Autopromocja

Książki na wakacje: Dorastanie za komuny i wnikliwy obraz Włochów

Książki
KsiążkiShutterStock
2 sierpnia 2016

Z chłopakami wiadomo, jak było. Każdy chciał chodzić w dżinsach i grać na gitarze. Każdy marzył, by być jak „Dżimi Henriks” lub Bob Dylan, i zapuszczał długie włosy. Światem rządziły proste reguły: życie wyznaczało inny rytm na wsi, a inny w mieście. Gdy było się ze wsi, tęskniło się za wielkomiejskością Budapesztu i Warszawy, choć na wsi łatwiej było o zaopatrzenie w to, co niezbędne do przeżycia. Atrybutem ojcowskiej władzy był wówczas fiat 125p lub łada w kolorze zjełczałego masła.

2618839-i02-2016-146-19600070b.jpg
2618850-i02-2016-146-19600070b.jpg

Niedawno w Polsce ukazały się opowiadania węgierskiej pisarki Krisztiny Tóth „Linie kodu kreskowego”. Pisałam wtedy, że pamiętając powiedzenie o Polaku i Węgrze, warto pomyśleć, na ile silna więź siostrzeństwa łączyła i łączy do dziś Polki z Węgierkami. Tóth pisała o dorastaniu dziewczynki na Węgrzech w latach 70. i 80. Wiele Polek, które urodziły się przed upadkiem komunizmu, miało identyczne doświadczenia. Poliestrowe mundurki, szkolne tarcze przyszywane do garderoby, próby dostosowania się do zachodnich kanonów piękna – to wszystko było esencją dorastania w późnych latach komuny. Węgier János Háy jest rówieśnikiem Tóth, a w swoich opowiadaniach pod zbiorczym tytułem „Syn ogrodnika” również powraca do rzeczywistości znanej współczesnym czterdziesto- i pięćdziesięciolatkom w Polsce. Mamy więc równowagę: Háy opowiada o tych samych czasach, co autorka „Linii kodu kreskowego”, tyle że z męskiej perspektywy. Z chłopakami wiadomo, jak było. Każdy chciał chodzić w dżinsach i grać na gitarze. Każdy marzył, by być jak „Dżimi Henriks” lub Bob Dylan, i zapuszczał długie włosy. Światem rządziły proste reguły: życie wyznaczało inny rytm na wsi, a inny w mieście. Gdy było się ze wsi, tęskniło się za wielkomiejskością Budapesztu i Warszawy, choć na wsi łatwiej było o zaopatrzenie w to, co niezbędne do przeżycia. Atrybutem ojcowskiej władzy był wówczas fiat 125p lub łada w kolorze zjełczałego masła. „Syn ogrodnika” to zbiór bezpretensjonalnych i pełnych uroku, „chłopackich” opowieści o dorastaniu na Węgrzech lat 60. i 70. Wielkiej literatury może z tego nie ma, ale jest nostalgia, którą jako bratankowie Węgrów odczytujemy bez pudła.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane