Ruch Black Lives Matter (BLM) stawia sobie za cel walkę z przemocą oraz systemowym rasizmem wobec czarnych mieszkańców Ameryki. Ale BLM nie wisi w historycznej i społecznej próżni, bo wcześniej także trwała walka o emancypację Afroamerykanów. Powierzchowna wiedza na ten temat składa się zazwyczaj z kilku faktów: zniesienie niewolnictwa przez prezydenta Lincolna w czasie wojny secesyjnej, bunt Rosy Parks i wielotysięczne marsze ruchu praw obywatelskich lat 60. XX w. pod przewodem Martina Luthera Kinga, wybór Baracka Obamy na 44. (pierwszego czarnego) prezydenta USA. W rzeczywistości historia rasowych spięć w Ameryce jest dalece bardziej różnorodna i nieoczywista. I właśnie te niepodatne na prostą interpretację rozdziały amerykańskich walk o emancypację są najciekawsze.

Zbigniew Marcin Kowalewski skupia się na dwóch zjawiskach. Na rapie – zwłaszcza w jego gangsterskim (w Polsce powiedzielibyśmy ulicznym) wydaniu. Oraz na jeszcze mniej znanym w Polsce ruchu, który łączył czarny nacjonalizm z islamem – Nation of Islam (Naród Islamu). Co łączy oba te społeczne fakty? Zdaniem Kowalewskiego mamy tu do czynienia z chronologiczną kontynuacją. Czarny islam jest zjawiskiem starszym i zaczął się na długo przed II wojną światową. Był rodzajem na poły religijno-mesjanistycznego, a po części radykalnego politycznie ruchu szerzącego się wśród czarnej wielkomiejskiej biedoty Detroit czy nowojorskiego Harlemu. Ideologia Nation of Islam głosiła, że Czarni (właśnie z dużej litery) w Ameryce są osobnym narodem. Uciskanym i wyzyskiwanym, a ich celem była emancypacja, która obejmowała odrzucenie brzemion wywodzących się z czasów niewolnictwa: religii chrześcijańskiej na rzecz islamu, poczuwania się do głębszych związków z amerykańskim państwem, a nawet własnych oficjalnych imion i nazwisk. W latach 60. XX w. kolejne pokolenie działaczy czarnego islamu (tu kluczową rolę odegrał Malcolm X) wzbogaciło projekt ideowy o warstwę ekonomiczną oraz wezwanie do antykapitalistycznej rewolucji społecznej. Ten ostatni etap rozwoju ideologii spotkał się ze zdecydowanym oporem amerykańskiego establishmentu. Służby specjalne USA nie przebierały w środkach, obawiając się, że niepokoje wewnętrzne doprowadzą do porażki USA w zimnej wojnie. W 1965 r. Malcolm X został zamordowany. W ciągu kilku lat rozpętała się w Stanach spirala przemocy na tle rasowym.

W ten sposób dochodzimy do drugiego bohatera książki Kowalewskiego, czyli do gangsterskiego rapu. Autor pokazuje, że w latach 80. i 90. XX w. to wokół tej muzycznej subkultury w biednych dzielnicach amerykańskich metropolii odtworzyło się kolejne wcielenie radykalnego buntu. Radykalnego nie tylko, jeśli idzie o stawiane cele (sprawiedliwość społeczna, emancypacja ekonomiczna czarnej ludności), lecz także o akceptację przemocy jako dopuszczalnego środka walki o prawa. W ten sposób raperzy tacy jak Ice-T czy Chuck-D stali się następcami Malcolma X. Przy okazji serce czarnego buntu zaczęło się przenosić ze Wschodniego Wybrzeża w inne miejsca. Czego dowodem były głośne i krwawe zamieszki rasowe w Los Angeles w 1992 r.