Autopromocja

"Drogówka" - recenzja

"Drogówka"
"Drogówka"Media
1 lutego 2013

Wojtek Smarzowski, twórca „Wesela”, „Domu złego” i „Róży”, nakręcił kolejny świetny film - "Drogówkę".

Obdarzeni siedmioma grzechami głównymi bohaterowie „Drogówki”, podobnie jak postaci z „Wesela” czy „Domu złego”, nie są czarno-białymi figurami. Nawet największy drań dostaje od Smarzowskiego szansę na zadośćuczynienie, a zło, które reżyser penetruje z taką wprawą, przybiera niekiedy postać nieuchwytnego dobra.

„Drogówka” poddaje się zarówno analizie symbolicznej, jak i bezpośredniej. Krytycy uderzają w wysokie tony, pisząc, że to film o przyjaźni albo walce dobra ze złem. Wszystko się zgadza. „Drogówka” to w ogóle wdzięczny obiekt do metaforyzowania. Można dowolnie mnożyć pomysły na wykładnię symboliczną filmu, ale w czytaniu najprostszym mamy po prostu do czynienia ze znakomicie zrealizowanym kinem policyjnym, z niemal wszystkimi, wpisanymi w tę konwencję, cechami stylu. Jak w klasycznym schemacie takiego kina, oglądamy przygody grupy przyjaciół – w tym przypadku chodzi o policjantów ze stołecznej drogówki, obarczonych nie tylko siedmioma grzechami głównymi (to ukłon pod adresem „Siedem” Finchera), ale także wspólnymi pasjami i namiętnościami. Razem kontrolują prędkość, biorą w łapę, chodzą na imprezy i do burdeli. Ich wzajemna relacja obarczona jest ryzykiem nadużyć, pokusą chciwości lub zazdrości. Szybko przyzwyczajamy się do tej ferajny. Kiedy drogówkowicze wysłużonym autobusem wracają z patrolowania pielgrzymki papieża w Polsce, stężenie alkoholu na metr kwadratowy wydaje się tak wysokie, że zdaje się przenikać nawet do sali kinowej...

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.