Reklama

Polska Agencja Prasowa: W historii powojennej Warszawy mieliśmy bardzo udane rekonstrukcje zabytków m.in. Zamku Królewskiego, Starego Miasta. Odbudowa warszawskiej Starówki została doceniona nie tylko przez mieszkańców Warszawy, ale też społeczność międzynarodową - 2 września 1980 r. - na IV sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO - postanowiono wpisać historyczne centrum Warszawy na Listę światowego dziedzictwa. Czy w pana profesora ocenie możliwe jest powtórzenie tego sukcesu przy odbudowie Pałacu Saskiego?

Dr hab. Marek Czapelski: Wątpię, by ewentualna rekonstrukcja Pałacu Saskiego została wpisana na listę UNESCO. Przytoczone wyżej przykłady Zamku Królewskiego i Starego Miasta różnią się od obecnego omawianego przedsięwzięcia kontekstem społecznym i historycznym. Trzeba podkreślić, że szczególna kulturowa i architektoniczna wartość zarówno Zamku, jak i Starówki (fakt, że jeszcze dość zaniedbanej) przyciągała społeczną uwagę już przed II wojną światową. Stąd ich los – w trakcie II wojny i po niej – był katalizatorem powszechnych emocji związanych z ich zachowaniem jako symbolicznie istotnych przejawów ciągłości architektonicznego dziedzictwa w odbudowywanej i zarazem przekształcanej Warszawie.

PAP: O Pałacu Saskim nie można tego powiedzieć? Pałac po Powstaniu Warszawskim, w grudniu 1944 r., był wysadzony przez Niemców w celu zniszczenia polskiej kultury, unicestwienia nas jako wspólnoty kulturowej i politycznej. Jego odbudowa też może mieć wymiar symboliczny, byłby to ostatni etap rekonstrukcji stolicy po zniszczeniach wojennych.

Dr hab. Marek Czapelski: Dystansowałbym się od takiej narracji. Przecież wysadzono wtedy także np. całkiem nowy Dworzec Główny. Docelowo Warszawa miała być zniszczona w całości. Moim zdaniem symbolicznej rangi Pałacu Saskiego z Zamkiem i Starówką nie można zrównywać. To obiekt o złożonej historii, w czasach II RP był to raczej budynek wojskowy, a nie pamiątka narodowa. To, co symbolicznie w nim było najdonioślejsze – Grób Nieznanego Żołnierza – istnieje i jest zabytkiem.

PAP: Czy można zatem mówić o wartości historycznej takiej rekonstrukcji?

Dr hab. Marek Czapelski: Nie jestem przekonany, zwłaszcza jeśli mówimy o odtworzeniu gmachu w kształcie, w jakim istniał bezpośrednio przed zniszczeniem (bo rozumiem, że takie są zamiary). Wartość budynku (w sensie ścisłym – nie pałacu, w czasach, kiedy istniał w formie nadanej mu przez Adama Idźkowskiego – czyli w latach 1842-1944 – była to kamienica i biurowiec) opierała się głównie na jego roli w ukształtowaniu relacji przestrzennej między placem a historycznym założeniem Osi Saskiej. Można przypuszczać, że do tego się sprowadza w istocie głębsza motywacja osób tęskniących za tym gmachem. Jednak do przeszłości nie ma łatwego powrotu.

Trzeba zwrócić uwagę na to, że w okresie istnienia budowli Idźkowskiego Ogród Saski obejmował od zachodu znacznie większy obszar niż obecnie. Konieczność przedłużenia Marszałkowskiej znacznie go zmniejszyła. Dziś, w dobie szanowania miejskiej zieleni, za istotną wartość uważam maksymalizowanie przestrzeni biologicznie czynnej wokół Ogrodu. Sądzę, że dziś najlepszym rozwiązaniem dla zachodniej pierzei placu jest jego odpowiednie utrzymanie jako oprawy dla Grobu Nieznanego Żołnierza. To rozwiązanie ma swoją wymowę ideową.

PAP: W planie jest również odbudowa pałacu Brühla i trzech kamienic narożnych od strony ul. Królewskiej. Dlaczego taka odbudowa jest bardziej uzasadniona?

