Syria jest krajem, w którym kinematografia narodowa właściwie nigdy się nie wykształciła. Dziś to targane konfliktami państwo nie sprzyja filmowcom, a mimo to właśnie teraz powstaje w nim najwięcej filmów. Choć tak naprawdę trzeba się poważnie zastanowić, czy mówimy o filmach sensu stricto. To bardziej migawki z rewolucji i tego, co w Syrii dzieje się obecnie. Kiedy pięć lat temu rewolucyjny tłum wyszedł na ulice, by walczyć z siłami wiernymi prezydentowi Baszarowi al-Asadowi, ludzie poczuli, że biorą udział w wydarzeniu dziejowym. Sięgnęli po kamery, jakimi dysponowali, a więc w telefonach i tych do rejestrowania uroczystości rodzinnych i wspomnień z wakacji. Tak samo jak w Egipcie czy Tunezji właśnie dzięki takim dokumentalistom dostaliśmy wgląd w epicentrum wydarzeń. Znacząco różnił się on od doniesień medialnych, skupionych na sensacyjnym aspekcie: krwawych ofiarach, pociskach i ogniu. Pokazywał nadzieję i determinację.

Dziś w krajach Afryki północnej filmowcy przepracowują arabską wiosnę, przyglądają się jej z wielu perspektyw, zadają pytanie o jej sens i o konsekwencje, które przyniosła. W Syrii na tak postawione pytanie nie ma miejsca, bo od pięciu lat sytuacja właściwie się nie zmienia. Wojna domowa dzieli naród, wkrada się w prywatną rzeczywistość, doprowadzając do trudnych wyborów. Taką sytuację portretuje „Syryjska Love Story” (2015) Seana McAllistera. Brytyjczyk sportretował w niej Amera i Raghdę, którzy 15 lat temu poznali się i zakochali za kratami. Po wyjściu z więzienia założyli rodzinę. Ale z kraju musieli uciekać ponownie, kiedy aresztowano reżysera, któremu opowiedzieli swoją historię. To wystawiło ich małżeństwo na próbę, bo jedno chciało uciec od wojny, drugie nie chciało porzucać ojczyzny.

Obowiązki względem ojczyzny namieszały też w życiu Basseta Saruta, 19-letniego bramkarza reprezentacji narodowej, i Ossama, 24-letniego operatora. W obleganym Homs zaczynają od pokojowych protestów. Szybko jednak zamieniają je na aktywną walkę zbrojną. Ich historię opowiada film „Powrót do Homs” (2013) Talala Derkiego, w którym reżyser przygląda się, jak młody umysł zostaje zatruty ideologią wojny. W jego filmie ideały padają jeden po drugim, bez szans w starciu z machiną propagandy i bogoojczyźnianych haseł, skłaniających do poświęcenia wszystkiego – ze sobą na czele.

Syryjsko-libański „Dom” (2015) Rafata Alzakouta pokazuje sytuację odwrotną: tu bohaterowie w epicentrum wojny wykorzystują moment spokoju na zbudowanie przystani dla kultury. Nazywają ją Domem. Razem tańczą, śpiewają, czytają. Robią wszystko, czego nie spodziewalibyśmy się po dzisiejszej Syrii, pokazując, że kultura przetrwa nawet najbardziej krwawe epizody historii. Choć wydźwięk tego filmu pełen jest goryczy. Wiąże się z wejściem islamistów z ISIS do Domu.

Kultura i sztuka Syrii zawsze były priorytetem dla Mohammada Malasa, który w Zwierzyńcu spotka się z widzami przy okazji swojej retrospektywy. Jej ważną częścią będzie pokaz „Drabiny do Damaszku” (2013). Bohaterkę nawiedza duch. Dziewczyna wyjeżdża do stolicy Syrii, gdzie studiuje aktorstwo. Zafascynowany jej podwójną osobowością filmowiec oferuje jej azyl, gdy na ulicach miasta wybuchają zamieszki. Ten film wydaje się idealnym opisem kondycji współczesnych Syryjczyków: polityczna wrzawa miesza się z umiłowaniem do sztuki, która egzorcyzmuje duchy narodu. Trzeba tego doświadczyć.

Letnia Akademia Filmowa | 5–15.08, Zwierzyniec | LAF.net.pl

***

Zobacz zwiastuny:

"Drabina do Damaszku" (Mohamad Malas) - zwiastun

Home (Rafat Alzakout) - Trailer

Trailer of the film "Return to Homs" by Talal Derki

A Syrian Love Story - Sean McAllister (UK – 2015, 80’)