W „Tatrzańskiej Atlantydzie” nie znajdziemy pocztówkowego szału, który ogarnia co sezon zakopiańskie Krupówki.

W ostatnich latach Podhale skrupulatnie pracuje na miano polskiego zaścianka, miejsca, w którym – pomimo szeroko rozwiniętej turystyki – króluje kseno- i wszelkie innego rodzaju fobie. Borykający się z problemem komunikacji region coraz częściej odpycha niż przyciąga. Na ratunek owijającemu się złą sławą miejscu wyrusza Piotr Mazik ze swoim albumem „Tatrzańska Atlantyda”.

„Atlantyda” odbiega od klasycznych albumów, w których fotografie ułożono według chronologii. Mamy tu Podhale przełomu wieków, pijane, modernistyczne, modne; Podhale z czasów okupacji – groźne, nieprzyjemne, przerażające, a wreszcie Podhale z okresu PRL-u, osobne, tradycyjne, wyłamujące się z modelu komunistycznego państwa.