Hałas generowany przez Hinds podszyty jest chwytliwymi melodiami, romantyzmem i klimatem retro rocka w stylu Velvet Underground. Same członkinie Hinds przekonują, że ich piosenki opisują różne stany i rodzaje miłości, których doświadczyły.

CD Kilka miesięcy temu pisząc o ciekawych żeńskich projektach muzycznych spoza mainstreamu, wspomniałem o hiszpańskiej grupie Hinds, która przygotowywała wtedy debiutancki materiał. Wreszcie został wydany. Cztery łanie (to tłumaczenie słowa „hinds”) Ana, Carlotta, Ade i Amber grają z pozoru prostego garage rocka. Jednak gdyby było to tylko banalne szarpanie strun i krzyki, to pewnie nie zostałyby zauważone przez najważniejsze wydawnictwa muzyczne na Wyspach, nie zagrałyby koncertów z The Libertines i The Vaccines, no i nie wystąpiłyby na jednej z dużych scen festiwalu w Glastonbury (jako pierwszy hiszpański zespół). Hałas generowany przez Hinds podszyty jest chwytliwymi melodiami, romantyzmem i klimatem retro rocka w stylu Velvet Underground. Same członkinie Hinds przekonują, że ich piosenki opisują różne stany i rodzaje miłości, których doświadczyły. Nie są one jednak wypełnione banalnymi tekstami dla nastolatek. Hinds to dojrzałe kobiety z częściami mózgu zmąconymi rockowym wariactwem. Oby pewnego dnia zaprezentowały się na naszej ziemi.

Hinds | Leave Me Alone | Lucky Number