O radykałach na stanowiskach, czyli ruchy narodowe w polityce dawniej i dziś

autor: Andrzej Krajewski25.01.2019, 07:00; Aktualizacja: 25.01.2019, 10:17
fot. NACA Antyżydowskie protesty na Uniwersytecie Warszawskim, 1936 r.

fot. NACA Antyżydowskie protesty na Uniwersytecie Warszawskim, 1936 r.źródło: DGP

Oferując radykałom stanowiska i profity, obóz władzy może ich kupić wraz z elektoratem. Jednak nieuchronnym kosztem transakcji staje się przejęcie w tym pakiecie skrajnych idei.

N awet zagorzali zwolennicy rządu PiS zadawali sobie pytanie, dlaczego premier powołał Adama Andruszkiewicza na stanowisko wiceministra cyfryzacji. Nie zrobił tego ze względu na jego kompetencje – tych byłemu prezesowi Młodzieży Wszechpolskiej odmawiali nawet dawni polityczni przyjaciele z Ruchu Narodowego. Trudno nie zgodzić się z diagnozą Piotra Zaremby („Czy Kaczyński to nowy Dmowski”, Magazyn DGP z 11 stycznia 2019 r.): „Andruszkiewicz ma zachęcać innych polityków do podobnych wędrówek. Ale też przekonywać, że w wielkim obozie prawicy jest miejsce dla narodowego nurtu. To także oferta dla wyborców o takich poglądach”.

Stąd również wzięła się tak nerwowa reakcja ludzi pragnących być liderami owego nurtu. Ideowość to ważna sprawa i w wieku 20 lat znakomicie komponuje się z maszerowaniem po ulicach miast, przy łopocie zielonych sztandarów. To daje poczucie siły oraz własnej wartości. Jednak w okolicach trzydziestki, gdy ma się już rodzinę, maszerowanie przestaje wystarczać. Po czterdziestce rodzi się obawa, że będzie się maszerowało do samej śmierci, bez zakosztowania realnej władzy oraz płynących z niej możliwości. Po takich ludzi obóz władzy chętnie sięga, wierząc, że planowany transfer jest korzystny. W końcu w zamian za iluzoryczne prawo współdecydowania o kraju partia rządząca odświeża kadry, zwiększa konkurencję na średnim szczeblu, a czasem nawet przyciąga nowych wyborców. Lecz to wszystko na krótko. Nieuchronne jest to, że gdy grupa wypalonych ideowo starych cyników przyjmuje do swego grona młodych ludzi przekonanych o swych racjach, zaczyna działać prawo naczyń połączonych. Do tego pustego powoli przepływa to, co jest w tym pełnym. A idee bywają bardziej zaraźliwe od cynizmu.

O tym, że w sprzyjających warunkach ten proces może przebiegać błyskawicznie, przekonali się na własnej skórze przywódcy sanacyjni. Wystarczył rok pozyskiwania działaczy Obozu Narodowo-Radykalnego, by to, w co wierzył niegdyś Józef Piłsudski, zostało zmarginalizowane przez idee Romana Dmowskiego.

Idealizm w służbie Rzeczpospolitej


Pozostało 83% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie