Zmagające się z III Rzeszą państwa odkryły, że szanse wyjścia cało z opresji daje jedynie gospodarka wojenna.
Muszę być z wami szczery (…): wiele rodzin straci przedwcześnie bliskich – oznajmił Boris Johnson 13 marca. Mimo tych słów premier Wielkiej Brytanii, stylizujący się coraz bardziej na Winstona Churchilla, odnotowuje rekordowy wzrost popularności. Czego dowodem jest to, że w odpowiedzi na jego apel o pomoc w walce z pandemią nastąpiła ogromna mobilizacja społeczna. Chęć udziału w zmaganiach z zarazą zgłosiło 15 tys. emerytowanych lekarzy i 23 tys. studentów ostatniego roku medycyny. Wspierać państwowe służby zamierza 660 tys. wolontariuszy. Od czasów II wojny Wielka Brytania nie doświadczała czegoś podobnego.
Analogie wojenne przychodzą także na myśl, gdy obserwuje się inne państwa. Prezydent USA sięgnął po zapomniany Defence Production Act. Przyjęta w 1950 r., po wybuchu wojny koreańskiej, ustawa uprawnia Biały Dom do wydawania prywatnym firmom nakazu produkcji wyrobów ważnych dla obronności kraju. – Uważam się w pewnym sensie za prezydenta wojennego – oświadczył Donald Trump, po czym kazał General Motors rozpoczęcie wytwarzania respiratorów, a wkrótce tego samego zażądał od Forda. Także Francja ma wojenny rząd – po naciskach władz koncerny Renault oraz PSA Peugeot Citroen przestawiają linie technologiczne na produkcję sztucznych płuc.
Po szoku, jaki wywołały błyskawiczne postępy pandemii, przywódcy odkrywają metody zarządzania, jakie doskonalono podczas II wojny światowej. Pojawia się zresztą coraz więcej głosów, że dotacjami dla przedsiębiorców, zawieszeniem spłat kredytów, składek, podatków czy nawet dodrukiem pieniądza tym razem nie uratuje się gospodarek przez załamaniem. Do standardowych rozwiązań można wrócić dopiero po ustaniu zagrożenia, a dopóki trwa, jedynym skutecznym lekarstwem na krach jest gospodarka wojenna.

Nadzwyczajna konieczność

„Gdy w 1939 r. wybuchła wojna, nikt nie uważał, że można ją prowadzić, opierając się na prywatnej przedsiębiorczości. Gospodarka musiała być «sterowana»” – pisze Keith Robbins w „Zmierzchu wielkiego mocarstwa”. W dużej mierze odpowiadał za to postęp techniczny. Dysponując lotnictwem oraz łodziami podwodnymi, III Rzesza mogła szybko doprowadzić Zjednoczone Królestwo do kapitulacji. Brytyjczycy musieli importować żywność, zaś ich przemysł potrzebował surowców i podzespołów sprowadzanych z różnych części świata. Tymczasem u-booty zaczęły torpedować statki handlowe, zaś okręgi przemysłowe znajdowały się w zasięgu bombowców Luftwaffe. Zdanie się w takiej sytuacji na rynek jedynie spotęgowałoby chaos: jego efektem byłby krach gospodarczy i bankowy połączony z paniką społeczeństwa. Trzymanie się liberalnych wytycznych oznaczałoby triumf III Rzeszy.
Dlatego Albion musiał złamać reguły obowiązujące w czasie pokoju i przyjąć nowe. Pierwszym do tego krokiem było wydzielenie tych działów gospodarki, których produkcja była niezbędna do prowadzenia wojny. Chcąc szybko uzyskać wzrost produkcji zbrojeniowej, rząd nie mógł zdać się jedynie na prywatne firmy. „Jeśli chodzi o przemysł, stosowano rozmaite szczegółowe rozwiązania, od bezpośredniego zakładania fabryk rządowych do udzielania tylko wytycznych, z wieloma pośrednimi formami pomiędzy tymi skrajnościami” – opisuje Robbins.
Brytyjski przemysł lotniczy pod koniec lat 30. tworzyło 17 firm zatrudniających 30 tys. ludzi. Jednak były one zdolne wyprodukować zaledwie 200 samolotów bojowych miesięcznie. W 1939 r. za sprawą zamówień rządowych przemysł dostarczył lotnictwu 7,9 tys. maszyn bojowych. Potem nastał dramatyczny rok, w którym przyszłość Wielkiej Brytanii zależała od siły jej lotnictwa. Podczas Bitwy o Anglię Luftwaffe atakowało zakłady przemysłowe, by doprowadzić do załamania produkcji. Pomimo to, za sprawą inwestycji rządowych, w grudniu 1940 r. Brytyjczycy mogli się pochwalić wyprodukowaniem w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy ponad 15 tys. samolotów. Tymczasem przemysł III Rzeszy jedynie 10 tys. Rok później ta różnica stała się jeszcze bardziej widoczna. RAF otrzymał do dyspozycji ponad 20 tys. nowych maszyn, Luftwaffe zaledwie 12 tys.
Działo się tak, choć to Niemcy posiadały większy potencjał przemysłowy. Ale na polu ekonomii Brytyjczycy bili III Rzeszę na głowę. To dawało Londynowi nadzieję na przetrwanie, bo doświadczenia I wojny światowej jednoznacznie wskazywały, iż nowoczesne konflikty wygrywa ten, kto posiada najsilniejszą gospodarkę.

