52-letni amerykański aktor Luke Perry, gwiazdor kultowego serialu telewizyjnego dla młodzieży "Beverly Hills, 90210" z lat 90., zmarł w poniedziałek w szpitalu w Los Angeles wskutek rozległego udaru, którego doznał w minioną środę.
Reklama

"Aktor Luke Perry odszedł dzisiaj w wyniku rozległego udaru" - napisał dziennikarz Arnold Robinson w oświadczeniu. Dodał w nim, że aktor zmarł nie odzyskawszy przytomności, w otoczeniu swej najbliższej rodziny - dzieci, narzeczonej, byłej żony, matki, ojczyma, rodzeństwa, a także krewnych i przyjaciół.

Aktor zyskał sławę w latach 90. w roli studenta Dylana McKaya w serialu TV "Beverly Hills, 90210", w którym grał od 1990 do 2000 roku. Porównywano go wtedy do nieżyjącego już Jamesa Deana.

W serialu znalazły się różne wątki, takie jak seks, alkoholizm, uzależnienia, samobójstwa, homoseksualizm, AIDS czy ciąża w młodym wieku.

Perry grał też w takich filmach jak "5. element", "8 sekund". Podkładał też głos w kreskówkach "The Incredible Hulk" i "Mortal Kombat".

W ostatnich latach występował w popularnym show telewizyjnym "Riverdale", w serialach "Ties That Bind" i "Body of Proof". Zagrał też w najnowszym filmie Quentina Tarantino "Once Upon a Time in Hollywood", który wkrótce trafi na ekrany kinowe.

Perry zachorował w tym samym dniu, w którym telewizja Fox ogłosiła, że powraca do serialu "Beverly Hills, 90210" i nakręci latem sześć dodatkowych odcinków z wieloma dawnymi aktorami, jednak wśród nich się nie znalazł.