CD „Nie wiemy, gdzie nas to zaprowadzi, ale na pewno nie będzie to powrót do pierwszej płyty” – powiedział na początku tego roku w jednym z wywiadów członek Kamp!, Tomek Szpaderski. Słowa dotyczyły nowej płyty, nad którą wtedy zaczynali pracować. Teraz łódzkie trio może się wreszcie pochwalić świeżym materiałem. Kamp! od kilku lat ma spore grono fanów wśród miłośników elektroniki znad Wisły. Zdarzyły im się również dobre recenzje w zachodnich mediach, koncerty, m.in. w Stanach. Nowa długogrająca płyta nie jest rewolucyjna wobec tego, co przyniosło im do tej pory rozgłos. Elektronika w electropopowym klimacie z albumu niekoniecznie pasuje na spokojne wieczory przy kominku, ale już na parkiecie powinna sprawdzić się świetnie. Zyskuje też w słuchawkach, bo „Ornetę” wypełniają przestrzenne, rytmiczne opowieści. To kolejny ciekawy album na naszej klawiszowej scenie w ostatnich tygodniach, obok krążków Bokki czy Jaaa!. „Orneta” nie jest może najciekawsza w tym zestawie, ale na pewno również zasługuje na uwagę. Dzisiaj (23.10) materiału będzie można posłuchać we Wrocławiu (Impart), a jutro w Zielonej Górze (Obiekt).

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Kamp! | Orneta | Agora

CD W ostatnich tygodniach Tomasz Budzyński atakował mnie apokaliptycznym projektem Rimbaud, współtworzonym przez artystę dźwiękowego Michała Jacaszka i Mikołaja Trzaskę z legendarnej jazzowej formacji Miłość. Ich wspólna płyta to na pewno jeden z najoryginalniejszych materiałów na polskiej scenie w tym roku. Od kilku dni Budzyński siedzi w mojej głowie, za sprawą nowej (pierwszej od sześciu lat, w pełni świeżej długogrającej) płyty „Toń”. Tu trochę też pasuje słowo apokalipsa, choć ta odbywa się głównie w rytmie mocnych rzężących gitar. Ubarwiają je m.in. waltornia i wurlitzer. Całość została doskonale wyprodukowana przez niespecjalnie do tej pory kojarzonego z tak mocnymi dźwiękami Marcina Borsa. Jak przekonywał sam Budzyński w wywiadzie dla „Teraz Rock”, chciał dzięki temu pozyskać pewną świeżość, inne spojrzenie na ich dokonania. Paradoksalnie „Toń” jest jednak bardzo zanurzona w klimacie 30-letniej już Armii, ale emanuje z niej duża świeżość i energia. No i tradycyjnie siłą kapeli są doskonałe teksty. Armia wciąga nas w mroczną głębinę, z której niespecjalnie chce się wyjść.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Armia | Toń | Metal Mind

CD „Dobry wieczór, chcieliśmy dzisiaj przedstawić wam muzykę...” – tak zaczyna się pierwszy album jednego z najważniejszych i najbardziej oryginalnych zespołów polskiej sceny w historii. Chodzi o SBB i ich debiutancką (koncertową) płytę „SBB” nagraną i wydaną w 1974 roku. W marcu tego roku perkusista Jerzy Piotrowski, gitarzysta Apostolis Anthimos oraz Józef Skrzek przy mikrofonie, klawiszach i basie stawili się w studiu radiowym im. Agnieszki Osieckiej, by przypomnieć o swoim istnieniu. Na koncercie wspomagał ich Michał Urbaniak. Zagrali przede wszystkim materiał z debiutu, ale też kilka późniejszych kompozycji, w tym jedną, „Dla Janka”, poświęconą zmarłemu w styczniu tego roku bratu Skrzeka. Płyta jest fenomenalnym popisem wirtuozerii każdego z muzyków, zahaczającym o prog rocka, bluesa, jazz. Każdy z nich ma już ponad 60 lat, ale wciąż bije z ich muzyki niesamowita energia, chociażby podczas wielominutowych improwizacji. Józefa Skrzeka będzie można dzisiaj (23.10) posłuchać na koncercie Antologia Polskiej Muzyki Elektronicznej w ramach łódzkiego festiwalu Soundedit.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

SBB | Koncert w Trójce | Polskie Radio

DVD Zgodnie z tytułem bohaterami tej niewydarzonej komedii jest troje uciekinierów z zakładu psychiatrycznego. Cierpiący na zespół Tourette’a Vincent, nadpobudliwy Alex i anorektyczka Marie wyruszają kradzionym samochodem nad ocean. Podróż upływa im na bluzgach rzucanych przez pierwszego, panice drugiego i paleniu papierosów przez trzecią. Skręcony z fabularnych klisz kina drogi (obowiązkowy wypadek, kłótnie i pojednania, nadwątlona i odzyskana wiara w sens dalszej jazdy) film mógł przysłużyć się przynajmniej społecznie, wprowadzając na ekran sympatycznego, przystojnego bohatera z zespołem Tourette’a. I choć Irlandczyk Robert Sheehan wiarygodnie portretuje całe okrucieństwo tego zaburzenia neurologicznego, jego starania idą na marne, bo reżyser niepotrzebnie przerysowuje pozostałych uczestników wyprawy. W efekcie film traci swój komediowy potencjał i zamiast oswajać widza z cierpiącymi na psychiczne dolegliwości osobami, niebezpiecznie zbliża się do granicy żartu z nich.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Troje na gigancie | reżyseria: Gren Wells | dystrybucja: Monolith

DVD Gdy „Dzikie historie” wchodziły na ekrany kin, wszędzie pojawiało się nazwisko Pedra Almodóvara, który w tym przypadku pełnił rolę producenta. Chwyt marketingowy słuszny, z tym że dziś Almodóvar może argentyńskiemu reżyserowi Damiánowi Szifronowi zazdrościć pomysłowości, wigoru i pasji. „Dzikie historie” rzeczywiście są dzikie: sześć krótkich opowieści o tym, jak gniew, wściekłość, zacietrzewienie i zemsta wpływają na ludzkie życie (a najczęściej je po prostu kończą, i to w spektakularny sposób). Szifron jest dla swoich bohaterów bezlitosny, nie stroni od naturalizmu, czy to w pokazywaniu przemocy, czy opisywaniu relacji międzyludzkich, ale jednocześnie jest twórcą obdarzonym niezwykłym poczuciem ironii. Humor „Dzikich historii” jest czarny niczym czeluście piekieł, ale tym bardziej wydają się one przerażająco prawdopodobne. Weekend przed wyborami parlamentarnymi to idealny moment, żeby film Szifrona obejrzeć, rozładować negatywne emocje i jeszcze raz zastanowić się przed postawieniem krzyżyka w kratce obok nazwiska.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dzikie historie | reżyseria: Damián Szifron | dystrybucja: Gutek Film