Gdy orwellowska wizja świata spotka się z montypythonowskim humorem, bieg zdarzeń może się okazać doprawdy nieprzewidziany.
Totalitarna rzeczywistość bliżej nieokreślonego państwa byłaby dla widza nader ponura, gdyby reżyserii filmu nie podjął się Terry Gilliam. Satyrycznych talentów i wyczucia absurdu współtwórcy legendarnej grupy brytyjskich komików wychwalać nie trzeba, niemniej „Brazil” jest komedią czarną, która miejscami napawa prawdziwą grozą. Rzecz dzieje się „kiedyś w XX wieku”. Jaka to epoka? Trudno zgadnąć. Moda i monumentalna architektura przywodzą na myśl lata 30., choć światem „Brazil” zdążyła owładnąć komputeryzacja. To komputery kontrolują życie obywateli. Komputery i niezliczone urzędy, których jedynym dążeniem jest to, by wszystko zgadzało się na papierze. W dyktacie biurokracji i powszechnej kontroli pomyłki mają się ponoć nie zdarzać, jeśli jednak w wyniku urzędniczego niedopatrzenia władze zlikwidują nie tego obywatela, co trzeba – trudno. Kiepsko w tych okolicznościach odnajduje się poczciwy urzędas Sam Lowry (Jonathan Pryce).
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.