Organizatorzy cytują amerykańskiego artystę i teoretyka sztuki Barnetta Newmana, który wyjaśnia, że abstrakcjoniści czuli kryzys moralny w świecie zdewastowanym przez wielką depresję i okrutną wojnę światową. Niemożliwe stało się zatem malowanie tego, co wcześniej: kwiatów, aktów, ludzi grających na wiolonczeli.

„Tak naprawdę zaczęliśmy (…) jak gdyby malarstwo było nie tylko martwe, ale nigdy nie istniało” – argumentował Newman.

Ekspozycja skupia zarówno dzieła należące do kolekcji nowojorskiego muzeum reprezentujące New York School Art, w tym Jacksona Pollocka jak też wystawiane po raz pierwszy w Met dokonania Marka Rothko, Clyfforda Stilla oraz Louise Nevelson.

Reklama

„Jest to rzeczywiście celebracja zbiorów Metropolitan, ale także ekspozycja, która stara się rozszerzyć geograficznie ideę abstrakcyjnego ekspresjonizmu o inne obszary w tym Japonię, Węgry (…) jak też projekcja przyszłości” – wyjaśnił dyrektor Met Max Hollein.

Reklama

Do najbardziej głosnych prac należą „Autumn Rhythm” (nr 30) Pollocka wykonana emalią na płótnie z 1950 roku. Zalicza się ją do tzw. drip paintings, kompozycji bez konkretnych kształtów, które tworzył rozpryskując, strząsając z pędzla, bądź lejąc farbę na płótno.

Olejna „Pasiphae” z 1943 r. nawiązuje do motywów mitologicznych, historii kreteńskiej księżniczki, która urodziła pół-człowieka, pół-byka Minotaura. Są tam też wczesne szkice oraz rysunki kredką artysty pochodzące z lat 30. i 40.

Dzieła Pollocka reprezentują ekspresjonizm abstrakcyjny promowany jako przykład amerykańskiej demokracji i wolności w pierwszych latach zimnej wojny. Należy do tego awangardowego ruchu także urodzony w dzisiejszej Łotwie Amerykanin Rothko(Marcus Rothkowitz). Pośród jego niemających tytułów prac jest nr 3. Malował to, co nazywał „drzwiami” i „oknami” w świetlistym kolorze. „Moje obrazy to faktycznie fasady” – tłumaczył Rothko.

Ekspozycja przedstawia łącznie 40 artystów. Z amerykańskich są tam m.in. Franz Kline, Willem de Kooning, Clyfford Still i Mark Bradford. Do zagranicznych należą m.in. Brytyjka Barbara Hepworth, Węgierka Ilona Keseru, Argentyńczyk Alejandro Puente oraz Japończycy Kazuo Shiraga i Inoue Yuichi, którego prace unaoczniają abstrakcję kaligraficzną.

Akryl na płótnie „Equilibrio” wyróżnionej w tytule wystawy Kubanki Carmen Herrery uznany jest za przełomowy w geometrycznym malarstwie abstrakcyjnym od lat czterdziestych XX wieku. Symetryczna kompozycja z trzech trójkątów nawiązuje do XVII-wiecznego hiszpańskiego malarstwa barokowego.

Uwagę przykuwa masywna rzeźba „Mrs N's Palace” imigrantki z Ukrainy Nevelson. Nad konstrukcją z drzewa i luster stanowiącą zbiór ponad 100 różnych przedmiotów i zdradzającą zafascynowanie kubizmem artystka pracowała 13 lat. Raz porównywano jej rzeźby do medytacyjnych kaplic. Kiedy indziej do wycinanych laubzegą układanek, które „podobnie jak artystka nie pasują nigdzie”.

Zaciekawienie wzbudza „rzeźbiarska maszyna” „Narva” Szwajcara Jeana Tinguely wywodząca się z tradycji Dada. Jego sztuka stanowiła satyrę na bezmyślną nadprodukcję dóbr materialnych w rozwiniętym społeczeństwie przemysłowym. „Narva” jest przedstawiona jako „motoryzacyjny zbiór gotowy do użytku, lecz niefunkcjonalny”.

Kurator Met Randall Griffey akcentował, że przedstawione dzieła podejmuję takie tematy i zagadnienia jak natura, historia, życie, czy śmierć.

„Wystawa pragnie zwrócić uwagę, że sztuka abstrakcji nie była tylko wyłączną domeną mężczyzn, jak się często błędnie sądzi. Zestawia także malarzy abstrakcyjnych reprezentujących zróżnicowane style jak abstrakcja gestu Pollocka oraz rygorystycznie skomponowana abstrakcja Herrery.