdy w życiu nie przeżyłam takiego spotkania autorskiego” – mówiła Tokarczuk i przyznała, że czuje się onieśmielona tak ogromną publicznością.

„Empuzjon” – jak zauważył prowadzący – to opowieść o świecie bez kobiet. Pisarka pytana, czy płeć jest pewnym brzemieniem podkreśliła, że płeć była i jest problemem. „Nie byłoby problemu z płcią, gdyby płcie funkcjonowały na równych zasadach, tymczasem żyjemy w świecie, w którym te symetrie nie funkcjonują” – stwierdziła.

Tokarczuk wspominała moment, gdy jako nastoletnia dziewczyna zaczynała swoją przygodę z literaturą. „Taka trzynastoletnia dziewczynka zaczyna bardzo szybko odczuwać, zapewne nieświadomie (…), że coś jest nie tak z tą literaturą, że w tej literaturze powielany jest obraz świata, w którym kobiety są milczącą połową, pewnymi imitatorkami, osobami, które mają przypisane role społeczne. Rzadko występują jako podmiot, a jeżeli już występują, to najczęściej zajęte są romansem z drugą osobą – mężczyzną. Taka dorastająca dziewczyna nie może potraktować literatury klasycznej jak lustra, które pozwoli jej budować swoją tożsamość” – mówiła wskazując, że tożsamość kobiet zawsze dzieje się gdzieś na boku, na peryferiach.

Reklama

Pisarka dodała, że odkryciem, jakie jej towarzyszyło, gdy myślała o koncepcji „Empuzjonu”, było uświadomienie sobie, jak bardzo teksty kultury przesiąknięte są mizoginią. „Ta książka została napisana w czasie pandemii. Gdy zostałam w domu sama, zaczęłam poprzez swoją bibliotekę, internet to zgłębiać i wyszła taka wizja kultury, która jest skażona trucizną, której kompletnie nie dostrzegamy i to jest właśnie mizoginia. Stwierdziłam, że coś z tym trzeba zrobić i dlaczego o tym nie napisać” – tłumaczyła.

Pytana o narratora w powieści, który - jak zauważył prowadzący spotkanie - jest w „Empuzjonie” przewrotnie skonstruowany Tokarczuk podkreśliła, że zawsze kiedy przystępuje do pisania i kiedy ma już ustaloną historię, bardzo długo czeka na głos, który ją upewni, z jakiego punktu widzenia będzie to opowieść. „Właściwie od +Domu dziennego, domu nocnego+ eksperymentuję z narratorem, próbuję znaleźć taki punkt widzenia, umieszczenia tego oka, który by w najdoskonalszy, najbardziej przenikliwy sposób opowiedział to uniwersum, które znajduje się w powieści” – wyjaśniła i dodała, że w „Empuzjonie” udało jej się znaleźć jeszcze jedno rozwiązanie, coś bardziej ekscentrycznego.

Reklama

Tokarczuk zwróciła przy tym uwagę, że dzisiaj żyjemy w szczególnych czasach panoptykonu. „Chyba nigdy w historii ludzkości nie było takiego momentu, że czujemy się obserwowani przez nas samych, ale też przez innych nieustannie. (…) W jakimś sensie +Empuzjon+ jest współczesną odpowiedzią na ten nieustanny lęk przed brakiem intymności, przed tym, że będąc obserwowani tracimy jakąś ogromną część swojej psychiki, która kiedyś nam się przynależała, a dzisiaj jest oddana innym” – stwierdziła pisarka.

Prowadzący dopytywał także o bohatera powieści, który znajdując się w środowisku agresywnych, wpływowych dyskutantów posiada niezwykłą zdolność, która sprawia, że nie daje im się uwieść. Według pisarki to, co daje Wojniczowi siłę to rodzaj nieodkrytej jeszcze własnej tożsamości. „Im szybciej zdecydujemy się na przyjęcie jakiejś tożsamości, tym bardziej będzie ona powierzchowna. Uwielbiam starszych ludzi, którzy jeszcze nie wiedzą kim są. To jest taki jakiś długi rodzaj dojrzewania, który pokazuje nam, że dojrzeć, określić się i zdobyć jakąś tożsamość jest niezwykle niebezpieczne, jest to petryfikacja, która buduje potem maski różnego rodzaju, które nie pozwalają nam się uwolnić ku czemuś nowemu. Jest więc być może gdzieś w tej książce wołanie o zachowanie pewnego rodzaju niedojrzałości” – mówiła noblistka.

