Pamiętacie film „Piękny umysł” z Russelem Crowe’em w roli genialnego Johna Nasha? Tam nadludzko uzdolniony ekonomista zrewolucjonizował swoją dziedzinę, kładąc podwaliny pod nowoczesną teorię gier. Wszystko to jednak były dziecięce igraszki w porównaniu z tym, czego dokonał bohater tej książki.
Reklama
DGP
W roku 1982 Jim Simons założył fundusz Renaissance Technologies. Nie był już wówczas młodzieniaszkiem. Na karku miał czterdziestkę z okładem, a w życiorysie karierę uniwersyteckiego matematyka, konsulting dla rodzącej się branży komputerowej oraz łamanie szyfrów dla amerykańskich służb wywiadowczych. A teraz postanowił sprawdzić się na Wall Street. Simon był kimś więcej niż tylko kolejnym ścisłowcem o umyśle ostrym jak brzytwa. Był zapowiedzią nowego, fascynującego, ale i niebezpiecznego trendu, który określić można jako desant genialnych matematyków na amerykańską świątynię finansów. Gdy zimna wojna zostanie wygrana, zacznie się na całego. Najbystrzejsi z bystrych zaczną masowo przechodzić z akademii oraz agencji rządowych zajmujących się bezpieczeństwem narodowym do biznesu spekulacyjnego. Zmienią oni oblicze Wall Street nie do poznania. Walnie przyczynią się do zjawiska zwanego dziś finansjalizacją. Zjawiska polegającego na kompletnym oderwaniu się przez sektor finansowy od tzw. realnej gospodarki. Stanie się tak z powodu zawrotnych sum, którymi zaczną obracać, oraz nieprawdopodobnych zysków, które ich działania będą przynosiły. Na to mocnych nie było. W ten sposób zaczęła toczyć się kula śniegowa, która uderzy w światową gospodarkę w latach 2007‒2008.
Wróćmy jednak do Simonsa. Jego fundusz działał w oparciu o wyrafinowane modele matematyczne zasysające tak wiele danych, jak to tylko było wówczas możliwe. Przypomnijmy, że mowa o latach 80. i 90. XX w., gdy hasło „big data” nie było jeszcze w powszechnym użyciu, a internet dopiero się rodził. Ta pionierska strategia przyniosła Simonsowi osobiste bogactwo. Jego majątek jest szacowany na przeszło 20 mld dol., co daje mu miejsce w trzeciej dziesiątce amerykańskich krezusów. Jeszcze ważniejsza jest jednak legenda Simonsa. Określanego mianem „człowieka, który rozszyfrował rynki finansowe”. Albo po prostu współczesnego Midasa, którego coroczne marże zysku wprawiały w osłupienie nawet największych tuzów amerykańskiej finansjery.
Postać Simonsa została w tej książce nakreślona piórem Gregory’ego Zuckermana. Jednego z najbardziej znanych reporterów giełdowych w anglojęzycznych mediach ‒ związanego od lat z dziennikiem „Wall Street Journal”. Zuckerman wyrobił sobie renomę dzięki kolumnie pod tytułem „Zasłyszane na Wall Street”. Takie kolumny i takie postacie mają oczywiście z punktu widzenia amerykańskiej finansjery określoną rolę. Podobną do tej, jaką odgrywają polityczne kolumny plotkarskie. Tą drogą uczestnicy rynku próbują na tenże rynek wpływać. W zamian autorzy tacy jak Zuckerman dostają szansę zajrzenia za kulisy. To w zasadzie jedyna okazja, by się czegoś o motywacjach i sposobie myślenia „współczesnych Midasow” ‒ takich jak Simons ‒ dowiedzieć. Dobre i to.
Zuckerman opisał więc Simonsa. A my możemy dzięki tej historii zadumać się nad tym, dokąd nas ta inwazja matematyków na ekonomię zawiodła. I do czego może nas jeszcze doprowadzić.