Historia jednej piosenki. „Siekiera, motyka...” - tajna broń Armii Krajowej

autor: Wojciech Lada01.09.2017, 11:30
Kadr z filmu „Zakazane piosenki”

Kadr z filmu „Zakazane piosenki”źródło: Dziennik Gazeta Prawna

„Siekiera, motyka...” nie była zwyczajną przyśpiewką czasów okupacji. W rzeczywistości była tajną bronią Armii Krajowej, stworzoną na jej zlecenie przez Annę Jachninę

Zima 1942 r. była wyjątkowo mroźna. W okupowanej Warszawie zaczynało już brakować wszystkiego. Węgiel był nieosiągalny, nafta stała się luksusem, a powszechnym pożywieniem była cienka, wodnista zupa. Piosenka była ostatnią rzeczą, o jakiej miała w tej sytuacji ochotę myśleć Anna Jachnina, ale nie miała wyjścia. Jak wspominała prawie 30 lat później: „Ulica Francuska w Warszawie, zima, mróz w mieszkaniu i we mnie. Straszliwy głód. Otrzymałam właśnie polecenie napisania tekstów. Ołówek wypadał ze zgrabiałych rąk, mózg zamarzał. Nie było światła, tylko jakiś knocik, lampeczka. Chyba właśnie wtedy – już dokładnie nie pamiętam – powstała piosenka: »Siekiera, motyka, piłka, szklanka, w nocy nalot, w dzień łapanka«”.

Jachnina miała wówczas 28 lat. Od mniej więcej roku działała w konspiracji, w Biurze Informacji i Propagandy Armii Krajowej, a polecenie napisania tekstów, o których wspomina, otrzymała najprawdopodobniej od późniejszego autora „Kamieni na szaniec”, Aleksandra Kamińskiego.

Dowody w piwnicy

Mimo że Jachnina parokrotnie w wywiadach udzielanych prasie w latach 60. i 70. XX w. przyznawała się do autorstwa „Siekiery, motyki...”, oficjalnie twórca piosenki pozostaje nieznany, a sama pani Anna nigdy nie starała się dochodzić praw autorskich. Dlaczego? Nie wiadomo. Być może w grę wchodził lęk przed bezpieką? W 1947 r. afiszowanie się z przynależnością do AK nie było rozsądne. W archiwach bydgoskiego i gdańskiego IPN nie zachowały się co prawda żadne dokumenty wskazujące na inwigilowanie Jachniny, ale ona wówczas wiedzieć tego nie mogła. Badająca tę sprawę dr Katarzyna Maniewska z bydgoskiego IPN uważa jednak, że strach nie miał tu nic do rzeczy.

– Zaznaczam, że nie mam w tej kwestii wiedzy źródłowej. Opieram się tylko na oglądzie całości postawy i działań Anny Jachniny. A mówimy o postawie „żołnierza” podziemnej Armii, walczącego z piórem po to, by „śmiechem zabijać wojnę”; „żołnierza” walczącego ze świadomością ogromu codziennego ryzyka. To raczej kolejne świadectwo formatu Anny Jachniny. Kiedy już rozpytywana przez dziennikarzy wspominała i relacjonowała tamte wydarzenia, dodawała natychmiast, jakby z zawstydzeniem, że przecież tylu ludzi przeszło znacznie więcej, więc to, co przeżyła, było tylko „jak ziarnko piasku”. Tak jakby w cieniu dramatu innych zawstydzały ją publiczne zachwyty nad jej biografią – tłumaczy Maniewska.

Ani ona, ani profesor Tomasz Szarota nie mają jednak wątpliwości, że to właśnie Jachnina jest autorką piosenki. Ten ostatni w swojej wielokrotnie wznawianej pracy „Okupowanej Warszawy dzień powszedni”, ale dopiero w ostatnim jej wydaniu, przyznawał: „Dopiero przygotowując do druku obecne, czwarte wydanie dowiedziałem się, kto był autorem słów owego ulicznego przeboju. Napisała je Anna Jachnina, współautorka konspiracyjnej broszury »Anegdota i dowcip wojenny«”. O skali zapomnienia prawdziwej autorki „Siekiery, motyki...” najwięcej mówi to, że czwarte wydanie pracy profesora Szaroty ukazało się dopiero w 2010 r.

To, że jej autorstwo wyszło na jaw, było w jakimś stopniu dziełem przypadku. Po śmierci Jachniny do jej bydgoskiego mieszkania wprowadził się wnuk, Wojciech Jachna (muzyk jazzowy i awangardowy, znany choćby z takich grup jak Sing Sing Penelope czy Contemporary Noise Sextet) wraz z małżonką, Justyną Górską. I to ona właśnie odkryła domowe archiwum pani Anny. – Kiedy wraz z Wojtkiem wprowadziliśmy się do mieszkania, zastałam pokój pełen pamiątek po babci. Kartony dokumentów, rzeźby, meble, bibeloty ludowe... z powodu braku czasu wszystko to złożyliśmy w piwnicy – wspomina Górska. – Jednak pewnej niedzieli zaszyłam się w piwnicy i dosłownie zatopiłam się w dokumentach, papierach, teczkach... Była tego taka ilość, że trudno było przejrzeć to wszystko w kilka godzin. To, co odnalazłam w tych zbiorach, przerosło jednak moje najśmielsze oczekiwania – opowiada.

A były tam nie tylko wywiady sprzed dziesięcioleci, w których Jachnina ujawniała swoją rolę w powstaniu najpopularniejszej piosenki okupowanej Warszawy, ale też listy, notatki i pamiętniki, układające się w niezwykły życiorys pozornie bardzo zwykłej kobiety.


Pozostało 68% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (3)

  • Ryszard(2017-09-06 12:27) Zgłoś naruszenie 10

    Ale nie tylko piosenką i humorem walczyli Polacy z okupantem

    Odpowiedz
  • Bbbi(2020-05-12 09:22) Zgłoś naruszenie 10

    Siekiera,motyka bimber,flaszka Marian Paździoch sie mi ptaszka. Siekiera, motyka kot i pies właśnie przyszedł głodny pies.

    Odpowiedz
  • Bibifrank(2020-05-12 09:26) Zgłoś naruszenie 10

    Siekiera,motyka bimber,flaszka Marian Paździoch sie mi ptaszka. Siekiera, motyka kot i pies właśnie przyszedł głodny pies.Siekiera motyka bomber flaszka Marian paździoch to jest ważka. Siekiera motyka kot i pies moja siostra tępa jest.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie