Opowiadam o rzeczach gorzkich, ale nie umiałbym robić tego w sposób patetyczny – mówi Bodo Kox, reżyser filmu „Dziewczyna z szafy”.
Przy okazji „ Dziewczyny z szafy” bywasz często przedstawiany jako debiutant. W poprzednich latach zrealizowałeś jednak całą masę filmów offowych. Czy na planie profesjonalnej produkcji faktycznie czułeś się jak nowicjusz?
Bodo Kox: Nie do końca. „Dziewczyna...” to dla mnie film offowy, ale zrealizowany w profesjonalnych warunkach. Dzięki temu podczas pracy mogłem skupić się na tym, co naprawdę ważne, czyli na kontakcie z operatorem i przede wszystkim z aktorami. Na planie filmu offowego oprócz tego musiałbym pewnie robić jeszcze kanapki dla całej ekipy.
Praca z większym zespołem mogła być dla ciebie trudna. W jednym z wywiadów przyznałeś, że nie przepadasz za ludźmi.
Podtrzymuję to! Ludzie bywają straszni. Zwłaszcza ci pozbawieni dystansu i empatii. Na szczęście przy okazji „Dziewczyny...” zetknąłem się z naprawdę interesującymi postaciami. Ten film, tak jak wszystkie inne, stanowił zresztą dla mnie rodzaj terapii, dzięki której walczę z własnymi neurozami. Pomaga mi w tym także humor. Choć opowiadam o rzeczach gorzkich, nie umiałbym robić tego w sposób patetyczny.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.