Reklama

Podczas gali otwarcia 72. Berlinale dyrektor artystyczny Carlo Chatrian przypomniał, że dwa lata temu razem z dyrektorką administracyjną Mariette Rissenbeek na tej samej scenie otwierali festiwal i obydwoje byli bardzo szczęśliwi, a "później nagle coś się stało". "Nie tylko nam, ale całemu światu. Pandemia przyniosła nam wiadomość, że powinniśmy zachowywać dystans, więc odsunęliśmy się od siebie. Zostaliśmy w domach i tam uczyliśmy się, pracowaliśmy, oglądaliśmy filmy. W ciągu ostatnich dwóch lat filmy pomogły nam w szczególny sposób. Dostarczały historii, których potrzebowaliśmy, aby nasze życie mogło toczyć się dalej. Sprawiały, że nie czuliśmy się samotni. Pandemia nadal trwa. Nie wiemy, jak długo z nami zostanie. Mamy świadomość, że musimy być ostrożni, zachowywać się odpowiednio" – powiedział.

Chatrian zwrócił uwagę na wspólnotowy charakter Berlinale. "Festiwale prezentują świetne filmy, pokazują historie, które nas poruszają. A za nimi stoją twórcy. W sali kinowej możemy poczuć ich obecność, spojrzeć im w oczy, skonfrontować się z emocjami - z lękiem, z radością. Czasami – tak jak dziś - możemy ich dotknąć, a nawet przytulić. Nie mogę przytulić was wszystkich. Pozwól więc, Mariette, że przytulę ciebie. Ale najpierw włożę maskę" – mówił dyrektor festiwalu.

Minister stanu ds. kultury i mediów Claudia Roth podkreśliła, że wdrożone na festiwalu zasady reżimu sanitarnego i środki bezpieczeństwa "mogą stać się przedmiotem krytyki", ale najważniejsze, że dzięki nim wydarzenie odbywa się w takiej formie, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. "Berlinale jest znakiem nadziei, silnym sygnałem wysłanym w świat, że nie pozwolimy, aby koronawirus nas powalił. Potrzebujemy kina, potrzebujemy filmu" – podsumowała.

W czwartek wieczorem festiwal rozpoczął pokaz "Petra von Kant" François Ozona, w którym wystąpili m.in. Denis Menochet, Isabelle Adjani i Hanna Schygulla. Film jest luźną adaptacją sztuki Rainera Wernera Fassbindera "Gorzkie łzy Petry von Kant", którą niemiecki twórca przeniósł na ekran w 1972 r. Tytułowym bohaterem obrazu jest reżyser, który przeżywa miłosny zawód. To nie pierwsze zetknięcie Ozona z twórczością Fassbindera i berlińskim festiwalem. W 2000 r. Francuz odebrał tu Nagrodę Teddy za filmową adaptację sztuki "Krople wody na rozpalonych kamieniach". Z kolei w 2019 r. został doceniony Wielką Nagrodą Jury - Srebrnym Niedźwiedziem za "Dzięki Bogu", opowieść o trzech mężczyznach, którzy w dzieciństwie byli wykorzystywani seksualnie przez lyońskiego duchownego.

Obok filmu Ozona w konkursie głównym rywalizuje 17 filmów, wśród nich "A E I O U - A Quick Alphabet of Love" Nicolette Krebitz, "Both Sides of the Blade" Claire Denis, "That Kind of Summer" Denisa Côté i "Call Jane" Phyllis Nagy. W gronie nominowanych tytułów znalazły się też "Nana" Kamili Andini, "The Passengers of the Night" Mikhaëla Hersa, "Return to Dust" Li Ruijuna, "Rabiye Kurnaz vs. George W. Bush" Andreasa Dresena i "The Line" Ursuli Meier. Szansę na zwycięstwo mają ponadto "Robe of Gems" Natalii López Gallardo, "Leonora addio" Paola Tavianiego, "The Novelist's Film" Honga Sangsoo, "Rimini" Ulricha Seidla oraz "One Year, One Night" Isaki Lacuesty.

Laureatów konkursu głównego poznamy w środę 16 lutego. Wyłoni ich jury, w którym znaleźli się: hinduski reżyser, scenarzysta i producent M. Night Shyamalan (przewodniczący), brazylijski reżyser i scenarzysta Karim Aïnouz, niemiecka reżyserka i scenarzystka Anne Zohra Berrached, tunezyjsko-francuski producent filmowy Saïd Ben Saïd, zimbabweńska pisarka i scenarzystka Tsitsi Dangarembga, japoński reżyser i scenarzysta Ryûsuke Hamaguchi oraz duńska aktorka Connie Nielsen.

Festiwal potrwa do niedzieli 20 lutego. W ostatnich dniach zaplanowanoseanse powtórkowe. Łącznie we wszystkich sekcjach zaprezentowanych zostanie ponad 250 filmów, w tym "Inredible But True" Quentina Dupieux, "This Much I Know To Be True" Andrew Dominika, "Heart of Oak" Laurenta Charbonniera i Michela Seydouxa, "Dark Glasses" Daria Argento oraz "Nie zgubiliśmy drogi" Anki i Wilhelma Sasnalów.

Daria Porycka (PAP)