Na początek dobre wieści dla miłośników pierwszego sezonu „Detektywa” – będący w trakcie emisji (HBO) trzeci sezon serialu jest prawie tak samo dobry jak pierwszy. Twórca obu Nic Pizzolatto udowodnił, że druga chłodno przyjęta przez krytyków odsłona serii to wypadek przy pracy.

Trzeci sezon „Detektywa” ma specyficzną budowę, bowiem jego akcja rozgrywa się aż w trzech czasowych planach. Głównym narratorem i postacią spajającą całą historię jest detektyw Wayne Hays (w tej roli Mahershala Ali). Wiodącym tematem serialu jest śledztwo w sprawie. porwania dwójki dzieci, które jest dwukrotnie wznawiane (fabuła nawiązuje do postępowań prowadzonych na przestrzeni kilku dekad). Jednym z głównych wątków jest przesłuchanie głównego bohatera przez policję w dekadę po zamknięciu pierwszego śledztwa. Z trzech prowadzonych głównych wątków zdecydowanie najsłabsze jest ostatnie chronologicznie dziennikarskie śledztwo. Ciągłe przechodzenie pomiędzy planami jest dezorientujące i utrudnia utrzymanie koncentracji. Mamy tu do rozwiązania bardzo złożoną łamigłówkę, ale często zastanawiamy się, czy warto ją dalej rozwiązywać.

Najnowsza odsłona „Detektywa” utrzymana jest, tak samo jak w przypadku genialnego pierwszego sezonu, w mrocznym klimacie. Twórcy dają nam pełnokrwisty kryminał nawiązujący swoim duchem do filmu noir. Wprowadzają nas w serialowy świat cierpliwie i powoli. Zanim zobaczymy pierwsze oznaki nadchodzącego nieszczęścia, poznamy smutne realia zapomnianego przez życie miasteczka i jego mieszkańców. Lokacje, które stanowią tło fabuły, są pełnoprawnym bohaterem serialu. To wiejące pustką miasto bez perspektyw, które zaludniają patologiczne rodziny i dziwaczne typy. Ta jałowa ziemia nie śni amerykańskiego snu. Wiele kadrów z serialu zostało jakoby wyciętych z filmu „To nie jest kraj dla starych ludzi” braci Coen. Klimat serialu potęgują specyficzne zdjęcia (nietypowe ujęcia, żabia perspektywa, slow morion) oraz minimalistyczna, chropowata w brzmieniu muzyka (bardziej odgłosy niż melodie).