Prawdziwa akcja dopiero się zacznie, przed nami pojedynek ze smokiem Smaugiem i Bitwa Pięciu Armii. Ale „Hobbit: Niezwykła podróż” to falstart. Napompowany do granic możliwości balon oczekiwań nie pękł co prawda z hukiem, ale co najwyżej z donośnym beknięciem, jakim parę razy raczą widzów krasnoludowie.
Na początku wyznanie: jestem niepoprawnym fanatykiem „Władcy Pierścieni”, zarówno powieściowego oryginału, jak i jego filmowej adaptacji. Trylogię Petera Jacksona obejrzałem ostatnio po raz kolejny – nic nie straciła ze swojej magii. Dlatego tym większym rozczarowaniem jest dla mnie pierwsza część „Hobbita”. Filmu, na który czekałem, wierząc, że Jackson jeszcze raz przeniesie mnie do Śródziemia. I nie przeszkadzało mi nawet, że zdecydował się na kolejną trylogię –wszak to trzy razy więcej frajdy. Jak się okazało, nie do końca.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.