Cudotwórca na czarną godzinę

„Wojny można finansować na różne sposoby – z nagromadzonych oszczędności, bieżących podatków, kredytów (krajowych lub zagranicznych), lub przez inflację” – wyliczał w 1940 r. na kartach książki „Jak płacić za wojnę” John Maynard Keynes. Sławny ekonomista nie bez przyczyny uchodził za eksperta od gospodarki wojennej. W czasie I wojny światowej został doradcą brytyjskiego ministerstwa skarbu i specjalizował się w opracowywaniu planów finansowania wydatków wojennych. Potem zajmował się głównie tym, jaką rolę może odgrywać państwo w przezwyciężaniu wielkiego kryzysu. Gdy świat zaczął zmierzać w stronę kolejnego konfliktu, Keynes wrócił do korzeni.
Siadając do pisania ostatniego ze swoich wielkich dzieł, założył, iż opracuje makroekonomiczną strategię, w której licząca 40 mln mieszkańców Wielka Brytania zdoła toczyć wyrównany bój z 80-milionową III Rzeszą. Dwa pierwsze rozdziały Keynes poświęcił temu, jak przebudować przemysł i rynek pracy. „Nawet wojny mogą się przyczynić do wzrostu bogactwa” – notował. Należało więc dla ludzi, którzy po bankructwach firm zostali bezrobotni, znaleźć pracę w przemyśle wojennym, administracji lub instytucjach wzmacniających obronność. Dzięki temu dostawali pensję, mogli płacić podatki, ich wysiłek generował dochód narodowy. Jednocześnie wykonywali pracę, dzięki której można było zadawać straty wrogowi.
Największym problemem, według Keynesa, było to, że nawet przy pełnym zatrudnieniu i intensywnej rozbudowie przemysłu Wielka Brytania nie posiadała dość potencjału ekonomicznego, żeby ostatecznie pokonać III Rzeszę. Jako ratunek doraźny wskazywał więc w trzecim rozdziale zredukowanie codziennej konsumpcji wśród cywili, by tak znaleźć dodatkowe zasoby na „wysiłek wojenny”. Wymagało to wprowadzenia przez państwo kartek, a jednocześnie kontroli cen, by zapobiegać ich gwałtownemu wzrostowi. Jednak na dłuższą metę ludzka wytrzymałość ma granice, podobnie jak zdolności każdego kraju do wysiłku wojennego. Dla Keynesa było jasne, że chcąc je pomnożyć, Wielka Brytania musi skorzystać z zasobów innego państwa.
Ówczesny układ sił w świecie wskazywał jasno, iż jedyny wybór to Stany Zjednoczone.

