Młody śpiewak zyskał sobie pochlebne opinie nowojorskiej krytyki. Recenzentka „New York Times” pisała, że w utworach Brittena i Haendla „łączy piękno tonu z niezwykłą jednością, czystością i wyrównaniem koloru w zakresie całej skali jego głosu”. Z kolei magazyn Opera News nazwał go „wspaniałym aktorem”.

Pytany przez PAP, który z występów w Ameryce był dla niego najbardziej znaczący, artysta przypomina, że miał bardzo dużo koncertów. Szczególnie ważne były dwa w Carnegie Hall i cztery z orkiestrą w Houston, gdzie śpiewał w „Mesjaszu” Georga Friedricha Haendla. Wystąpił też w Alice Tully Hall w Lincoln Center.

„Miałem chyba dużo szczęścia, że się tak udało ładnie wszystko rozegrać. Jestem w Ameryce tylko dwa lata, a zdołaliśmy już wiele osiągnąć. Staram się być otwarty na wszystko, śpiewać jak najwięcej. Najlepiej czuję się jednak w repertuarze złożonym z utworów barokowych” – wskazuje.

Reklama

Chętnie śpiewa ponadto pieśni Franza Schuberta, Gabriela Fauré, czy Benjamina Brittena. Interesuje go też muzyka współczesna. Ostatnio wystąpił w operze “The Flight” Jonathana Dove.

Kontratenor nie obawia się, że repertuar dla jego głosu może być ograniczony. Jak podkreśla, w samej tylko muzyce barokowej, w tym w operze, jest tyle utworów, że nie zdążyłby ich zaśpiewać przez całe życie.

Reklama

“Jest także dużo pieśni romantycznych, które można transponować. Trzeba je tylko znaleźć i zaaranżować właściwą tonację. Wybieram rzeczy odpowiednie dla mojego typu głosu, jego barwy, koloru. Mam dopiero 26 lat. Mój głos ciągle dojrzewa i rośnie” – wyjaśnia.

Śpiewak kończy właśnie studia w zlokalizowanej w kompleksie Lincoln Center szkole Juilliard. Jednocześnie koncertuje w Nowym Jorku i innych amerykańskich miastach. Wystąpił m.in. w Teksasie z orkiestrą Houston Symphony.

Wkrótce wyjeżdża do Francji na Festival d’Aix-en-Provence. Zaśpiewa w operze „L'Erismena” Francesco Cavalli. Z kolei polscy melomani będą go mogli posłuchać 3 sierpnia na Międzynarodowym Festiwalu Muzycznym Energa Sopot Classic.

Za swój największy sukces młody Polak postrzega wygraną w konkursie Metropolitan Opera's National Council Auditions. Jak mówi w rozmowie z PAP, nigdy nawet nie marzył o tym, że kiedykolwiek znajdzie się na prestiżowej scenie nowojorskiej opery.

„To było dla mnie jako kontratenora coś zupełnie nieosiągalnego. Nigdy nawet nie wyobrażałem sobie, że kiedyś dotrę do takiego miejsca jak Nowy Jork, że będę studiował w takiej uczelni jak Juilliard” – mówił śpiewak.

Droga do sukcesu Orlińskiego w konkursie Metropolitan Opera wiodła przez rozgrywki w kilku dystryktach, później zwycięzcy uczestniczyli w potyczce regionalnej, w której wygrana zapewniała udział w półfinałach. Odbywają się one w Metropolitan Opera.

„Jest to niesamowite przeżycie. Śpiewa się tam już na głównej scenie z akompaniamentem fortepianu. Finał wyłania pięciu równorzędnych zwycięzców. Występują z orkiestrą przy pełnej sali, czyli z udziałem niemal czterech tysięcy słuchaczy skupionych tylko na jednym śpiewaku. To niesamowite” – ocenia.

W historii konkursu Polak jest jednym z zaledwie kilku kontratenorów, którzy zostali laureatami Metropolitan Opera's National Council Auditions. Prezentował tam arie z oper Haendla i Brittena.

Za swój największy atut Orliński uważa wielką pracowitość. Mówi, że bardzo późno zaczął śpiewać solowo. Było to osiem lat temu, na kilka miesięcy przed pójściem na studia na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Wcześniej występował tylko w chórze amatorskim Gregorianum, gdzie zdobył - jak mówił - istotną umiejętność słuchania i reagowania.

„Podczas recitali z moim pianistą Michałem Bielem, wyróżnia nas to, że bardzo uważnie siebie słuchamy i reagujemy na to, co robimy. Podczas różnych koncertów nawet podobny repertuar przedstawiamy zupełnie inaczej. Potrafimy zaskakiwać. Dlatego ludzie chcą nas słuchać. To samo się zdarza we współpracy z mniejszym zespołem, orkiestrą czy dyrygentem” – przekonuje kontratenor.

W nawiązaniu do sukcesów polskich śpiewaków, zwraca uwagę, że miał okazję rozmawiać z wieloma dyrektorami castingowymi. Ich zdaniem Polacy mają w sobie coś przyciągającego. Zwłaszcza prawdziwość, szczerość w tym, co prezentują.

„Nawet jeśli czasem technicznie nie jest to najwyższy poziom na świecie, małe błędy nie mają decydującego znaczenia w kontekście wspaniałej interpretacji i ogromnego serca włożonego w wypowiedź muzyczną” – argumentuje Jakub Józef Orliński.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski