Autopromocja

"Jamie Lidell" - recenzja

"Jamie Lidell"
"Jamie Lidell"Media
27 lutego 2013

To na pewno najbardziej dojrzała płyta artysty. Jamie Lidell bawi się tu co prawda drażniącym vocoderem, czasami jest zbyt infantylny, ale można się przekonać do tej płyty już po pierwszym przesłuchaniu.

Brytyjczyk na swoich poprzednich albumach „Jim” i „Compass” pokazał, jak można wciąż ciekawie łączyć soul sprzed lat ze współczesnymi dźwiękami. Na nowym krążku „Jamie Lidell” podkręca ten mariaż jeszcze większą domieszką elektroniki futuro, ale też dźwiękami rodem z dyskotek lat 80. Kilka kawałków przypomina tu Prince’a, niektóre Apex Twin, jeszcze inne OutKast. Lidell jest miksem ich wszystkich. To na pewno najbardziej dojrzała płyta artysty.

Jamie bawi się tu co prawda drażniącym vocoderem, czasami jest zbyt infantylny, ale można się przekonać do tej płyty już po pierwszym przesłuchaniu. Doskonale wyprodukowana, otwarta muzycznie, łącząca epoki.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png