Niezbędny sponsor

„Jeśli Stany Zjednoczone nie wejdą do wojny, nad Europą zapanuje nazistowska noc” – pisał w grudniu 1940 r. Winston Churchill do Franklina D. Roosevelta. W Londynie zdawano sobie sprawę z tego, że choć prezydent USA nie cierpi Adolfa Hitlera, to izolacjonistyczne nastroje Amerykanów są wyjątkowo mocne.
Roosevelt nie mógł zaryzykować przystąpienia do wojny w Europie, a jednym gestem wsparcia dla Brytyjczyków było przyjęcia jesienią 1939 r. ustawy płać i bierz (Cash and Carry). Pozornie ugruntowywała ona neutralność Ameryki, zezwalając, by każdy kraj mógł zamawiać w amerykańskich koncernach broń i amunicję. Ale pod jednym warunkiem – nabywca zapewnia transport. A ponieważ brytyjska flota panowała na Atlantyku, to składanie zamówień przez III Rzeszę było w praktyce niemożliwe.
Zaoferowane Londynowi preferencje miały jedną wadę: za dostawy trzeba było płacić. Tymczasem już pod koniec 1940 r. finansowe zdolności Zjednoczonego Królestwa były na wyczerpaniu. Jednocześnie Londyn nie mógł zrezygnować z zamówień, bo tylko tak udawało się niwelować przewagę III Rzeszy. „Lord Lothian, brytyjski ambasador w Waszyngtonie, przekazał Amerykanom przesłanie, które musiało wówczas wydawać się zarówno niezwykle szczere, jak i oryginalne: «Wielka Brytania jest spłukana; tym, czego nam trzeba, są wasze pieniądze»” – streszcza Keith Robbins.
Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, Roosevelt przygotował ustawę o pożyczce i dzierżawie (Lend-Lease Act). Nowe prawo dawało mu możność wypożyczania lub oddawania w dzierżawę sprzętu wojskowego, a także prowadzenie barterowej wymiany surowców strategicznych z państwami, których bezpieczeństwo uzna za ważne dla Stanów Zjednoczonych. Dzięki Lend-Lease Act od marca 1941 r. zaczęły płynąć do Wielkiej Brytanii ogromne dostawy broni i surowców. Jednocześnie nie obciążało to w żaden sposób budżetu walczącego kraju. Wymyślony przez Keynesa na czas wojny system ekonomiczny zaczynał się domykać.

Polski łącznik

Dzięki stypendium Fundacji Rockefellera Michał Kalecki, skromny referent w Instytucie Badań Koniunktur Gospodarczych i Cen w Warszawie, mógł w 1936 r. wyjechać na zagraniczne studia. Po różnych perypetiach trafił na Uniwersytet w Cambridge, gdzie poznał teorie Keynesa. Wkrótce stał się jego zwolennikiem, dołączając do wpływowego grona młodych, lewicowych ekonomistów. Z czasem zdobył sobie wśród nich renomę jednego z najbardziej zdolnych.
To sprawiło, że w 1940 r. zaproponowano mu pracę w Oksfordzkim Instytucie Statystycznym. Tam znalazł się w zespole specjalistów od ekonomii z całej Europy, których wojna zastała w Anglii lub którzy ewakuowali się z kontynentu. Poznał m.in. genialnego statystyka Ernsta Friedricha Schumachera, który do instytutu trafił wprost z brytyjskiego obozu dla internowanych. Nienawidzącego nazistów Niemca wydobył z obozu sam Keynes, po tym jak przeczytał artykuł Schumachera, w którym ten wytykał mu błędy w głoszonych teoriach. Równie znakomity nabytkiem okazał się Austriak Josef Steindl, specjalizujący się w ekonomii politycznej. W dużej mierze na barkach tego tria spoczęło przygotowywanie dla rządu Churchilla projektów udoskonalania codziennego funkcjonowania gospodarki wojennej.
Kaleckiego najbardziej interesowało to, jak zapewniać obywatelom deficytowe dobra konsumpcyjne tak, by pozostawały dostępne, nie trafiały na czarny rynek i znacząco nie drożały. „W 1941 r. przygotował i przedstawił plan racjonowania dóbr, który mimo sprzeciwu ze strony kół konserwatywnych został ostatecznie zaakceptowany przez rząd brytyjski i w znacznej mierze wprowadzony w życie” – pisze Edyta Kowalczyk w opracowaniu „Michał Kalecki w polskiej i światowej ekonomii”. Skuteczność systemu otworzyła Kaleckiemu drogę do kariery, którą po latach inny wybitny ekonomista prof. Tadeusz Kowalik podsumowywał: „Od czasów najdawniejszych (Kopernika) – on pierwszy z ekonomistów polskich współtworzył ekonomię światową”.

