„Liczę, że zostanę dobrze zrozumiany. 50-letni siwy facet mówiący po angielsku, który chce, żeby między nami sprzęgło – to wszystko, co mogę zaoferować. Liczę na zrozumienie” – powiedział mi w rozmowie przed swoim pierwszym polskim występem typu spoken word na katowickim Off Festivalu w 2012 roku. Festiwalowa sala pękała w szwach, a Rollins swobodnie i z rozbrajającą szczerością opowiadał o swoim dzieciństwie w Waszyngtonie, trudnej szkole, muzycznych fascynacjach (dzięki mamie poznał m.in. jazz, a w szkole The Jackson 5) i ojcu o radykalnych poglądach. Spoken word Henry’ego pełne są spraw politycznych, społecznych, ale też humoru. Dla Rollinsa bardzo ważna jest tolerancja, chętnie wchodzi też w interakcje z publiką. Doskonale sobie z nią radzi, w czym na pewno pomogły mu lata występów z legendarnymi kapelami Black Flag czy Rollins Band. Spoken word zaczął uprawiać jeszcze jako członek Black Flag, w latach 80. Do tej pory wydał kilkanaście albumów ze swoimi występami. W połowie lat 90. za jeden z nich dostał nagrodę Grammy. W przerwach pisał książki i grał w filmach. Zabłysnął chociażby na planie „Zagubionej autostrady” Davida Lyncha czy serialu „Synowie Anarchii”. Najbardziej jednak ostatnio angażuje go właśnie spoken word. Jak mówi: „Słów nie można cofnąć. Odpowiadam za każde z nich. Nie ma drugiej szansy jak w filmie albo w studio. Dlatego traktuję to poważnie. Tu nie chodzi o to, że ty kupiłeś bilet, a ja mam twoje pieniądze, tylko o czas, który mi poświęcasz. To jest cenniejsze. Chodzi więc o to, żebyś nie czuł, że straciłeś czas”. Na pewno nie stracicie go, poświęcając kilkadziesiąt minut Henry’emu.

Henry Rollins | The Charmingly Obstinate Tour | Warszawa, Wrocław