Najbardziej nietypowy film w karierze Clinta Eastwooda stanowi również jego bodaj największe osiągnięcie reżyserskie

Witajcie w Madison County – stolicy niepodjętego ryzyka, na cmentarzysku odrzuconych wariantów, muzeum niewykorzystanych szans. Ważną atrakcją wycieczki po tym melancholijnym uniwersum pozostaje osoba przewodnika – Clinta Eastwooda. Scenariusz, który w rękach mniej wrażliwego twórcy zamieniłby się w wulgarną fantazję pensjonarki, w ujęciu Eastwooda urasta do rangi perfekcyjnego melodramatu. „Co się wydarzyło w Madison County” dysponuje tak wielką siłą rażenia, że wzruszyłoby nawet Brudnego Harry’ego.

Po seansie trudno uwierzyć, że Eastwood w początkach kariery mógł być oskarżany o mizoginię. Autor rozpoczynający karierę reżysera filmem rozkazem „Zagraj dla mnie, Misty” przez lata przeszedł jednak daleko idącą ewolucję. W „Co się wydarzyło…” przeniósł na ekran scenariusz, pod którym z łatwością mogłaby podpisać się radykalna feministka w typie Magdaleny Środy. Gotowy film z empatią spogląda na dylemat gospodyni domowej zyskującej szansę zmiany swojego życia za sprawą romansu z przystojnym przybyszem. Amerykański twórca doskonale rozpoznaje tkwiące w wyborze Franceski napięcie pomiędzy radością chwili a nieefektownym komfortem stabilizacji.