Autopromocja

"Sekret" - recenzja

Tomasz Tyndyk w filmie "Sekret"
Tomasz Tyndyk w filmie "Sekret"Media
19 kwietnia 2013

Przemysław Wojcieszek staje się kimś w rodzaju nieprzyjemnego bękarta polskiego kina. Uwaga, to komplement!

Nawet jeżeli reżyser „Sekretu” potyka się i popełnia błędy, jego ryzykanckie próby są dla mnie o wiele ciekawsze od kolejnych produkcji pochodzących ze wspólnej matrycy. Trudno oczekiwać, że jego nowy film podbije polskie kina albo sprowokuje do wielkiej publicznej debaty. To obraz hermetyczny, nieprzyjemny, miejscami artystycznie wątpliwy, jestem jednak przekonany, że reżyserowi udała się rzecz o wiele ważniejsza niż jednosezonowa aprobata widzów i krytyki.

Jego film już znalazł miejsce w historii polskiego kina. Za ileś lat będziemy wspominali „Sekret” jako jaskółkę zmian w kontekście nieuchronnej emancypacji języka na gruncie polskiego kina artystycznego. I nie chodzi jedynie o zabiegi czysto formalne – nerwowy montaż, twórcze wykorzystanie ujęć poklatkowych, wreszcie bazującą bardziej na emocjach bohaterów niż obserwacji zdarzeń kamerę Jakuba Kijowskiego. Sukces „Sekretu” opiera się przede wszystkim na zmianie paradygmatu w postrzeganiu polskiej historii przez medium filmowe. Dotychczas zdecydowana większość tytułów mierzących się z dwudziestowiecznym dziedzictwem bazowała na matrycy wypracowanej jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku. Romantyczna kalka wywiedziona z wielkiego literackiego magazynu mickiewiczowskich widm oraz narodowego mesjanizmu postrzegała każdą przeszłość poprzez sepiową zasłonę wyostrzającą status ofiary oraz kluczową rolę bohatera oddającego dla ojczyzny dziewictwo albo życie. Klasyczny filmowy „zły” był zaś z góry skazany na mozolną drogę do rehabilitacji: od ekspiacji po pokutę. Ów narracyjny schemat przetrwał od „Kanału” do „Pokłosia”. Pod względem artystycznym konkretne tytuły były różne, łączył je jednak wspólny garb polskiego katolicyzmu oraz romantyczne dziedzictwo. Tymczasem Wojcieszek stawia pod znakiem zapytania celowość kontynuowania tego rodzaju stylistycznych zagrywek dla niepoznaki przebranych w kino gatunkowe albo rozliczeniową książkę skarg i wniosków.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png