Pierwszym przystankiem na drodze do światowej kariery była Opera Wiedeńska. Pomógł łut szczęścia, pewność siebie i „drobne” kłamstwo. Gdy pewnego dnia zaniemógł odtwórca roli Cavaradossiego w „Tosce” Pucciniego, dyrektor teatru zapytał Kiepurę, czy umie śpiewać po włosku. Ten bez namysłu odparł, że tak. W rzeczywistości znał tylko dwie główne arie, w efekcie po wyjściu na scenę większość partii zaśpiewał po polsku. Publiczności, zachwyconej jego występem, zupełnie to nie przeszkadzało. „Król tenorów”, „krezus głosowy”, „następca Carusa” – ogłosiły gazety po spektaklu. Potem przyszła pora na inne europejskie sceny, a wreszcie na zawojowanie Stanów Zjednoczonych.

Kiepura miał nie tylko niepodważalny talent muzyczny, ale też niezwykły dar zjednywania sobie ludzi. Był prekursorem łączenia kultury wysokiej z masową. Nie stronił od spontanicznych występów, które – skłoniony przez fanów – dawał z hotelowych balkonów czy nawet dachu samochodu. W czasie bisów często wykonywał wesołego kujawiaka „Umarł Maciek, umarł, już leży na desce”. Jedna z anegdot głosi, że gdy tę ludową przyśpiewkę zaserwował podczas Wystawy Światowej w Paryżu w 1937 r., siedzący w loży honorowej prezydent Francji Albert Lebrun powstał, myśląc zapewne, że słyszy Mazurek Dąbrowskiego.

Zobacz, kto jeszcze znalazł się na naszej liście >>>>