"Reżyseria: Woody Allen" zadowoli nie tylko neofitów, lecz także zagorzałych fanów autora "Miłości i śmierci"
Reklama

Woody Allen z właściwą sobie przenikliwością stwierdził kiedyś: „Nie chcę żyć w sercach swoich rodaków. Wolę żyć w swoim mieszkaniu”. Amerykański mistrz komedii doskonale zdaje sobie sprawę, że większość pomników wystawianych mu przez dziennikarzy i filmowców reprezentuje wątpliwą wartość artystyczną. Dla wielu krytyków regularne premiery kolejnych dzieł reżysera stanowią zachętę do uprawiania intelektualnego lenistwa. Wystarczy przecież wyciągnąć z szuflady tekst sprzed roku, zamienić w nim pojedyncze słowa i cieszyć się z dodatkowego przelewu na koncie. W ten sposób powtarzane do znudzenia anegdoty utrwalają w naszych oczach obraz żydowskiego okularnika zafascynowanego Nowym Jorkiem, jazzem i adoptowaną córką. Dokument Roberta B. Weide’a pozornie mówi nam o swoim bohaterze niewiele więcej. W „Reżyseria: Woody Allen” nie znajdziemy informacji, których poskąpiłyby nam wywiady rzeki z twórcą „Annie Hall” przeprowadzone przez Erica Laksa bądź Stiga Bjorkmana. Film pozostaje jednak zrealizowany z pasją i znawstwem na temat amerykańskiej komedii, które towarzyszą Weide’owi od początku kariery. Jednym z pierwszych projektów reżysera był przecież film o – uwielbianych także przez Allena – braciach Marx. Wiele lat później Weide dał się poznać jako jeden z najważniejszych twórców kultowego serialu „Pohamuj entuzjazm”. Na planie reżyser zetknął się wówczas z Larrym Davidem, a więc późniejszą gwiazdą Allenowskiego „Whatever Works”. Nic dziwnego, że amerykański komik należy także do głównych rozmówców Weide w „Reżyserii…”.

Dzięki dokumentowi początkujący fani twórcy „Zeliga” otrzymują swoisty wstęp do Allena, który pojemnością i jakością spostrzeżeń znacząco wykracza poza ekranizację encyklopedycznej notki. Oprócz wspomnianego Davida, o swoim stosunku do filmów autora „Słodkiego drania” rozprawia choćby Martin Scorsese. Przed kamerą wypowiadają się również siostra i producentka Allena, jedna z jego byłych żon, a także – za sprawą archiwalnych materiałów – nieżyjąca już dziś matka.

Seans „Reżyserii…” powinien zadowolić nie tylko neofitów, lecz także zagorzałych fanów autora „Miłości i śmierci”. Film Weide’a przynosi możliwość sentymentalnego powrotu do najbardziej pamiętnych fragmentów „Manhattanu” czy „Annie Hall”. Przy okazji pochyla się również nad niesłusznie zapomnianymi arcydziełami w rodzaju „Wspomnień z gwiezdnego pyłu”. Na całe szczęście Weide nie próbuje przy okazji silić się na dęte podsumowania i fetować artystycznego benefisu, który miałby odesłać Allena na artystyczną emeryturę. Niecierpliwi fani twórcy „Annie Hall” potraktują „Reżyserię…” jako przystawkę przed daniem głównym, sposób, by umilić sobie oczekiwanie na nową komedię Allena. Planowana na lipiec premiera „Blue Jasmine” bynajmniej nie zapowiada zresztą końca uczty. Jeśli weźmiemy pod uwagę długowieczność rodziny Allena, możemy być pewni, że reżyser będzie raczyć nas kolejnymi filmami co najmniej do osiągnięcia setki.

Reżyseria: Woody Allen | USA 2012 | reżyseria: Robert B. Weide | dystrybucja: Fundacja Ruchome Obrazy | czas: 113 min | Recenzja: Piotr Czerkawski | Ocena: 4 / 6