Autopromocja

"Ralph Azham. Czy oszukuje się tych, których się kocha?" - recenzja

"Ralph Azham. Czy oszukuje się tych, których się kocha?"
"Ralph Azham. Czy oszukuje się tych, których się kocha?"Media
31 grudnia 2013

Ralpha Azhama trudno polubić. To cham i prostak, zazdrośnik, uparciuch i złośliwiec. A jednocześnie bohater, na którego towarzystwo w komiksie Lewisa Trondheima jesteśmy skazani.

 Niewykluczone, że w kolejnych tomach dojrzeje, dozna oświecenia, dorośnie i jego charakter złagodnieje, ale na razie jest antypatycznym chłystkiem. Rozgoryczenie Ralpha bierze się z doznanego w dzieciństwie rozczarowania, miał być bowiem wybrańcem, który uratuje krainę przez zakusami złowrogiego kacyka, ale nie wyszło. Chłopca odesłano do domu, miejscowi odwrócili się od niego, a on sam snuje się bez celu od pagórka do pagórka, namaszczony przez ziomków na wiejskiego głupka, którą to opinię starannie pielęgnuje poprzez udział w kolejnych prowokowanych przez siebie, żenujących sytuacjach. Nawet moc nadana mu przy urodzinach, dzięki której zdolny jest stwierdzić, czy kobieta jest w stanie błogosławionym, czy nie, przysparza mu więcej kłopotów niż pożytku. A wróg nie śpi. Trondheim rozpisuje klasyczną opowieść przygodową wpasowującą się w schemat formacyjnej podróży bohatera, choć co może, to robi na opak. Ralphowi, jeśli coś już wychodzi, to przypadkiem, a swoje tryumfy niezmiennie wykorzystuje w sposób małostkowy, żeby pognębić tych, co pognębili jego. Lecz to nie tak, że otaczają go ludzie prawi i bez skazy.

U Trondheima praktycznie wszyscy bohaterowie są szujami i niech nikogo nie zmylą stylizowane na komiks dla młodszego odbiorcy rysunki ani antropomorficzni bohaterowie, na pierwszy rzut oka przywołujący na myśl postaci baśniowe. Ostry język, wszechobecna niegodziwość, ponurość świata i momentami kloaczny humor dyskwalifikują komiks Trondheima jako rozrywkę dla najmłodszych. „Czy oszukuje się tych, których się kocha?” cierpi na syndrom pierwszego, niezbyt długiego albumu, który jedynie zaostrza apetyt na więcej i w tym tkwi największa trudność przy jego ocenie, bo to niby nic naprawdę odkrywczego, niby zwyczajny, choć przyzwoity komiks, ale już chce się więcej; ledwie przewróciło się pierwszą stronę, już „Ralph Azham” kończy się w najciekawszym momencie. Intrygę jednak zarysowano, bohatera przedstawiono, teraz czas na spotkanie przygody.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.