List artystów do premiera

Pod wspomnianym listem podpisali, m.in., Paul McCartney, Lily Allen, Led Zeppelin oraz Sting. Są to kolejne głosy domagające się ustalenia bezpośredniego systemu gratyfikacji dla artystów od serwisów streamingowych. Pomysł wykonawców polega – w uproszczeniu – na ustanowieniu obowiązkowego i bezpośredniego (za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania) wynagrodzenia od serwisów za odtwarzanie w miejscu i czasie wybranym przez użytkowania. Do tej pory wynagrodzenie, o którym mowa powyżej uzyskiwali przede wszystkim producenci i autorzy utworów. Wykonawcy pozostawali i pozostają zaś z niczym. Dzieje się tak mimo, że wszystkie nagrania na tych platformach są publikowanie całkowicie legalnie.

Regulacja działająca obecnie może być oceniana jako dotkliwa i – potencjalnie – krzywdząca w odniesieniu do twórców o niskiej popularności: artystów niszowych gatunków muzycznych czy o lokalnym zasięgu. Jej nowelizacja miałaby to zmienić. Oczywiście, na wprowadzeniu „dwóch słów” skorzystaliby także światowi giganci, jednak oni – jako nieliczni – bardzo często i tak otrzymują wynagrodzenie na podstawie indywidualnych umów z platformami streamingowymi. Patrzenie przez ich pryzmat oraz zapobieganie zmianom mogłoby stanowić przysłowiowe wylanie dziecka z kąpielom. Według brytyjskich artystów konieczne jest zatem spojrzenie szersze.

Wzór hiszpański

Artyści podpisani pod listem w swoich żądaniach powołują się, w szczególności, na przykład hiszpański. Wedle art. 108 hiszpańskiego prawa autorskiego artyści mają niezbywalne prawo do godziwego wynagrodzenia za odtwarzanie ich wykonań na platformach streamingowych. Co więcej, środki uzyskane w ten sposób podlegają obowiązkowemu rozliczeniu i wypłacie do właściwej organizacji zbiorowego zarządzania. Clue sprawy tkwi w fakcie, że wynagrodzenie zbierane w ten sposób jest niezależne od umowy wykonawcy z producentem, w której ten pierwszy przeniósł (nawet w całości) swoje prawa do artystycznego wykonania. Ponadto, hiszpańska organizacja zbiorowego zarządzania nie tylko uzyskuje wpłaty od podmiotów zobowiązanych, ale też w imieniu artystów negocjuje stawki godziwego wynagrodzenie za wykonania na platformach. W ten sposób zebrane pieniądze od serwisów muzycznych są przekazywane artystom hiszpańskim i międzynarodowym. Dzięki danym liczbowym o użytkownikach, uzyskiwanym ze serwisów, wszystko odbywa się w sposób sprawiedliwy i transparentny.

Regulacje Europejskie

System hiszpański stał się sztandarowym przykładem dla artystów brytyjskich. Stąd w liście otwartym do premiera Johnsona pojawia odwołanie do użycia „dwóch słów”, które mają zapewnić im niezbywalne i godziwe wynagrodzenie. Co ciekawe, artyści brytyjscy patrzą z pewną dozą zazdrości na rozwiązania Unii Europejskiej, gdzie do 7 czerwca 2021 roku państwa członkowskie mają czas na dostosowanie krajowych przepisów prawa do Dyrektywy o tzw. jednolitym rynku cyfrowym. Wedle art. 18 ww. Dyrektywy państwa UE mają zapewnić, aby artyści wykonawcy, w przypadku, gdy udzielają licencji lub przenoszą swoje prawa, posiadali prawo otrzymania odpowiedniego i proporcjonalnego wynagrodzenia. Na wspominaną implementacje czekają z napięciem także polscy artyści wykonawcy. Brytyjscy artyści są za to rozczarowani, że przepisy Dyrektywy nie zostały wprowadzone do systemu prawnego Wielkiej Brytanii do stycznia 2021 roku (czyli do Brexitu).

Czy zmiana może rozwiązać problemy artystów?

Niezależnie od tematu, który stał się przedmiotem listu należy pamiętać, że samo prawo do odpowiedniego i proporcjonalnego wynagrodzenia nie jestem gwarantem finansowego bezpieczeństwa artystów. Już teraz w europejskich systemach prawnych artyści mogą takowe uzyskiwać na podstawie swobodnie zawieranych umów. Istota problemu tkwi zatem gdzie indzie: w obowiązkowość i niezbywalność wynagrodzenia. Dlatego wzorem z Sevres dla europejskich artystów stało się rozwiązanie hiszpańskie.

Przemysław Moroz, adwokat
Artykuł powstał we współpracy z Legalnakultura.pl