źródło: Dziennik Gazeta Prawna

CD Urodzony w Sidney Kevin Parker nie tylko napisał wszystkie kawałki na swój trzeci krążek „Currents”, także sam je nagrał, stanął przy mikrofonie i zmiksował. Do tego opracował koncept okładki. Na poprzednich swoich płytach wydanych pod szyldem Tame Impala częstował nas sporą dawką psychodelii, tym razem jest ona dużo mniejsza i bardziej przystępna. Wiele jest tutaj momentów przypominających oldskulowe disco. Parker w wywiadach przyznaje, że chciał wreszcie stworzyć muzykę, która nadawałaby się na parkiet, bo jakoś do tej pory nie słyszał swoich kompozycji w klubach. Teraz zapewne to się zmieni, bo singlowe, ponadsiedmiominutowe „Let It Happen” czy „The Less I Know The Better” doskonale nadają się do rozkręcenia imprez. Tame Impala imponuje też, kiedy śpiewa tzw. pościelówy przydatne na końcówki parkietowych szaleństw, kiedy publika już ledwo powłóczy nogami. Płyta otrzymała doskonałe recenzje od takich prestiżowych mediów jak „New Musical Express”, „Pitchfork”, „Q” czy „Guardian”. I słusznie. Zakręt projektu Kevina Parkera w dance’owo-popową stronę się udał.

Tame Impala | Currents | Universal Music

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

DVD Eklektyczny film Anthony’ego Burnsa można by od biedy scharakteryzować jako czarną komedię, ale ani tu śmieszno, ani straszno. Patrick Wilson gra niejakiego Dona, zahukanego sprzedawcę mebli, którego żona trzyma pod pantoflem, reglamentując mu nawet comiesięczne kwadranse małżeńskich zbliżeń. Mona – w tej roli kontynuująca złą passę Katherine Heigl – to psychotyczna pani domu z manią kontrolowania każdego aspektu życia bliskich. Kiedy Don nawiązuje romans z młodą intrygantką chcącą naciągnąć go na pieniądze, bałagan będzie musiała posprzątać żona idealna. Z tym że odkryje w sobie smykałkę do mordu, co pozwoli jej się nareszcie wyluzować; jest jak kobieca wersja Dextera Morgana. Ale kłopoty na tym się bynajmniej nie kończą. Potencjał komediowy został zaprzepaszczony, nie ma tutaj kogo polubić, żarty są z najniższej półki, a całość unurzano w kliszach tak wyświechtanych, że już od pierwszych minut można spokojnie domyślić się, z czym się ma do czynienia, kto co powie i co zrobi.

Nie ma jak w piekle | reżyseria: Anthony Burns | dystrybucja: Imperial Cinepix

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

DVD Daniel Monzón, twórca świetnego dramatu więziennego „Cela 211”, tym razem w nieco lżejszym repertuarze, choć wciąż pozostaje w przestępczych kręgach. „9 mil” to opowieść o kryminalnej inicjacji dwóch młodych, naiwnych chłopaków, którzy marzą o wielkiej kasie. Angażują się więc w przemyt narkotyków dla kartelu, który od wielu miesięcy jest rozpracowywany przez grupę ambitnych – i po kilku wpadkach mocno zdesperowanych – policjantów. Monzón o działalności narkotykowej mafii nie mówi nic nowego, jego film nie jest niczym więcej niż czystą rozrywką rozegraną w malowniczych plenerach Gibraltaru i okolic, ale hiszpański reżyser cały czas doskonale panuje nad materiałem, a swoich bohaterów z obu stron prawa traktuje z równą sympatią i wyrozumiałością. A mimochodem daje ciekawy portret pokolenia, które w czasie kryzysu nie ma i nie wie, co ze sobą zrobić. Bohaterom wystarcza pozycja pionka w przemytniczej strukturze. Doprawdy niewiele się zmieniło od czasów, które pokazywał Martin Scorsese w „Chłopcach z ferajny”.

9 mil | reżyseria: Daniel Monzón | dystrybucja: Best Film

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

KOMIKS Kolejny tom dokumentujący losy córki kapitana Nemo, Janni, która przejęła schedę po ojcu i wiedzie żywot awanturnika. Los rzucił ją już w skute lodem Góry Szaleństwa, teraz, po latach, trafia do zrodzonego w wyobraźni Fritza Langa berlińskiego Metropolis. Miastem trzęsie dyktator Adenoid Hynkel, mający u swego boku i doktora Mabuse, i zastępy somnambulików Caligariego. Tak, Moore znowu sobie folguje, sięgając po klasykę kina, ale każdy jego wybór ma artystyczne uzasadnienie, został osadzony w odpowiednim dla fabuły kontekście i nie jest jedynie pustym fajerwerkiem. Zresztą jak zwykle mistrzowskie rysunki O’Neilla nawiązują do niemieckiego ekspresjonizmu z jego światłocieniem, kantami i bombastyczną architekturą. Intryga krótkiego albumu jest prościutka. Nemo, zamężna z Jackiem Strzałą, planuje odbić córkę i zięcia z rąk Bohaterów Zmierzchu. Mimo że nie tak dobre jak pierwszy album, „Berlińskie róże” to nadal kawał nieprzeciętnej komiksowej postmoderny.

Nemo: Berlińskie róże | scenariusz: Alan Moore, ilustracje: Kevin O’Neill | przeł. Paulina Braiter | Egmont 2015

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

KOMIKS Paul Pope ponownie na polskich półkach. I dobrze. Ledwie czytaliśmy „Battling Boya”, a już wychodzi „Wielki Escapo”, jedno z pierwszych dzieł amerykańskiego rysownika i scenarzysty. Niegdyś wydany w czerni i bieli, teraz zyskał nową, kolorową twarz; chciałoby się powiedzieć, że atrakcyjniejszą, ale album ten jest jak poznaczona bliznami twarz jego bohatera – ni to brzydki, ni to przystojny, lecz nieodmiennie intrygujący. Sama historia zdaje się uroczo staromodna. Cyrkowy brzydal zakochuje się w akrobatce, zaleca się do niej, błaga o uczucie. Druga część komiksu jest nieco bardziej metaforyczna, bo nieustraszony do tej pory Escapo zdaje sobie sprawę ze śmiertelności i po raz pierwszy do jego serca zagląda lęk. Znakomite, zamaszyste rysunki Pope’a znakomicie korespondują z ekspresyjną typografią, która aż krzyczy z kolejnych stron, co trafnie oddaje tumult w głowie bohatera. Pope pisze w posłowiu, że ma jeszcze w głowie niejedną opowieść z Escapo. Miejmy nadzieję, że niedługo się one zmaterializują.

Wielki Escapo | scenariusz i ilustracje: Paul Pope | przeł. Daniel Gizicki | Wydawnictwo Komiksowe 2015