„Carol” to pulsująca podskórnymi emocjami opowieść o miłosnej obsesji
Todd Haynes kręci wciąż ten sam film. W jego szaleństwie jest metoda. Realizując melodramaty skupiające się na aktorstwie i kostiumie z epoki, nawiązujące wprost do kina hollywoodzkiego z lat 50., zwłaszcza zaś do filmów Douglasa Sirka, mimochodem stworzył coś w rodzaju własnego gatunku filmowego. Współczesne kino retro.
Podobnie jest w przypadku „Carol”. Ta opowieść o miłosnej obsesji dwójki kobiet w zakazanym czasie pulsuje podskórnymi namiętnościami. Nienaganne, idealnie dopasowane kostiumy kontra poluzowane, rozprężone emocje. Świat dookolny sfotografowany przez nieocenionego Edwarda Lachmana jawi się niczym pocztówka z technikoloru wysłana do współczesności.