„Rzecz o banalności miłości” Savyon Liebrecht to najlepsze od lat przedstawienie warszawskiego Teatru Dramatycznego.
Najpierw na festiwalu Dwa Teatry 2012 w Sopocie zobaczyłem telewizyjne przedstawienie Feliksa Falka. Było najlepsze z pokazywanych w konkursie, ale musiało zadowolić się nagrodami aktorskimi, jak najbardziej zasłużonymi. Dostały je Teresa Budzisz-Krzyżanowska i Agnieszka Grochowska, które zagrały Hannah Arendt – w wieku późnym i w młodości. Partnerowali im Piotr Adamczyk i Andrzej Grabowski, grający Martina Heideggera.
Na „Rzecz o banalności miłości” w tamtym wydaniu patrzyło się, wciąż zadając sobie pytanie, jak Budzisz- -Krzyżanowska zagra Arendt, a jakim Heideggerem będzie Grabowski. Mniej było Savyon Liebrecht, a więcej polskich wykonawców. I szersza skala. Spektakl w Teatrze Dramatycznym świadomie rozległej perspektywy się wyrzeka. Tam, gdzie mógłby ją zastosować, woli zbliżenia. Nie potrafiłbym chyba zdecydowanie orzec, którą „Rzecz o banalności miłości” wolę – Falka czy Kostrzewskiego. Dobrze byłoby obejrzeć obie i sprawdzić, jak przedstawienie starego mistrza rozmawia z widowiskiem niemal debiutanta. I któremu z nich bliżej do sztuki izraelskiej autorki.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.