„Poznaliśmy się w warszawskiej szkole teatralnej w latach 70. Andrzej w 1974 r. kończył wydział aktorski, ja wtedy studiowałam na wydziale reżyserii, kierunek studium teatralno-literackie. Andrzej później szybko, w 1979 r. skończył reżyserię – wspomina artystę prof. Akademii Teatralnej Barbara Osterloff.

Jak zaznaczyła, nie tylko oba dyplomy; aktorski i reżyserski Andrzeja Strzeleckiego wskazują, że był bardzo mocno ze szkołą teatralną związany. „To miejsce przy ul. Miodowej było fundamentem jego myślenia o teatrze, jego aspiracji zawodowych i ogromnego przywiązania do pewnych ludzi, których w tej uczelni spotkał i których darzył ogromnym szacunkiem. To byli jego mistrzowie; przede wszystkim Aleksander Bardini, nie tylko jako wyjątkowa osobowość, człowiek o wielkiej erudycji, darze serdecznego kontaktu ze studentami i z tymi, którzy mieli nieomylny smak i gust” – mówiła teatrolog.

„Dla Andrzeja smak i gust, przywiązanie do pewnych wzorców kulturowych, tradycji, teatru muzycznego, który czasami, niesłusznie przecież, jest traktowany, jako mniej ważna część teatralnego świata, kultury teatralnej – to były drogowskazy” – podkreśliła prof. Osterloff.

Reklama

"Ważny był kontakt z Bardinim, który w Andrzeju upatrywał człowieka, który powinien pójść właśnie drogą teatru, który budzi uśmiech, nazwijmy go teatrem rozrywkowym, teatrem komedii, drogą teatru muzycznego bardzo wyraźnie" – mówiła profesor.„To się w biografii artystycznej Andrzeja wiązało z kabaretem Kur, z Krzysztofem Majchrzakiem, przyjacielem na śmierć i życie, z którym się przez całe studia nie rozstawali, z którym siedząc w bufecie naszej szkoły różne rytmy na bębnach wygrywali” - wspominała.

Według prof. Osterloff, krąg i kolegów, i profesorów sprawiał, że Andrzej miał głębokie poczucie, iż nie sam temat rozstrzyga o sukcesie artystycznym i powodzeniu, tylko sposób, w jaki ten temat może być podany. „Takie barwy jak ironia, pewien dystans, autoironia, smak i gust potrafią czynić cuda. Andrzej to bardzo troskliwie przeniósł przez wszystkie lata swojej pracy” – dodała.

„Andrzej był też człowiekiem znakomicie piszącym, nie chodzi tylko o scenariusze, adaptacje; on to świetnie robił – umiał zagarnąć materiał, który był dlań ważny, ale i książki” – wspomina.

"Szybko stał postacią, miał markę; jego udział w przedstawieniu, jego opieka czy rada dawały pewność, że to będzie na określonym wysokim poziomie, że spektakl nie osunie się w łatwy śmiech, głupie gagi, że jego liczne przymioty umysłu, gust i smak dadzą artystycznym poczynaniom znak najwyższej jakości" – zaznaczyła teatrolog.

"Andrzejowi bardzo zależało na tym, żeby otworzyć studentom możliwość kontaktów w Europie, w świecie, nowojorska szkoła Lee Strasberga bardzo go honorowała" – przypomniała profesor.

„Jego stosunek do studentów wypływał – mówiła Osterloff - z najpiękniejszej, najszlachetniejszej tradycji i aury szkoły pod adresem Miodowa 24, z poczucia, że wszyscy jesteśmy wspólnotą, że trzeba całe serce oddawać studentom, serce i czas” - mówiła Osterloff.