CD Swoim debiutem sprzed trzech lat „The Name Of This Girl Is” Olivia Anna Livki pokazała, że wśród uczestników telewizyjnych talent show zdarzają się wyjątkowi uczestnicy. Teraz artystka, która ma za sobą epizod w takim programie, wydała drugi album i podobnie jak na debiucie sama napisała teksty i muzykę. Lirycznie Olivia opowiada o popkulturze, męskości, nie ucieka też od tematów politycznych. Muzycznie jest na „Strangelivv” jeszcze bardziej eklektyczna niż na debiucie. Prezentuje ogromne możliwości wokalne. Raz brzmi jak Madonna, innym razem jak Florence Welch, Kate Bush albo M.I.A. W jej piosenkach słychać electro, funk, psychodelię, surowego rocka, a czasami smyczki. W dopracowaniu brzmienia pomagał jej doświadczony w studio Fabian Knof. Livki w wywiadach wspomina, że ten krążek kosztował ją wiele wyrzeczeń i przeszła przez setki problemów. Aby móc go wydać, zwróciła się o pomoc do fanów na jednym z portali crowdfundingowych. Dobrze, że się udało, bo „Strangelivv” to bardzo dobry materiał. 28 maja Olivia zaprezentuje go na żywo w warszawskiej Stodole.

Olivia Anna Livki | Strangelivv | Warner Music

CD „Nie potrafiłbym sobie przykleić gęby wesołka. Podmiotem lirycznym wszystkich moich płyt jest facet po przejściach, który nie ma złudzeń co do siebie ani co do świata” – powiedział w jednym z ostatnich wywiadów song-

writer, poeta, etnomuzykolog, Adam Strug. Jego nowa płyta „Mysz” właśnie wylądowała w sklepach. Faktycznie, „Mysz” nie jest wesoła. Dzięki naleciałościom bałkańskim sporo piosenek z tego krążka nadaje się do tańca, ale takiego grubo po północy, kiedy na parkiet wdzierają się smutek i nostalgia. Pięknie współgrają tu klarnet, kontrabas czy trąbka. Całość została okraszona ciężkimi, surowymi gitarami, za które odpowiada producent płyty Wojciech Waglewski. Zresztą udziela się tu również wokalnie. Sam Strug może nie ma powalającego głosu, ale jego własne teksty oraz teksty poetów typu Leśmian czy Przerwa-Tetmajer brzmią wiarygodnie i wciągają. Znalazł się tu także wiersz amerykańskiego poety Vachela Lindsaya w tłumaczeniu Roberta Stillera. Płyta nie dla każdego, ale fani poetyckich tekstów i mrocznych songów będą zadowoleni.

Adam Strug | Mysz | Universal Music

GRA PLANSZOWA Zadziwiające, że – poza prostymi grami drukowanymi w prasie jakieś pół wieku temu – nie było jeszcze planszówki o Tytusie. Na dobrą sprawę wciąż nie ma – choć gra „Tytus, Romek i A’Tomek” wykorzystuje wizerunki bohaterów komiksów Papcia Chmiela, to oparta jest na jednym z niezliczonych pomysłów niemieckiego projektanta Reinera Knizii. Reguły gry – z grubsza rzecz biorąc polegające na tworzeniu przez uczestników własnego „komiksu” – zostały jednak do Tytusowych realiów dopasowane zgrabnie, rozgrywka jest zajmująca, a frajda z posługiwania się komiksowymi gadżetami (np. środkiem płatniczym są tutaj debilary) – olbrzymia. Na podobnych patentach, czyli połączeniu istniejącego projektu z popkulturowymi sentymentami, opartych już było kilka gier, m.in. „07 zgłoś się” . „Tytus...” jest od nich zdecydowanie lepszy. Ale mimo wszystko marzyłaby mi się gra od A do Z stworzona przez autora, który przygody Tytusa znałby na wylot, wtedy ilustracje Papcia Chmiela nie byłyby jedynie magnesem dla fanów serii.

Tytus, Romek i A’Tomek | reguły gry: Reiner Knizia | wydawca: Egmont