Ostatni przegrywają

– Z produkcyjnego punktu widzenia wojna była przegrana wiosną 1944 r. – oznajmił podczas procesu w Norymberdze Albert Speer. Minister do spraw amunicji i uzbrojenia III Rzeszy, choć wielu uważało go za geniusza, pomylił się w ocenie. Tak naprawdę została przegrana pod koniec 1941 r., gdy Adolf Hitler – po zaatakowaniu Stanów Zjednoczonych przez Japonię – wypowiedział wojnę USA.
Korzystając z brytyjskich doświadczeń, administracja Roosevelta błyskawicznie przestawiła przemysł na gospodarkę wojenną. Zaś dzięki ogromnym zasobom społeczeństwo nie musiało ponosić takich wyrzeczeń jak Brytyjczycy. Uwaga Keynesa, że wojny mogą też generować bogactwo narodów, sprawdzała się za Atlantykiem w całej rozciągłości. Po Wielkim Kryzysie i zastoju drugiej połowy lat 30. USA, produkując na masową skalę czołgi, samoloty czy okręty, zaczęły rozkwitać ekonomicznie. W zasadzie już ten fakt stanowił wyrok śmierci dla III Rzeszy. Jego wykonanie przyspieszyło to, że programem Lend-Lease objęto też Związek Radziecki. Armia Czerwona otrzymała od Amerykanów m.in. 22 tys. samolotów i 13 tys. czołgów – to więcej niż rocznie potrafiła wytworzyć III Rzesza. A musiała konkurować też z brytyjską gospodarką wojenną i totalną ekonomią Związku Radzieckiego.
W dużej mierze Niemcy przegrywali na własne życzenie. Wbrew wymyślonemu przez Hermanna Göringa hasłu „Armaty zamiast masła”, Hitler długo nie chciał zgodzić się na obniżanie standardu życia ludności – aż do końca 1940 r. udział przemysłu zbrojeniowego w produkcji przemysłowej Niemiec wynosił ledwie 15 proc. Błyskawiczne kampanie wojenne, przeprowadzane z sukcesem do zimy 1941 r., utwierdzały Führera w przekonaniu, iż wyrzeczenia nie są konieczne. Wreszcie klęska poniesiona pod Moskwą uświadomiła mu, że to założenie było z gruntu błędne. Mianowany ministrem 8 lutego 1942 r. Albert Speer zajął się wprowadzaniem w III Rzeszy gospodarki wojennej. Mimo nalotów alianckiego lotnictwa udało mu się w krótkim czasie zwielokrotnić produkcję zbrojeniową, wykorzystując w końcu maksymalnie niemiecki potencjał przemysłowy.
Początkowo Speerowi sprzyjały okoliczności. „Na szczęście nieprzyjaciel atakował naszą produkcję zbrojeniową chaotycznie, nie koncentrując się na jej newralgicznych ośrodkach” – zapisał w pamiętniku ulubieniec Führera. Jednak szybko się okazało, że po przestawieniu gospodarki na tryb wojenny, zaczyna w fabrykach brakować robotników. Ponieważ Hitler nie chciał zezwolić na pracę kobiet (jak to czynili Brytyjczycy), produkcję musiano oprzeć na jeńcach oraz więźniach obozów – a niewolnicy nie pracują wydajnie.
Ostatnim gwoździem do trumny III Rzeszy okazał się brak wystarczających zasobów surowcowych. Niemcom nie udało się zdobyć pól naftowych ani na Kaukazie, ani na Bliskim Wschodzie, po rosyjskiej kontrofensywie utracono te w Rumunii. Paliwo dla czołgów czy samolotów musiały produkować z węgla zakłady chemiczne. Ten najdelikatniejszy z punktów niemieckiej gospodarki został w końcu zauważony przez aliantów. Prawie tysiąc bombowców amerykańskiej 8 Armii Powietrznej 12 maja 1944 r. zrzuciło bomby na wytwarzające benzynę syntetyczną zakłady chemiczne. „Tego dnia rozstrzygnięta została wojna techniczna” – notował Speer.
ikona lupy />
Magazyn. Okładka. 3.04.2020 / Dziennik Gazeta Prawna
Po pierwszych nalotach dzienna produkcja paliwa III Rzeszy spadła o ok. 14 proc., tymczasem 8 Armia Powietrzna kontynuowała dzieło zniszczenia. Cóż z tego, że udawało się nadal wytwarzać sprzęt bojowy, skoro bez paliwa był on bezużyteczny. Ogromny wysiłek, żeby wykuć w masywach górskich labirynty korytarzy oraz hale dla instalacji chemicznych i przemysłowych, nie mógł już odwrócić biegu wojny. Wygrywały ją te państwa, które pierwsze zdecydowały się na nowatorską gospodarkę wojenną.
Przy czym w Londynie nikt nie miał złudzeń, że zaraz po zakończeniu konfliktu z atutu stanie się ona ciężarem. Ostrzegał przed tym już w 1942 r. Keynes, pisząc dla rządu opracowanie na temat możliwości osiągnięcia stabilnej sytuacji ekonomicznej, gdy produkcja zbrojeniowa nagle przestanie być potrzebna, podobnie jak praca milionów zaangażowanych w nią ludzi. Ich demobilizacja prezentowała się jako operacja nawet trudniejsza i bardziej skomplikowana niż tworzenie gospodarki wojennej. Jednak i tak niosła ze sobą dużo mniejsze straty od przegranej wojny.