Dr hab. Marek Czapelski: Rozdzieliłbym te kwestie. Ze względu na historyczno-artystyczną wartość budynku i kontekst urbanistyczny mógłbym pozytywnie ocenić odtworzenie pałacu Brühla. Oczywiście należałoby najpierw pomyśleć o jego przeznaczeniu no i odpowiedzieć na wiele pytań na temat szczegółów historycznej formy, w jakiej miałby być restytuowany.

Wzniesienie kamienic przy Królewskiej z kolei to – według mnie – jedna z najbardziej widocznych negatywnych konsekwencji odtwarzania Pałacu Saskiego. To ciąg przyczynowo-skutkowy. Pałac Saski nie ma elewacji od strony tej ulicy, trzeba go więc czymś zasłonić. Przy przyjętej metodzie wskrzeszania form dawnych budynków oznacza to wprowadzenie w formie historycznej makiety sporej kubatury w miejscu, które moim zdaniem tego wcale nie potrzebuje. Rezultat – kolejne ograniczenie przestrzeni Ogrodu Saskiego i wprowadzenie dyskusyjnej jakości silnego akcentu u zbiegu Królewskiej i placu Małachowskiego. To tylko pokazuje, że odtwarzanie widoków z dawnych pocztówek wcale nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać, i rodzi nowe problemy.

PAP: Gdyby jednak doszło do odbudowy Pałacu Saskiego - jakie narzędzia, materiały i rozwiązania inżynieryjne powinny być zastosowane?

Dr hab. Marek Czapelski: Jeśli już ktoś chciałby odtwarzać tę pierzeję, należałoby przyjąć szanujące kontekst i niedominujący Grobu nowoczesny projekt i takie też materiały. Oczywiście najpierw trzeba by było ustalić funkcję nowego gmachu (jak inaczej go projektować?) i urządzić konkurs. W jego warunkach za absolutnie konieczne uważam zachowanie Grobu Nieznanego Żołnierza jako ideowej dominanty tego miejsca oraz wyeksponowanie – również zabytkowych – piwnic historycznego Pałacu Saskiego.

PAP: Co jeszcze może stanowić zagrożenie w tym procesie?

Dr hab. Marek Czapelski: Tak, jak mówiłem – boję się, że rezultatem będzie niepotrzebne wgryzanie się pseudohistorycznej zabudowy kamienic przy Królewskiej w coraz mniejszy Ogród Saski. Widzę tu przykry dysonans między podniosłymi pobudkami ideowymi przywrócenia Pałacu a nie za szczęśliwym materialnym skutkiem ich realizacji.

PAP: W przestrzeni publicznej padają argumenty, w myśl których odbudowa Pałacu Saskiego zagroziłaby funkcjonowaniu w obecnym kształcie Grobu Nieznanego Żołnierza. Jak odniósłby się pan profesor do takiej argumentacji?

Dr hab. Marek Czapelski: Moje wcześniejsze wypowiedzi jasno pokazują katalog bardzo istotnych wątpliwości dotyczących zaburzenia miejskiej przestrzeni. Pozwolę sobie tu jeszcze dorzucić spodziewane problemy związane z komunikacyjną obsługą zapewne ruchliwego miejsca (bo trudno sobie wyobrażać odbudowę takiej kubatury bez jej racjonalnego – a więc zapewne dość intensywnego użytkowania). Na koniec chciałbym przywołać krótki opis Grobu Nieznanego Żołnierza pióra Zygmunta Stępińskiego, twórcy jego powojennej odbudowy – dzisiejszego zabytku. Uważam, że wśród ideologicznych wichrów XX w. temu architektowi udało się lapidarnymi środkami sformułować trwały i przejmujący program komemoratywny, z pewnością godny ochrony, a nie włączenia w strukturę neozabytku.

"Zdecydowałem się po odbudowaniu sklepienia na postawienie na tarasie nad arkadami – po obu ich stronach – tralek kamiennych, których pewną liczbę udało się uratować. Na słupach balustrady między tralkami ustawiono kamienne bazy sześciu kolumn (autentycznych). Wysokość szczątków każdej kolumny ustalałem na budowie. Był to projekt, który nie dał się narysować – był rzeźbiony na miejscu przez murarzy w żołnierskich mundurach. Chodziło mi o to, aby nadać tej ruinie, będącej symbolem męczeństwa narodu polskiego i autentycznym fragmentem zburzonej Warszawy – kształt trwałej ruiny architektonicznej".