Z rewolucjami przemysłowymi było tak. Pierwsza zaczęła się na początku XIX w., gdy silnik parowy umożliwił wejście zachodniej cywilizacji na ścieżkę masowej produkcji i szybkiego rozwoju. Sto lat później – na przełomie wieków XIX i XX – wydarzyła się druga, której symbolami stały się taśma produkcyjna Forda oraz pierwsza globalizacja. Trzecia rewolucja to z kolei termin ukuty przez pisarza Jeremy’ego Rifkina, posiadającego wyjątkową zdolność do tworzenia chwytliwych sloganów. Rifkinowska trzecia rewolucja zdarzyła się u progu XXI w., gdy pojawiły się nowe technologie komunikacyjne (internet) i ekologiczne (odnawialne źródła energii).

Magazyn DGP z 4 stycznia 2019

Magazyn DGP z 4 stycznia 2019

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Czy żyjemy w czasach czwartej rewolucji przemysłowej? Od kilku lat tego typu przekonanie lansuje potężny klub sytych i bogatych zwycięzców poprzednich trzech przemian. Którego centrum jest Światowe Forum Ekonomiczne w Davos. Sam nie jestem do końca przekonany, czy mówienie o czwartej rewolucji jest uzasadnione. I pewnie nie tylko ja tak uważam. Nie możemy jednak zapominać o jednym. Silni i bogaci m.in. po to są silni i bogaci, żeby móc nazywać rzeczywistość po swojemu. Można się z nimi nie zgadzać, ale obrażać się na ich werdykt nie sposób. Skoro więc Davos mówi, że jest czwarta rewolucja przemysłowa, to musimy o tym rozmawiać i się do tej kategorii odnosić. Choćby i tej rewolucji faktycznie nie było.

W tym sensie książka sporządzona przez grubą rybę z Davos Klausa Schwaba, założyciela i prezesa Światowego Forum Ekonomicznego, pozwala się zorientować w temacie. Dowiemy się z niej paru rzeczy. Już choćby tego, że fundamentem czwartej rewolucji ma być sztuczna inteligencja. AI (to angielski skrót od Artificial Intelligence) wciąż jeszcze tak naprawdę na swoich prawach nie zaistniała, ale jej elementy (np. inteligentne domy) już tak. Poza tym większość okołodavosowskich technokratów uważa, że AI lada chwila zaistnieje. Po co się więc z nimi spierać.

I cóż z tego, że książeczka jest trochę cienka (ledwie 200 stron). Potraktujmy ją jako leksykon. Spis tego, co już jest. Ale jeszcze bardziej tego, co wydaje się, że będzie. Poczytajmy również po to, by sprawdzić, czy grube ryby widzą więcej i lepiej niż my, płoteczki.