„W kręgu miłości” zgrabnie łączy czułość i gniew, melodramatyczne schematy i anarchistyczną energię.
Nowe dzieło Felixa Van Groeningena z jednakową intensywnością oddaje emocje towarzyszące różnym etapom związku dwojga ludzi: od początkowego zauroczenia aż po gorzkie rozczarowanie sobą nawzajem. Trudno się oprzeć wrażeniu, że właśnie takie filmy kręciłby Ingmar Bergman, gdyby w trakcie pracy słuchał muzyki bluegrassowej.
Przebojowa ścieżka dźwiękowa jest dla „W kręgu…” czymś więcej niż tylko barwnym ozdobnikiem. Van Groeningen przywołuje na ekranie intrygujący fenomen muzyczny. Połączenie specyficznie amerykańskiego nurtu z atmosferą belgijskiej prowincji dodatkowo nadaje również „W kręgu…” posmak uniwersalności. Przede wszystkim jednak cały film Van Groeningena zyskuje strukturę muzycznego szlagieru, który momentalnie przyciąga uwagę, wprowadza w trans, oddziałuje bardziej na zmysły aniżeli na intelekt odbiorcy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.