Wskazała, że żyjemy w kulturze, która domaga się od nas tego, abyśmy się szybko określili. „Tymczasem, wydaje mi się, że jesteśmy takimi bytami płynnym (…) domaganie określenia się jest zawsze jakąś przemocą, przemocą, która potrzebuje, żeby nas ustawić w jakiejś roli społecznej, w klasie społecznej, w jakiejś sytuacji, w której bardzo łatwo będzie nami zarządzać i manipulować, wiec powiedziałabym - może dosyć ryzykownie - że dopóty pozostajemy zdrowi psychicznie i gotowi na rozwój, dopóty się nie określamy do końca” – powiedziała Tokarczuk, na co widownia zareagowała oklaskami.

W kontekście bieżącej sytuacji w Ukrainie pisarka mówiła także o różnicy między literaturą, a sferą, której zawsze była wroga, czyli propagandą. Jak oceniła, propaganda proponuje nam świat absolutnie biało-czarny. „Propaganda, daje nam gotowca, gotowca dla uśpionego umysłu, który nie jest wstanie się obronić przed taką prostą wizją świata. W jakimś sensie literatura robi dokładnie coś odwrotnego. Dobra literatura nie daje żadnych odpowiedzi, literatura stawia pytania i traktuje odbiorcę jako człowieka otwartego, który myśli i który podejmuje decyzje. Literatura otwiera drzwi a propaganda te drzwi zamyka” – zauważyła.

Pisarka przyznała też, że od kiedy wybuchła wojna, toczy wielkie boje o kulturę, która poniekąd jest w nią zaangażowana. „We mnie obarczanie literatury winą budzi ogromny bunt, dlatego, że znam dobrze literaturę rosyjską i wydaje mi się, że każdy uważny, czuły czytelnik Czechowa nigdy nie da się złapać na propagandę rosyjską. Czechowa uważam za jednego z najbardziej czułych narratorów, nikt z taką czułością nie opisał marności, skomplikowania, tragizmu ludzkiego życia, bólu, który jest przyrodzony ludzkiej egzystencji i jako pisarka byłabym bardzo daleka od tego, żeby obwiniać literaturę, oczywiście o ile nie jest to literatura propagandowa” – podkreślała.

„Po miesiącu tej wojny musimy - wydaje mi się - robić to, co robiliśmy do tej pory, czyli musimy rozmontowywać ten sposób myślenia, który do wojen prowadzi” – mówiła Tokarczuk i dodała, że „jej pisanie też jest na wojnie”. „Jeżeli się przeczyta +Empuzjon+ z szczególnego wojennego punktu widzenia to jest to książka, która pokazuje skąd się biorą wojny, jak one powstają, co trzeba zrobić żeby te wojny zmienić” – mówiła.

Wskazała też, że w jakimś sensie twórcy, artyści, zwykli ludzie - wszyscy jesteśmy na wojnie. „I to jak zabieramy głos, jak mówimy, co mówimy jest też jakimś rodzajem broni przeciwko oszalałemu autorytarnemu patriarchatowi, który postanowił zdobyć jakąś część świata, ponieważ uważa, że mu się to należy” – dodała.

Na zakończenie spotkania Tokarczuk pytana była, czy z wiedzą, jaką ma o świecie jest w stanie wyobrazić sobie lepszą przyszłość. „Powiem paradoksalnie, że ta lepsza przyszłość może się właśnie wykuć z tego zamieszania, zamętu, chaosu i tragedii, którą teraz przeżywamy. (…) Może doprowadzamy się do takich skrajnych sytuacji jaką jest wojna i trzeba przeżyć pandemię i zagrożenie bezpośrednie życia, żeby zdać sobie sprawę z tego, że bez zmiany dotychczasowego porządku ten świat po prostu zginie” - zastanawiała się noblistka.

„Może, choć to brzmi okrutnie, powinniśmy traktować to, czego doświadczamy teraz jako właśnie dzwony, które nam biją i które nawołują do tego, żeby się obudzić i zmienić tę najbliższą i tę dalszą przyszłość, która nadchodzi. Jeszcze nie wiem jak, ale wyjdziemy z tej wojny zupełnie inni i uświadomimy sobie tak naprawdę, co nam zagraża wszystkim jako gatunkowi” – podsumowała. (PAP)

Autorka: Agata Tomczyńska

ato/ jm/